Dopiero wczoraj wieczorem zapoznałem się W KONCU ! :] z Infekcją... i będąc w pełni władz umysłowych stwierdzam że azjatycka szkoła terroru nadal mnie nie zawodzi :] Po wszechobecnych juz nawiedzonych kasetach badz domach oraz czarnowłosych laskach (szacunek! :] ) które zadomowiły się u mnie na polce i pod łózkiem, bałem się troszke ze i tym razem cos bedzie pełzac, psuc odbior kanałow tv, rozlewac dookoła mnostwo wody i charczec jak moj wujek po 3 dniowej libacji z okazji swięta pracy ;].... i dla jasnosci, nie zebym miał cos przeciw :) zawsze z przyjemnoscią poznam nowego czarnowłosego ducha ... ale tym razem zostałem mile zaskoczony, bo twórcom udało się stworzyc naprawde sugestywny, niesamowity i wciagający film grozy... Ten złowieszczy nastrój panujący w szpitalu, ta paranoja powoli ogarniająca personel, skrajne nastroje, charakterystyczne postacie (do gry aktorskiej mozna sie przyczepiac ale wg mnie to chybiony pomysł... dlaczego ? odpowiedz jest prosta... wszyscy jestesmy przyzwyczajeni do zachodniego stylu aktorskiego... ) Cała psychoza ogarniająca powoli bohaterów została wspaniale wyeksponowana, a dodatkowe smaczki typowe dla azjatyckich horrorów, zamiast nudzic, jeszcze bardziej ubarwiają cały fim. I małe ostrzeżenie na koniec - film NIE dla zakochanych w amerykanskiej tandecie szumnie nazywanej "horrorem"...