Oglądałam dawno temu. Oczywiście nie może się ten film równać z rozbuchanymi hollywoodzkimi produkcjami, ale do dziś pamiętam swoje miłe zaskoczenie. W opisie ktoś stwierdzil, że nie przedstawiono życia Jezusa dość wiernie, co przywołało uśmiech na mojej twarzy. Ileż to pism uznano za pseudo-ewangelie zanim przedstawiono nam "prawdziwe" życie Jezusa:) Ten film jest przynajmniej interesującą interpretacją. I nabrałam ochoty na przeczytanie książki. To już coś :)
Milowy krok dla neo-poganki :D