Debiut reżyserski Jeta Li. Chiński żołnierz wraca z wojny do domu. Na miejscu okazuje się jednak, że nic nie jest tak jak przed wojną. W mieście stacjonują Amerykanie i to oni decydują o wszystkim. W wyniku nieoczekiwanego zbiegu okoliczności chiński weteran zostaje zaangażowany do walk na ringu z amerykańskimi marynarzami.
Takie trochę naiwne kino, jak to produkcje Hong Kongu, ale ogólnie mocna rzecz. Sporo brutalności i krwi, co w kinie HK jest nie często spotykane. Główną zaletą produkcji są genialne walki, szacun dla Jeta Li, który okazał się niesamowity. Można powiedzieć, że dorównuje Chanowi pod wieloma względami i kaskadera też...