Na krawędzi szaleństwa

Pomysł wyjściowy super. Wyobraźcie sobie sytuację: macie fajną dziewczynę, ale ona pasjonuje się wspinaczkami, a was los obdarzył lękiem wysokości. Jednak nie można pokazać strachu, bo to takie poniżające, trzeba wybrać się z nią w góry. Loïc ma mały kłopot tego typu. To nic w porównaniu z problemami jakie czekają go na miejscu. Okazuje się, że "były" wybranki też rusza na tą wycieczkę. W tym momencie nad bohaterem ciąży potrzeba wykazania się podwójnie. Gdy walka o męską dumę powoli przeistacza się w walkę o życie wybucha emocjonalna bomba. Krew zaczyna się przelewać, wysokość robi swoje, a reżyser dba by konflikt zaistniały między wspinającymi tylko się zacieśniał.

Gdzieś do połowy film trzyma za gardło, później trochę luzuje, bo konwencja survival horroru nie jest tu jakoś szalenie oryginalna. Mimo to podoba mi się jak scenarzyści igrają z postaciami, żerując na ich lękach. Po pewnym czasie, tylko Chloé zdaje się postacią wartą kibicowania. Wcześniej wszyscy byli godni tego zaszczytu.

Finał nie zawodzi: jak przystało na francuską nową ekstremę, jest bardzo brutalnie. I nawet fajnie, że drastyczne sceny uderzają dopiero na końcu, bo widać iż Ferry bazuje nie tylko na nich. Owszem, można przyczepić się do kilku błędów logicznych, lecz bez nich za szybko to by się skończyło. A tak, są emocje, napięcie i odwieczne pytania: "a jak ja bym zachował się na ich miejscu?"

Polecam

1

    Zgłoś nadużycie

    Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: