Horror o całkowicie zmarnowanym potencjale. Nie wiem dlaczego niektórzy tak narzekają na wygląd mamuśki. Dla mnie wygląda po prostu świetnie - bardzo upiornie i absurdalnie. Niestety autorzy całkowicie przegięli z jej wyglądem (jak i zresztą całym filmem) w beznadziejnym zakończeniu. Ostatnie minuty dla mnie psują wszystko, co udało się reżyserowi osiągnąć. Nie dość, że historia rozstrzyga się w bardzo głupkowaty sposób (naiwność i niedorzeczność scenariusza w rozstrzygnięciu policzkuje widza raz za razem), to jeszcze te nachalne próby poruszenia widza i sztucznego wywołania emocji... szkoda, że tak się to skończyło. A z upiornej mamuśki zrobił się marny duszek straszydło. I tyle zostało z tego filmu.
Szkoda, bo do momentu tych pseudo-dramatycznych scen w zakończeniu oglądało mi się to całkiem smacznie. Tak jak wspomniałem, mamuśka w swojej najlepszej formie przysparza o palpitację serca. Jump scare'y z udziałem jej, czy też (w początkowej części filmu) powykręcanych dzieciaków robią swoje! A poza tym to wszystko otoczone jest solidną, mroczną atmosferą. Sam film zresztą też od początku wciąga. Wiadomo, że chodzi ciągle o... mamę, ale jednak scenariusz odsłania tu więcej ciekawych wątków. W końcu jest to całkiem ciekawy pomysł, a tymczasem ostatecznie okazuje się być [SPOILER!] zwykłą opowiastką o duchu, który wrócił po "należne" i już nie będzie się musiał światu pokazywać. Zresztą nie tylko ten motyw, ale czasem same sceny też miały coś z azjatyckiego kina grozy. Niestety, mogło być znacznie lepiej.
Moja ocena: 5/10.