Marina Abramović: artystka obecna

Marina Abramovic: The Artist Is Present

2012 1 godz. 39 min.
7,8 10 441
ocen
7,8 10 10441
8 920
chce zobaczyć
7,6 9
ocen krytyków
{"rate":7.55556,"count":9}
{"type":"film","id":644408,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Marina+Abramovic%3A+The+Artist+Is+Present-2012-644408/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Marina Abramović: artystka obecna
  • EffervescingElephant ocenił(a) ten film na: 5


    Marina jest bardzo ciekawą postacią i nie potrzebuje tej całej oprawy, otoczki. Podłożona w filmie muzyka, natłok łez, patetyczne wypowiedzi- to wszystko psuje.

    Wolałabym oglądać surowy performance, ale nie, tutaj z prawej, lewej, z góry i dołu wszystko podpowiada mi, jak mam się czuć. Spodziewałam się czegoś innego i zawiodłam się bardzo.

    Marina super, film nie super.

  • adeer ocenił(a) ten film na: 9

    EffervescingElephant Fakt, z muzyką przegięli, ale patetyczne wypowiedzi czy natłok łez? Pokazali reakcję publiczności na ten performance, co moim zdaniem było super, bo pokazało jaką siłę oddziaływania ma Marina nawet bez całej edycji i muzyki w tle. A ona sama wypowiadała się w bardzo fajny sposób (najbardziej urzekło mnie stwierdzenie, że jest "pseudointelektualną artystką"). Patetycznie wypowiadali się o niej inni, ale o to akurat reżysera ciężko winić, choć jasne, mógł wybrać inne fragmenty. Ja jednak wcześniej o Marinie praktycznie nic nie wiedziałem i dokument Akersa oglądałem z wielkim zainteresowaniem :)

  • EffervescingElephant ocenił(a) ten film na: 5

    adeer Chodzi mi właśnie o te wypowiedzi innych o Marinie- jaka wspaniała, jaka mądra, jaka kochana. Nie twierdzę, że jest to nieprawdą, ale dochodzi do jakiegoś uwznioślenia i wywyższenia artystki. Z artystki obecnej robi się artystkę niedostępną.

    Natłok łez- przeszło tam mnóstwo ludzi i ich reakcje na pewno były skrajnie różne. Niestety realizatorzy szczególnie upodobali sobie łzy. Widząc ten gest pojednania Mariny i jej dawnej miłości.. pomyślałam, że przegięli. To już było za słodkie, za idealne, za hollywoodzkie.

    Postać jest niesamowita. Jej nie mam nic do zarzucenia. Do zarzucenia mam coś tym, którzy to wszystko "ubierali" i składali.

  • adeer ocenił(a) ten film na: 9

    EffervescingElephant W ogóle ten jej były partner w tym filmie jawi się trochę jako pretensjonalny szarlatan, który jakąś tam sławę zawdzięcza tylko związkowi z Mariną.

    Co do gestu, o którym piszesz, to mam mieszane odczucia. Z jednej strony fakt - typowy wyciskacz łez. Z drugiej strony, skoro postanowił coś takiego zrobić, to ciężko byłoby to wyciąć z filmu, w tym sensie, że to jednak ważny moment dla artystki (na nikogo tak nie zareagowała jak na niego). Przedstawienie rzeczywiście hollywoodzkie.

    Łez było dużo, ale może po prostu naprawdę dużo ludzi tam płakało (na pokazach w czasie Nowych Horyzontów nawet z sali kinowej dużo osób wychodziło z zaczerwienionymi oczami). Ja pamiętam też ludzi, którzy do całego performance'u podchodzili szyderczo i spojrzeniem rzucali jej wyzwanie. Pod koniec przychodzili też ludzie, którzy po prostu chcieli wziąć udział w czymś "wielkim", czymś o czym się pisze. Pojawił się nawet Orlando Bloom i James Franco (nota bene bardzo zabawna scena :)).

    Jestem kompletnym laikiem jeżeli chodzi o sztukę nowoczesną, dlatego taki lekko łopatologiczny dokument przyjąłem bardzo pozytywnie i nabrałem po nim, zapewne mylnego wrażenia, że choć trochę rozumiem Marinę Abramovic :)

  • EffervescingElephant "Widząc ten gest pojednania Mariny i jej dawnej miłości.. pomyślałam, że przegięli. To już było za słodkie, za idealne, za hollywoodzkie"
    To współczuję, jeśli tylko tak płytko odebrałaś tę scenę. dla mnie była ona najbardziej wzruszająca z całego filmu, na który zresztą szłam z takim smutnym nastawieniem, że jest on m.in. o tej kobiecie, która była w związku tak ścisłym, że partnerzy stanowili jedno, a on mimo wszystko nie przetrwał. Dla mnie to najbardziej romantyczna historia, o jakiej zdarzyło mi się słyszeć.
    ta scena, zbliżenia na ich twarze oczy i przelatujące gdzieś wspomnienia, ich samochód, ich wspólne występy, wrażenie przemijania - to wszystko się złożyło na naprawdę piękną chwilę, która kamera bardzo dobrze uchwyciła. A gestu trzymania za ręce nie odczytałam jako jakiegoś pojednania, bo to byłoby za płytkie - przecież nie patrzyli się na siebie, nie wiedząc, które pierwsze wykrzyknie "wybaczam! kocham cię". powstało napięcie między nimi i to tylko pokazuje, jaką naturalną osobą jest Marina, olała jakieś tam konwenanse i zasady tej "krzesłowej" gry i po prostu chwyciła go za ręce.
    natomiast, słuchając Ulaya, nie dziwię się, że ich drogi się rozeszły. Ona jest jak skała, a on to co najwyżej statek, który tę skałę może ominąć albo się na niej rozbić.