Na samym poczatku wyjasnic trzeba jedną rzecz: kinematografia ambitna (europejska) i kinematografia komercyjna (amerykanska) to bardzo zly pomysl smutnych frajerów zwanych "krytykami", którzy usiłują widzieć w kinie sztukę. Jeśli faktycznie kinematografia jest sztuką to chyba przez duże "G". To towar służący tylko i wyłącznie rozrywce a nie "intelektualnej, duchowej uczcie", na dodatek ten towar to zajebisty biznes i w dupie mam że ktoś myśli inaczej bo to co pisze to nie jakieś moje chore wymysły tylko stwierdzenia faktów, sumując nie ma podziału na kino ambitne i nie, nie ma podziału na filmy akcji, westerny, dramaty, romanse czy pornosy, są filmy dobre bądź złe i tylko tak je należy dzielić.
W punktach wyliczę dlaczego ten film się ludziom podobał:
1.scenariusz - nieprzewidywalny - nikt wcześniej (no może poza Davidem Fincherem w "Grze") nie zrobił tak "wrednego" scenariusza, jeśli następuje zwrot akcji to jest to faktycznie zwrot akcji o 180 stopni w drugą strone, a nie jakis smęt, wszystko w jednym celu: byle Ci było żal wyjść się odlać, żeby nie stracić choćby sekundy, trzymanie moczu jest co prawda niezdrowe ale adrenalina rośnie, no i wyostrzają się zmysły jak to w ekstremalnych sytuacjach, banalnie kretyński tekst: "there is no spoon" można zatem odnieśc do całego fimu: "there is no film" bo to się dzieje naprawde, na dodatek setki tysięcy frajerów na całym świecie w to uwierzyło...
2.zdjęcia - umiejętne połączenie teledysku, cyberpunkowej mangi, gangsterskiego filmu z lat 50-tych, komiksu i chłamu rodem z hongkongu, efekt: eklektyczny szajs który robi jednak olbrzymie wrażenie bo za pomocą tego co jest tworzy zupełnie nową jakość. Czy ktokolwiek z was wyobrażał sobie jak to jest zobaczyc nagle kolor którego nigdy wcześniej nie widział? to podobna sytuacja mimo tego że to wszystko już było nigdy wcześniej tego nie widziałeś, "uniezwyklenie tego co zwykłe, uzwyklenie tego co niezwykłe" - Morawski - "Od sztuki do posztuki" - fragment o tym jak stworzyć dobre dzieło sztuki.
3.efekty specjalne - tu nie ma o czym pisać, tego po prostu nikt wcześniej nie zrobił, oskar za efekty specjalne to kwestia największego zawansowania technologicznego nie widowiskowości, tu sprawa o tyle prostsza że mamy do czynienia z jednym i z drugim
4.muzyka - różnorodna - od roba zombie po massiv attack, na soundtracku przekrój tego co dobre i ambitne, a mimo wszystko puszczają w mtv, podkład muzyczny w filmie to krzyżówka symfonii z pierwotnym rytmem, Juno Reactor napewno nie zmarnował prawie czterech lat bez powodu, ja mu wierzę. Co do soundtracku z Terminatora, który wcześniej ktoś przytaczał to jest on raczej dobry dla miłośników podartych spodni, i fanów cwelowskiego zespołu pt "GunsnRoses", muzyka powinna w filmie być tłem, kiedy to tło wysuwa się na pierwszy plan a zwłaszcza w postaci drącego ryj pajaca no to niestety nic nie widać...
5.aktorzy - tzw. "grę aktorską" pominę, jak mniemam raczej się nikt z tego powodu nie obrazi, dobór aktorów to o wiele ciekawsza sprawa. O ile aktorzy i statyści w Matrixie są dobrani w taki sposób że wydają się być zwykłymi szarakami, o tyle w Syjonie i w "prawdziwym świecie"są dobrani kategorią: im bardziej inni i różni od siebie tym lepsi. Przekrój przez wszystkie rasy, wszystkie kolory skóry, wszystkie wyznania (Animatrix), różne fryzury i sposoby ubierania, kreuje zjednoczoną ludzkość, pozbawioną wewnętrznych konfliktów i wojen pomiędzy sobą, jedność wszystkich ludzi we wspólnej walce z maszynami, niemożliwą do osiągniecia w prawdziwym życiu, dlatego tym bardziej realny wydaje nam się ten film, mamy tu do czynienia z zaprzeczeniem realnego świata ale poprzez ten świat, ilu z nas nie chciałoby zresztą żeby zjednoczona ludzkość stała się faktem choć wiemy że to niemożliwe, no chyba że zaatakują kosmici...
6.symbolika - w tym filmie się niemal z ekranu wylewa - symboli i ukrytych treści w tym filmie starczyłoby na całą kinematografie w Europie na 10 lat. Przemieszanie symboli z różnych kultur i religii, od imion po nazwy statków, walka dobra ze złem, życiem i śmiercią, walka banału i głupoty z czymś ważnym i ponadczasowym, w tej walce nie liczą sie środki tylko cele, a celem w tm wypadku było przywrócenie duchowości, przywrócenie wiary. W krajach takich jak ameryka gdzie bogiem jest pieniądz, a ludzie wierzą we wszechwładny kapitał zamiast w dobro jest to towar deficytowy. Dlatego taki Matrix to sposób na dotarcie do ludzi którzy są na tyle głupi zeby nie potrafić znaleźć wiary w sercu, tylko muszą jej szukać w kinie
7.Produkcja - oglądałem ten film na przełomie kwietnia i maja 99 w Paryżu, na szczęście w nie dabingowanej wersji, wówczas w Polsce mało kto wiedział że coś takiego wogóle nakręcono, jak zwykle Polska premiera była pół roku później i na dodatek jakoś przeszła bokiem. Co zaskoczyło to poprzedzająca kampania reklamowa na zachodzie Europy, od początkowej "undergroundowej" kampanii w internecie po bilboardy dosłownie wszędzie, na stacjach metra olbrzymie plakaty co dziesięc metrów, w telewizorni non stop reklamy i zwiastuny z wyłowionymi najefektowniejszymi fragmentami filmu. Jednym słowem nigdy chyba wcześniej nie widziałem żeby reklamowano film w taki sposób jak się to robi z coca-colą na przyklad. Mówi sie ze potwór reklamy brzydzi sie wszystkim tym co było, to samo zdanie można do kinematografi odnieść, a do tego filmu to już wogóle, tu wszystie nietypowe rzeczy z jakimi spotykaliśmy się sporadycznie w kinie zostały przeselekcjonowane, zebrane do kupy i podane w nowym papierku. Do tego dochodzi jeszcze klimat przed rokiem 2000 (przewidywany koniec świata, milenijna pluskwa, etc). Mozna smialo powiedziec ze to pierwszy film XX wieku. Ten film nie miał być dobry czy zły zresztą gówno mnie to obchodzi jaki jest (raz obejrzałem i więcej oglądać nie będę), ten film miał PRZYNIEŚĆ FORSĘ, miał na długo zostać w dyskusjach jak te wcześniej, i nic ponadto. To kurwa tylko film, a prawdziwe jest tylko to co za oknem...