Widzialem ten film juz pare razy i ... juz spory czas temu. I nie chce tu akurat pisac o tym, ze nielubie Reavea, i w ogole aktorow w tym filmie (wlasciwie procz Fishbournea i Weavinga). Urzekla mnie historia... Ale tylko ta do momentu dowiedzenia sie prawdy...;] No i moze kilka scen, dialgow pozniej. Nie urzeklo mnie to romansidlo w drugiej polowie filmu i generalnie dalszy pomysl na film. Nie mowiac juz o sequelach... chociaz... calkiem mi sie podobal pomysl na to kim jest Neo na prawde... ale realizacja dalece mnie nie satysfakcjonuje. Czy nie mozna bylo zrobic tego lepiej? Np bardziej potrzymac widza w niepewnosci co do swiata. Zeby Neo najpierw widzial wykrzywiajaca sie lyzke a nie dopiero jak juz wszytko wie... Pomysl na film swietny, ale po jego przedstawieniu niewiele pozostaje do pokazania w filmie. Film moglby sie skonczyc w momencie oburzenia sie Neo - tylko troche krotki bylby film... Mozna bybylo zawrzec nawet w 1 pierwszej czesci watki z matrixa 2. Iz to Neo jest wybrancem maszyn. Wkalkulowana anomalia. Czy taki obraz zwarty w jednym filmie nie bylby bardziej poruszajacy? A tak... po pewnym czasie Wachowscy karza nam sie jedynie zachlystywac cybersztuczkami. Sequele matrixa ponadto niemal na poczatku burza mit Zionu, poprostu pokazujac go... Jeszcze raz - pomysl swietny, ale z kazda minuta kazdego matrixa(1,2,3), ucieka tajemniczosc swiata przyszlosci. Dowiadujemy sie zbyt wiele o nie potrzebnych duperelach. Zamiast skondensowac historie z pomyslem wszystko zostalo rozwleczone. Rozpaplane. Rozmienione na drobne. Sam pomysl, koncepcja swiata przyszlosci zawiera w sobie wiele... Wszystkie aspekty jakie mozna uznac za filozoficzne wtym filmie odnosza sie do pomyslu. Zaczynam watpic czy w tym filmie jest cokolwiek poza tym pomyslem. I czy tego filmu nie trzyma jedynie owa koncepcja swiata przyszlosci. Koncepcja... ale wg mnie ale zrobiona. Mimo iz film sie dobrze oglada. Nie moge sie oprzec, ze mozna bylo wykonac sporo lepsza robote.
Ponadto czy ten swiat przyszlosci nie wydaje sie dosc realny? Mniejsza o ludzi - baterie ale o koncept ucieczki czlowieka w iluzje. Wraz z rozwojem cywilizacyjnm czlowiek coraz bardziej ucieka w inny swiat. Swiat niekoniecznie prawdziwy. Ucieka w uzywki, tv, internet... dlaczego? Bo "real" niespelnia oczekiwan. Mimo rozwoju, wokol czlowieka rodzi sie jakby wirtulny swiat, swiat ktory chce byc lepszym. I teraz ogladajac Matrixa zyjemy tym filmem, nie rzeczywistoscia. Tak samo ogladajac inny film. Grajac na kompie w rozne gry wcielamy sie w wirtualne postacie. Chocby w tak banalnej grze jak Blockout(tetris 3D) zauwazam po sobie iz nawet niewiem jakie klawisze odpowiadaja za jaki obrot bryly. Niewiem, musialbym sie skupic zeby powiedziec. Ale podczas gry obracam bryly bezblednie. Czy to nie wyglada jak sterowanie myslami? Na czas gry wszak zapominamy co jest co i tak jak krajac marcheke obserwujemy jak odpowiednia mysl wywoluje efekt krojenia tak w grze pewna mysl wywoluje nie tyle okreslony ruch reki co efekt na ekranie(chocby pisanie na klaiaturze bez patrzenia...;). I czy my sami nie stworzymy sobie swita iluzji. I nie bedziemy do tego potrzebowac zadnego buntu maszyn. Taka iluzja pozwoli oderwac sie od swiata. Problemami bylyby tylko problemy wyimaginowane. Tak jak dla graczy komputerowych - maja jakis problem - przejscie okreslonego poziomu. Albo - jejku co sie stanie w 2345 odcinku "plebani". I czy czasem swiat takiej iluzji nie bylby dodatkowo interesujacy i pociagajacy ze wzgledu na zapewnienie zycia jakby w niebie. Nieidealnym. W koncu jak z matrixa(i innych pozycji rowniez) wiemy zbyt niebianskiej iluzji nie uznamy za rzeczywistosc. Wirtualnym niebie, zyciu mogacym trwac niemal dowolnie dlugo chcialoby sie rzec - wiecznie. Mozemy teraz mowic nie, nie chcialbym zyc w jakims wirtualu. Chce zyc w rzeczywistosci i odczuwac wszystko z "pierwszej reki". Aby wszystko bylo z krwi i kosci. Ale kiedys... ludzie maja spora tendencje chyba nie do wolnosci a do uzaleznienia sie. Kazdego dnia czlowiek ma swoje rytualy, obyczaje, pewne zwyczaje od ktorych sie uzaleznia. Sa ogladane rozne tasiemce, sitcomy bo przedstawiaja rzeczywistosc nieco lepsza, ale nie za dobra, bohaterzy sa troche lepi od nas, ale nie bez problemow. Ponadto w dalszej, dalszej przyszlosci, nie bedzie mozliwosci aby zycie moglo trwac dalej na ziemi. Ludzie sa nieprzystosowani do podrozy kosmicznych. Aby przemierzac galaktyki ludzie byc moze beda hibernowani(chyba, ze nauczymy sie podruzy nadswietlnych). Czy ta hibernacja nie bedzie sprzyjac ku wlasnie takiemu zyciu? Gdzie bysmy zrobili z nasza niechecia do nudy? Co my mozemy porabiac sami w kosmosie? Byc moze znajdziemy podobna planete do ziemskiej, lub inna na ktorej bedzie mozna sie osiedlic. Tak czy owak to jednak maszyny - tak jak w matrixie beda odwalac cala prace. Maszyny, ktore w zasadzie nie musza przejmowac kontroli - bo po co. Maszyny jako twory "zyjace" w scislej symbiozie z czlowiekiem. Maszyny jako twory idealne do eksploracji kosmosu, jako byty takie ktore nie maja zbednego "materialu genetycznego" - sa zaprogramowane na konkretny cel (no... + jakas inteligencja moze;) Ten konkretny cel jest jasno sprecyzowany i niezniszczalny. Niemal doskonaly w odroznieniu od ludzkiego materialu genetycznego zawiejacego mase informacji, ktore sa po czesci infomacjami - smieciami. Ten cel w postaci jakiegos kodu jest jasny - nie otrzymany droga ewolucji - droga prob i bledow - droga wielu kretych sciezek - slepego bladzenia. Ponadto maszyny sa(prynajmniej poki co...) wyzbyte emocjonalnego myslenia. Niemaja tego "bagazu". Ponadto mowi sie, ze maszyna nie bedzie imitowac czlowieka, ze prawdziwie inteligentna maszyna powinna przejsc test Turinga. Zauwazmy jednak, ze taki "ktos" inteligentny wcale nie musi byc bogaty w uczucia, emocje i szereg innych rzeczy charakterystycznych dla ludzi. Taki "ktos" moze byc zimny i bezemocjonalny. I czy taki "ktos" niebylby lepiej przystosowany do podrozy miedzygwiezdnych? Czy to nie bylby taki "ktos" kogo forowaloby otoczenie jako tego najlepiej przystosowanego? I czy czlowiek nie okazalby sie, predzej czy pozniej, zbytecznym balastem? Tacy "ktosie" mieliby wobec ludzi jakis sentyment? Moze poprostu ludzie pozostawieniby zostali sami sobie, dalej zyjacy we wlasnym swiecie. Tylko czy przez caly czas mialaby miejsce symbioza? Ludzie mieliby swoj swiat a "uklad podtrzymujacy zycie"? Moze te maszyny pozostalyby obojetne, nie unicestwilyby ludzi, nie przetworzyly na baterie. ALe zrodlo energii byloby potrzebne a uklad ludzie-maszyny to nie perpetum mobile.
I nie dzis nie jutro ale kiedys ludzie pojda w strone iluzji. Chyba.