Szary obraz szarego człowieka

Prawdziwe kino społeczne i to bardziej wielonurtowe niż można to odbierać na pierwszy rzut oka. To nie tylko refleksje nad sytuacją związaną z utratą pracy czy bezrobociem ale także przemysłem (!), który "obsługuje" ten "rynek". Ale co więcej, ten film to bardzo szeroki pejzaż problemów ogólnospołecznych.

Kryzys wieku, strach przed starością i zanikaniem sił witalnych, ubożenie, siłowanie się pomiędzy kompromisami życiowymi a poczuciem godności, bezosobowy kapitalizm, poszukiwanie odtrutek na szarzyznę (taniec jako drobne, zwykłe radości życiowe). Nawet warstwa niepełnosprawności, choć ta akurat być może jest tutaj niepotrzebna i niepotrzebnie podkreśla ten aspekt jako spotęgowanie trudności sytuacji życiowej bohatera (co można odbierać jako zbyt prostą próbę zagrania na emocjach widzów).

Nie jestem pewien czy było to zamierzone przez reżysera zagadnienie i zakładany kierunek interpretacyjny ale obraz porusza także bardzo interesujący problem relatywizmu, a konkretnie problemu sprawiedliwości społecznej a uczciwości. Zauważam tu co najmniej kilka takich aspektów. Czy to, że ktoś (supermarket) jest bogaty oznacza, że nic mu się nie stanie jak coś mu zabierzemy (ukradniemy)? Czy zła sytuacja życiowa uprawnia/tłumaczy/rozgrzesza z kradzieży? Czy przywłaszczanie wirtualnych punktów należnych klientom to kradzież, naruszenie regulaminu czy po prostu drobnostka? Czy podbieranie wyrzuconych kuponów rabatowych to naprawdę nic? Kogo obciążają związane z tym tragedie życiowe?

Wiele pytań. Wiele niełatwych odpowiedzi. Interesujące. Film idealny do filmowych klubów dyskusyjnych.

Przekaz filmu dodatkowo, realistycznie podkreśla bardzo solidna kreacja Vincenta Lindona oraz przestylizowanie wielu scen do postaci zbliżonej do obrazu dokumentalnego. Nabierają one wtedy silniejszej, społecznej ostrości.



------------------------------------------------------------ ------------------------------------------------------------ -------------
Film obejrzałem w katowickim kinie Światowid (sala kameralna) - w ramach rozszerzania mojej pasji filmowej o wyzwanie: "Obejrzeć film w każdym kinie studyjnym i lokalnym w Polsce" :)

(cel do zrealizowania w trakcie najbliższej.. dekady :) Mieszkam w W-wie)

14
  • zgadzam się z Twoją opinia. Film bez upiększeń. Prawdziwy, smutny. Jak to bywa.

  • jeszcze nie widziałem, ale chętnie zobaczę,przy okazji ciekawe wyzwanie, i niestety chyba trzeba się z nim śpieszyć, bo niektóre kina giną z mapy Polski,ale życzę powodzenia:)

  • Bardzo ciekawie napisane, choć jak dla mnie albo nieco nadinterpretujesz, albo po prostu do mnie poruszenie pewnych aspektów nie dotarło.

    A wyzwanie masz niesamowite :) Zapraszam do Krakowa, chwilę ci tu zejdzie :D

  • Zapraszam do kina studyjnego "Sfinks" w Nowej Hucie;)

  • Dzięki za zaproszenia :) Z przyjemnością i ..obowiązkowo.
    Na razie mam 17 na 207 :)
    Większość warszawskich. Dużą część śląskich i trójmiejskich oraz pojedyncze rozstrzelone ogólnie po kraju (czasem egzotycznie - np. Nowa Ruda)

    Z wysiłkiem ale chętnie muszę łączyć logistykę życia i pasji.. :)
    Każde kino to też dla mnie konkretny film - inna historia - filmowa i w realu. A razem to większa przygoda.

    Zasadniczo założyłem stronę na Facebooku, żeby dokumentować tę podróż przez ekrany kinowe i kraj - "Wszystkie Kina Studyjne Polski" ale nie zdecydowałem się na promocję tej strony. Wolę spokój i żeby było tam niewielu obserwujących ale za to elitarnych :) - prawdziwych kinomanów naprawdę interesujących się kinem ambitnym..

    Takich jak pojawiają się przy takich filmach.. :)

  • Zgadzam się z opisem w pełni. Jedyne co, to przy zakończeniu filmu tknęło mnie (przy ludzkim odruchu bohatera odrzucenia tej patologii i muzyce finałowej), że ten film jest w konwencji dokumentu, a w zasadzie fabularne wydarzenia są dobierane pod ten maksymalny efekt rozgoryczenia, co przyniosło mi na myśl holiłód i emocjonalną paste dla gawiedzi - to jest taka pasta dla bardziej wymagającego widza. Samemu się miotam między właśnie takim odczuciem a satysfakcją z dobrego filmu

    p.s. przy scenie oceny "wystąpienia" krytyce rozmowy kwalifikacyjnej brało mnie na wymioty, bo niedawno też szukałem pracy i w pewnym momencie przychodzilo mi do glowy, że może się za mało uśmiecham itp..

  • Film słaby i nudny.Ten człowiek nie przeżyłby na zasiłku jaki oferuje nasze państwo,śmiem twierdzić że Bear Grylls miałby problemy z przetrwaniem.Facet martwił się jak przeżyje za 500 euro .W zakładzie gdzie kiedyś pracowałem połowa ludzi chciałaby tyle zarabiać.Ceny mamy porównywalne do tych z Francji.Ten domek letniskowy co chcieli go sprzedać u nas na rynku byłby warty 2 razy tyle.A jeśli chodzi o pracodawców to we Francji w większości są "pracodawcy" a u nas "oprawcy" Dla naszych pracodawców robol ma zasuwać za tyle, za ile będąc przyciśniętym do ściany "sam się zgodzi", a nie żeby podlegał jakimś "socjalistycznym breweriom" typu płaca minimalna, i to jeszcze ZACHODNIA! Polski wyzyskiwacz musi w 3 lata zarobić na chatę z ogrodem bo inaczej mu się nie opłaca. Sytuacja pracowników w Polsce to gorsza jest niż chłopów pańszczyźnianych w średniowieczu. Komuna to był złoty czas teraz to jest Dziki Kapitalizm zrobiony przez komuchów i liberałów aż się gadać nie chce.No ale o tym nikt filmu nie nakręci.Pozdrawiam wszystkich ludzi pracy.

    • Kręci się o tym filmy chociażby utrzymany w konwencji thrillera "Supermarket".

      Poza tym we Francji 500 euro to jak u nas 500 zł. A omawiany film pokazuje, że ci francuscy pracodawcy wcale nie są tacy święci jak Ci się wydaje.


      • " Biada temu, który buduje swój dom na niesprawiedliwości, a górne komnaty na bezprawiu, swojemu bliźniemu każe za darmo pracować i nie daje mu jego zapłaty " ........ kto kocha pieniądze ten np będzie wyzyskiwał pracowników, inny będzie oszukiwał na podatkach, inny będzie okradał pracodawcę.... i podobnych kombinacji są miliony. nie da się kupić najcenniejszych rzeczy, choćby się miało wszystkie skarby świata. Nie można kupić miłości, nie można kupić prawdziwej przyjaźni, nie można kupić życia - np pan J. Kulczyk to przykład.... Kto ma wielkie pieniądze ten często jest ich niewolnikiem. Ile by nie miał zawsze mu mało i mało i chce więcej, to pieniądze mają jego, a nie on pieniądze. Firma ma jego, a nie on firmę. Oprócz tego wielu bogaczy żyje w ciągłym strachu, lękach przed porwaniem, napadem, złodziejami, przed krachem czy innym zdarzeniem które odbierze im ich skarby - ci ludzie nie mają pokoju ducha bo jego też nie można kupić ........... ,,cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, jeśli siebie samego zatraci lub szkodę poniesie? " - Ewangelia Łukasza 9:25

  • Dobry opis. Wszystko co zauważyłeś i ja odnotowałem.
    Jednak w filmie irytowały mnie dużo 'pustych przebiegów' ujęć nic nie wnoszących, taka "polska dłużyzna" z rejsa. Też ten montaż z ręki (trzęsąca kamera) - ja wiem, że to miało spotęgować wrażenie paradokumentu ale jednak irytowało (miało się mdłości). Styl filmowania - ala bracia Dardenn ale niestety o klasę niżej.
    Jednak film porusza dużo ważnych kwestii (np. o sprawiedliwości w wąskim i szerszym kontekście, o dochodzeniu do prawdy i patrzeniu na człowieka CAŁOŚCIOWO) i choćby dlatego warto go zobaczyć.
    O rynku pracy dużo lepszy filmem jest "Dwa dni i jedna noc". Bardziej budzi emocje i aktorsko lepszy.

  • Można się zgodzić, że tak powiem. Film naprawdę jest dobry ;)

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: