„Open Grave” to ciekawa i intrygująca pozycja spod znaku zombie movies. Intryguje bo pomysł na fabułę jak na tę działkę jest dość świeży. Może się wydawać, że zombie (którzy swoją drogą nie zostają w ten sposób nazwani ani razu przez cały film; mówi się tylko o zainfekowanych, co jest jak najbardziej intencjonalne) są tylko gdzieś tam w tle tego filmu. Oczywiście bohaterzy nie raz są zmuszeni do walki z nimi lub choćby ucieczki. Ale główny problem i dramat bohaterów polega na tym, że nagle budzą się w domu (lub w przypadku jednego bohatera – w wielkim, otwartym grobie) z totalną amnezją, nie wiedząc nic o swojej tożsamości. Tym bardziej nie wiedzą dlaczego są, gdzie są, dlaczego są atakowani i co mają ze sobą wspólnego.
Wraz z upływem czasu, wraz z bohaterami, poznajemy prawdę o ich sytuacji. Film coraz bardziej skręca w kierunku dramatu. Wyjawienie prawdy niesie ze sobą duży ciężar gatunkowy. I też dlatego, że na tę prawdę czekamy przez znaczną część filmu, to film trzyma w napięciu, a kolejne minuty intrygują. Niezbyt podobały mi się te sceny, a raczej forma, w jakiej nam je przedstawiono, gdy bohaterzy mają przebłyski wspomnień z przeszłości. To zniekształcenie obrazu i efekty jakie nałożono powodują poczucie kiczu i taniości.
Pomijając ten szkopuł uważam „Open Grave” za bardzo porządny film i miłe zaskoczenie. Dobra, trzymająca niemal non stop w napięciu historia, nieźle zagrana i z przyjemną otoczką muzyczną. Można śmiało przymknąć oko na drobne niedociągnięcia techniczne i pewien brak logiki w samym zakończeniu. Film zasługuje może i nawet na słabą ósemkę.