Mówi, że na życie zarabia, udając Mela Brooksa. Wszyscy wiemy jednak, że to nieprawda. Lloyd Kaufman, legendarny twórca niezależnego kina, ojciec wytwórni Troma i filmów balansujących na granicy dobrego smaku, od dekad ma własną, mocną markę, a jego tytuły są jednocześnie obraźliwe i fascynujące. W 2013 roku wieloletni przyjaciel naszego... Mówi, że na życie zarabia, udając Mela Brooksa. Wszyscy wiemy jednak, że to nieprawda. Lloyd Kaufman, legendarny twórca niezależnego kina, ojciec wytwórni Troma i filmów balansujących na granicy dobrego smaku, od dekad ma własną, mocną markę, a jego tytuły są jednocześnie obraźliwe i fascynujące. W 2013 roku wieloletni przyjaciel naszego festiwalu postanowił raz jeszcze napaść na Cannes. Wraz z żoną Pat i najwierniejszymi apostołami z całego świata poleciał do Mekki kina festiwalowego, aby w stylu partyzanckim promować swoje filmy. Zrobił to przy okazji premiery "Return to Nuke ’Em High Volume 1". Miał garść dolarów, żadnego wsparcia hollywoodzkich tuzów, ale za to sporo pewności siebie i uroku. Jakie wrażenie ta zgraja niezależnych filmowców i fanów filmów Tromy - takich jak "Toksyczny mściciel", "Tromeo i Julia", "Surfujący naziści muszą umrzeć" czy "Barbarzyńska nimfomanka w piekle dinozaurów" - zrobiła na wyrobionej canneńskiej publiczności? Jak przyjęto Kaufmana, który poprowadził na barykady twórczej wolności grupę zapaleńców toczących z ust zieloną pianę? To trzeba zobaczyć. Zresztą mina osaczonego na deptaku Michaela Cery mówi sama za siebie. czytaj dalej