Opowiadanie

Storytelling

2001 1 godz. 27 min.
7,2 1 828
ocen
7,2 10 1828
1 972
chce zobaczyć
7,1 7
ocen krytyków
{"rate":7.142857,"count":7}
{"type":"film","id":90819,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Storytelling-2001-90819/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Opowiadanie
  • zamarzniety ocenił(a) ten film na: 9

    Najkrócej rzecz ujmując, "Storytelling" dotyka kwestii związku fikcji z rzeczywistością w życiu Amerykanów. Film jest podzielony na dwie części: "Fiction" i "Nonfiction" (przetłumaczone jako "dokument"). Nie będę Wam tu streszczał całej fabuły, powiem tylko, że w części "Fiction” mamy okazję poobserwować Amerykanów w momencie, gdy natrafiają na dosadny co prawda, ale zgodny z prawdą i rzetelny opis rzeczywistości . I co się okazuje? To, że absolutnie nie potrafią w rzeczywistość uwierzyć, nie dopuszczają jej do siebie i unikają jej przy pomocy klisz w rodzaju: "Dlaczego ludzie muszą być tacy brzydcy?, "Pisanie o takich brzydkich postaciach. To chore... Zostałam wychowana według pewnych wartości. To chore.", "Sprawiało wrażenie sztucznego... próbowałaś nas zaszokować pustką swoich wartości" (to w ogóle hit), "to było rasistowskie", "fallocentryczne", "mizoginistyczne" itp. - tak dosłownie brzmią cytaty z filmu. Człowiekowi choć trochę rozeznanemu w świecie nie trzeba tłumaczyć, że reagują po prostu polityczna poprawnością, która w przedstawieniu Solondza wypada jednak szczególnie groteskowo.

    Jeszcze lepsza i ciekawsza jest druga część, "Nonfiction", w której widzimy kręcenie dokumentu na temat typowej amerykańskiej rodziny w szczególnym dość momencie, bo w chwili gdy najstarsza pociecha zdaje egzaminy wstępne na studia. W tej części w ogóle każda z postaci ma kapitalne wyjaśnienie na to, czym w aktualnej chwili się zajmuje i jakie ma plany na przyszłość (włącznie z podrzędnym reżyserem dokumentu [świetny jak zawsze Paul Giamatti], który podczas rozmowy z przyjaciółką sprzed lat wyjawia jakby mimochodem, że podczas realizacji najnowszego dokumentu kontaktował się z Derridą w sprawie zaangażowania go jako narratora). Naród amerykański wypada tu jak zbiorowisko jednakowo zaprogramowanych mitomanów, mających na każdą okazję zbiór wcześniej przygotowanych odpowiedzi (oni się pewnie już z nimi tacy urodzili), żyjących nie tyle w american dream, ile w american fiction – a rzeczywistość, także ta tragiczna, płynie sobie swobodnie gdzieś obok i nikt na nią nie zwraca uwagi, bo gdyby nawet ktoś ją dostrzegł, to prawdopodobnie nie dysponowałby odpowiednimi słowami, aby ją opisać. Nawet sprawiający wrażenie najbardziej wyczulonego na fałsz rzeczywistości, Scooby z wymalowaną na twarzy depresją, ostatecznie okaże się po prostu nie tyle człowiekiem niepogodzonym z rzeczywistością, co leniwym i bez wyobraźni („Chcę po prostu być sławny”). Koniec nie może być inny - powstaje dokument, ale nie opowiada on o życiu Amerykanów, jest raczej komicznym świadectwem owej fikcji, w której żyją.

    Film jest po prostu znakomity. Solondz może nie przegina tutaj tak, jak w „Happiness”, ale i tak wymowa jego filmu jest ostra i mocno ironiczna. Mnóstwo jest również świetnego humoru (ale raczej o czarnym zabarwieniu), jak choćby motyw american gas chambers czy te rozbrajające podsumowania do dokumentów wygłaszane przez Frankę Potente ("Ładne prowadzenie kamery", "Ale co z Scoobym?" – nie no kurwa, motyw rozpierdalał, jak cały dokument Giamattiego zresztą :D). Nie brak również przebłysków geniuszu, jak choćby motyw z hipnozą. Inny reżyser by pewnie wlepił do filmu parę niepotrzebnych scen pokazujących jak się te relacje rodzinne dalej potoczyły, a Solondz nie, pokiwał wahadełkiem i już wszystko wiadomo - prawdziwy magik.

    Pierwsza część trochę krótka i słabo rozwinięta w stosunku do drugiej (chociaż co Solondz chciał, to i tak powiedział, wystarczająco wyraźnie). Nie mogę postąpić inaczej jak dać 9/10 i gorąco polecić.

  • katrol ocenił(a) ten film na: 7

    zamarzniety ladnie to wszystko rozlozyles, jestem tuz po seansie i przyznaje bez bicia, ze nie dostrzeglem wszystkich kontekstow o ktorych wspomniales.
    nawiazac jednak chcialem do Twojej uwagi dotyczacej mitomanii, ktora jest skadinad bardzo, moim zdaniem, trafna. ostatnimi czasy widze to wszedzie dookola siebie i zastanawiam sie czy jest to wina naszej amerykanizacji (a tym samym jest to cecha typowo amerykanska) czy raczej jest to takie dalekie poklosie zycia w ponowoczesnym swiecie, koniec koncow czesto prowadzacego do osobistych porazek, ktorych zwyczajnie nie umiemy przyjac, a z amerykanami ma to tyle tylko wspolnego, ze jako ow najlepiej rozwiniete spoleczenstwo (na swoj sposob) byli pierwszymi ofiarami takiego szalonego stylu zycia.

  • katrol ocenił(a) ten film na: 7

    zamarzniety dodac trzeba jeszcze ze swoistym kontrapunktem dla postaci przedstawionych w drugiej noweli byla osoba consueli, ktora jako jedyna z obserwowanych na ekranie jednostek zyla w "niefikcjonalnej" rzeczywistosci. i chyba kazdy jej gest i kazde slowo mowi widzowi ze jednak nie warto, bo ow pani zachowywala sie jak chodzaca mumia, jakby zostala zmiazdzona przez ciezar ontologiczny swojego swiata (scena szorowania z podlogi czegos co przypominalo kupe!), aczkolwiek jej finalne zachowanie mogloby sugerowac jej przewage nad swiatem rodziny livingstonow. mysle ze jest to bez watpienia temat do glebszego zastanowienia - a przyznam ze przed przeczytaniem Twojego postu nie sadzilem, ze jest to tak podatny na interpretacje film.

  • zamarzniety ocenił(a) ten film na: 9

    katrol Dziękuję Ci za miłe słowa. :)

    Jeśli chodzi o mitomanię, to wydaje mi się, że wynika ona ze zwykłej chęci dowartościowania się i w równym stopniu dotyka wszystkich, nie tylko Amerykanów. Jeśli życie rozmija się z wytyczonym schematem czy po prostu oczekiwaniami, wtedy zaczyna się zmyślanie. Co ciekawe jednak - zmyślanie to idzie w określonych kierunkach wyznaczonych przez to, co jest definiowane kulturowo jako szeroko rozumiane "powodzenie".

    Bardzo trafnie wspominasz o przypadku Consueli. Czy miała ona przewagę nad rodziną Livingstonów, hm, pod pewnymi względami tak, bo była bardziej uczuciowa i niejako lepiej związana z tym, co się wydarza. Pamiętamy przecież reakcję Goodmana w szpitalu, jak wydzierał się na personel, że jego syn "zamienił się w warzywo". Przecież wiadomo, że w żadne warzywo się nie zamienił - tu również ujawniła się ta "luka językowa" w odpowiednim dobieraniu pojęć (i reakcji) do sytuacji. Finalne zachowanie Consueli odczytywałbym nie jako jej zwycięstwo, lecz porażkę. Tak, jak piszesz, rzecz na dłuższą dyskusję i do przemyśleń. Złota metoda polega tu, jak w wielu wypadkach, na unikaniu tak jednej, jak i drugiej skrajności. Dziękuję za celne uwagi. :)

    Pzdr

  • forgetme ocenił(a) ten film na: 8

    zamarzniety Jak się nie zmienił w warzywo, jak się zmienił? ;) Żyje tylko dlatego, że akcja serce nie ustała, mózg i wszystko inne umarło. Zresztą sam później o tym mówi Mikey'owi "jest cienka granica między głupotą a optymizmem". Lekcja Goodmana jest gorzka, jak sam o sobie mówił - poszedł na studia, załapał fajną pracę, dorobił się, ma fajną żonę i dzieci - żyje bez zmartwień, ale jakby sam wie, że to nie jest prawdziwe życie, że mu się po prostu poszczęściło. Kiedy styka się z paraliżem syna, jest bezlitośnie "rzeczywisty", wie, że chłopak nie wyzdrowieje, że życie bywa okrutne i nie ma na to ratunku.

  • katrol nie idealizowałbym postaci Consueli w tym filmie;) jak dla mnie Solondz nie oszczędził ani bogatej rodzinki z przedmieść, ani płytko myślącej emigrantki, której głupotę w postrzeganiu świata, brutalnie obnażają proste i bezczelnie trafne pytania najmłodszego syna Livingstonów... jej fikcja jest inna, bo przygnębiająca, ale w gruncie rzeczy nie mniej obłudna i wypaczona, co najlepiej oddaje sytuacja rozpaczania za 'dobrym' wunkiem gwałcicielem...

  • katrol ocenił(a) ten film na: 7

    mr_lazybones jak mowilem, temat do glebszego zastanowienia. teraz juz niezbyt dokladnie pamietam niuanse fabuly, ale to co piszesz wydaje sie nieglupie :) zreszta po przeczytaniu powyzszych i ponizszych wypowiedzi naszla mnie ochota na powtorny seans. rowniez w celach rozliczeniowych ze samym soba, w sam raz na zakonczenie roku :)

  • n_girl ocenił(a) ten film na: 5

    zamarzniety Jeju. Oglądam film, oceniam na 6, może 6,5. Czytam Wasze interpretacje i objaśnienia, ocena wzrasta do 7. Pooglądam po raz drugi, zapewne zmienię swoja ocenę na 8, gdy sama wszystko to dojrzę.

    Trudny film, nie ma co. Szczególnie dla kogoś, kto się nie tego spodziewał, ale teraz już przynajmniej wiem, czego oczekiwać i z której strony na to patrzeć. :)

    Dzięki za uświadomienie mnie, o czym mówi ten film ;-) Sama bym na to nie wpadła, ale teraz widzę...

  • forgetme ocenił(a) ten film na: 8

    n_girl Pierwszy film Solondza? ;) Ja w moim pierwszym filmie tego pana też się nie spodziewałam pewnych rzeczy. Z kolei już wiedząc, co to za człowiek z tego Solondza, po prostu tylko czekałam aż dokona się to, co się dokonało. Długi czas obstawiałam po prostu samego Scooby'ego, jednak od chwili rozmowy Consuelo i Mikey'a nabrałam pewności, że to ona tego dokona.

  • decym ocenił(a) ten film na: 8

    zamarzniety doskonały opis. chylę głowy, staram się szlifować to jak ja sam przelewam myśli na słowa, czytając wypowiedzi osób takich jak Ty ... można lepiej zdać sobie sprawę z miejsca w którym się znajdujemy w tym procesie. pozdrawiam Cię zamarzniety !!

  • zamarzniety ocenił(a) ten film na: 9

    decym Dziękować. :) Choć przyznam, że mi katrol ćwieka zabił tym "cieżarem ontologicznym świata Consueli". <brawo>

  • marian_85 ocenił(a) ten film na: 7

    zamarzniety Jak najbardziej zgadzam się z takim potraktowaniem tematu, choć mam wrażenie, że świat iluzji amerykanów w jakiejś części również dotyczy i nas. Znalazłam dobry artykuł dotyczący kina Solondzatu fragment dotyczący "Storytelling":
    "Jednym z najważniejszych błędów myślowych wyszydzonych przez Solondza, jest beztroskie lub nieświadome przesunięcie znaczeń. (...)
    Przeniesienie znaczeń tworzy iluzje, które mogą mieć jednak dotkliwsze skutki. Nastolatek Scooby (II część „Storytelling”), angażuje się w film dokumentalny o życiu na przedmieściach do tego stopnia, że nie przejmuje się tym, że jego rodzina właśnie zginęła w wypadku, właściwie to nawet się cieszy, bo dzięki temu, dokument jest ciekawszy i Scooby ma szansę zostać medialną gwiazdą. Mechanizm przesuwania znaczeń cynicznie wykorzystuje wykładowca sypiający ze swoimi studentkami (I część „Storytelling”). Strach przed zarzutem o rasizm powoduje pewną fiksację – autentyczne przeświadczenie o potrzebie tolerancji zostaje zastąpione prostym nakazem „nie bądź rasistą”. Ślepe podążanie za nakazem, nadgorliwość w zapobieganiu błędom, powoduje, że w ich świadomości „czarny” z „równego” stał się „lepszym”. Dlatego nie reagują normalnie na próbę wykorzystania, a opowiadanie Vi, które stawia w złym świetle czarnoskórego bohatera, automatycznie określają jako rasistowskie. Sama Vi z kolei czuje się dziwką a nie ofiarą, bo skoro każdy czarny jest dobry, a jakieś zło jednak się dokonało, to winy należy szukać w sobie. Obnażona przez Solondza płytkość „etyki włączania za wszelką cenę”, będącej owocem łatwej lub nawet fałszywej tolerancji wobec odmienności rasowych czy seksualnych, koresponduje z koncepcją „kultury inkluzji” socjologa Franka Fureniego, twierdzącego że sprowadzanie kultury do roli skutecznego medium, które ma przede wszystkim kształtować wspólnotę jest bardzo charakterystyczne dla postmodernistycznej świadomości. Solondz dodatkowo uwypukla fakt, że to nie kolekcjonowanie poglądów jak nowych gadżetów decyduje o intelektualnym postępie, ale umiejętność analizy owych poglądów i nieustanne rozszerzanie spektrum samoświadomości."
    I link do artykułu:
    http://www.dwutygodnik.com/artykul/1493-todd-solondzokrucien...

  • zamarzniety ocenił(a) ten film na: 9

    marian_85 O żesz kurde Bolek! Ekskluzji inkluzji itd

    Ja rozumiem.

    Ale w takim ujęciu już nawet nie wiem czy się sam ze sobą zgadzam. :)