Pi czy Fi?

Film nosi tytuł "Pi" i w recenzjach piszą, że jest o liczbie Pi, tymczasem wyliczenia, o których mówi
Max (muszle, Da Vinci, huragan itd.) dotyczą liczby Fi, tzw. złotej liczby. Czy ktoś wyjaśni mi tę
nieścisłość? Czy czegoś nie zrozumiałam? Jak dla mnie tytuł powinien być "Fi".

7
  • Nie odpowiem Ci na to pytanie, jednak warto nadmienić, że tytuł "Pi" nie jest, wyjątkowo, porażką polskiego dystrybutora. Może twórcy po prostu nie chcieli komplikować. Wiem, że na filmwebie znajdą się zaraz sami matematycy, ale ja przed seansem nie wiedziałem nic o złotych proporcjach, ciągu fibbonaciego itd. Tytuł "Fi" nic by mi, wówczas gimnazjaliście, nie powiedział. Fi-co? Fistaszki?

    • Rozumem, że Fi może większości nic nie mówić, ale zostaje ono dosyć dokładnie opisane w filmie... Wydaje mi się, że coś mnie ominęło i czegoś nie zrozumiałam... dla mnie tytuł jest mylący i nie ma nic wspólnego z filmem, tylko wprowadza widza w błąd.. :/

      • wydaje mi się, że "pi" jest pewnym początkowym odniesieniem, a fi jest rozwinięciem. pi ma nieskończoną liczbę cyfr po przecinku, jeśli chciałbyś je wszystkie poznać, straciłbyś życie. może własnie przed niebezpieczeństwo takiego zatracenia ukazuje ten film? w tym jest pewne odniesienie?

        Bóg jest również nieskończony, jak liczba pi. poznanie liczby doskonałej (Boga) jest niebezpieczne ( zerwanie i zjedzenie owocu z zakazanego drzewa). dlaczego? co stałoby się z światem jakby znaleźć wzór ("przejrzeć" Boga)?

        Film jak dla mnie specyficzny.


    • To samo można powiedzieć o filmie ''Efekt motyla'' - ''efekt czego? No i co to ten motyl niby robi?'' - no, ale po to jest film, żeby wyjaśnić i wtajemniczyć. Po seansie ''Efektu motyla'' wiemy czym jest tytułowy ''efekt''. Po seansie ''Fi'' wiedzielibyśmy, że chodzi o liczbę fi - przecież o to właśnie chodzi w życiu, żeby poznawać nowe rzeczy, rozwijać się. A tutaj widzę u Ciebie podejście typu - no przecież widz nie będzie wiedział. TO SIĘ DOWIE :)
      '

  • Jak dla mnie to wina producentów i dystrybutorów, którzy uznali, że film się nie sprzeda, jeżeli będzie nazywał sie Phi, więc zmieniono na coś, co kojarzą dzieci z podstawówki. Najlepiej zapytać Aronofskiego w wywiadzie.

  • Odpowiadam jako matematyk. Uważam, że film jest bardzo dobry i oryginalny jako film, ale widać, że scenariusz jest napisany przez laika matematycznego i adresowany raczej dla laików. Rzeczywiście wiele się mówiło o złotym podziale, czyli raczej liczbie fi. Liczba ta jednak nie jest dla matematyków wielką tajemnicą, jako liczba algebraiczna o prostym wzorze jest bardzo łatwa do badania, jest opisana ułamkiem łańcuchowym i łatwo podać dość proste algorytmy znajdywania jej cyfr. Co innego liczba pi, pole okręgu jednostkowego. Jest ona rzeczywiście trudna i głęboka (choć istnieją liczby o wiele trudniejsze w badaniu od niej, np. gamma Eulera). Żaden matematyk badający tę liczbę nie kontempluje jej cyfr dziesiętnych! Jeśli już, to cyfry dwójkowe, tu byłaby większa szansa dostrzeżenia jakiejś prawidłowości (zwłaszcza, że rolę liczby pi równie dobrze mogłyby pełnić liczby pi/4, pi/2, 2pi, a tak nie jet np. z liczbą e, która nie ma takich dublerów). Przede wszystkim używałby zwykłej kartki papieru i pisał skomplikowane wzory "z literkami", a nie ciągi cyfr. Jeśli używałby komputera, to raczej z rzadka do symulacji hipotez, ale większość matematyków teoretyków prawie nie używa komputerów do swojej głównej pracy. Poza tym trudno sobie wyobrazić, aby pracą takiego matematyka interesowały się jakieś służby. Ktoś poda może jako kontrprzykład Rejewskiego, ale to nie był matematyk teoretyk tworzący jakieś nowe teorie (jak np. Banach), tylko kryptolog, który swoją matematyczną wiedzę, a przede wszystkim zdolności i sprawność techniczną wykorzystał do bardzo konkretnego, praktycznego zadania.

  • Swoją wątpliwością sprowokowałeś mnie żeby jeszcze kiedyś ten film obejrzeć.

    Oglądałem go tak dawno, że nie pamiętam za bardzo o czym był ale w pamięci mam jakiegoś fanatyka proponującego mu pracę nad rozwinięciem pi więc ja w sumie w tej chwili mam mętlik w głowie i chyba jak się kiedyś zdołuję żeby ten film chcieć obejrzeć to sprawdzę.

  • Pi każdy zna kto skończył choć podstawówkę. Skojarzenie jest natychmiastowe...

  • Główny bohater, z tego co pamiętam, badał rozwinięcie dziesiętne liczby pi i szukał w nim jakichś wzorów czy ukrytych informacji.
    Zapewne koncepcja wzięła się z idei, że jeżeli rozwinięcie dziesiętne liczby pi (czy jakiejkolwiek innej liczby niewymiernej) nie zawiera w sobie żadnych powtarzających się schematów, a więc jest de facto ciągiem całkowicie przypadkowych cyfr, to znajduje się w nim każda informacja. Dosłownie każda, czyli na przykład jest opisana cała przeszłość i przyszłość Wszechświata.
    Oczywiście jest to tak naprawdę tylko filozoficzna ciekawostka, bo nie da się tego w żaden sposób wykorzystać. Po pierwsze, wydobycie tych informacji z "szumu" przypadkowych cyfr jest niemożliwe, a po drugie, są tam zarówno informacje prawdziwe, jak i fałszywe. Jest to w zasadzie analogia twierdzenia o nieskończonej liczbie małp.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: