W gatunku chorych dziwactw klasyfikowałbym go gdzieś pośrodku. Czego temu filmowi nie można odmówić, to klimat. Czarno-białe sekwencje przeważnie w takich filmach robią swoje i tutaj jest nie inaczej.
To na co ten film cierpi, to brak jakiejkolwiek myśli przewodniej, jakiegoś punktu zaczepienia ażeby móc zastanowić się, o co w tym wszystkim chodzi. Niestety wydaje się, że to jeden z tych filmów, które pozbawione są większego sensu i próbują jedynie zszokować widza warstwą wizualną. Trochę mnie tym kupili. Mimo jednej wielkiej fabularnej dziury, seans upływa szybko ze względu na swoiste shock value.
Przyznam, że i tak najbardziej podobał mi się okres filmu aż do rozpoczęcia "tortur" przez jednego z bohaterów. Tutaj jednak też jest ciekawie - tym bardziej kiedy czyta się o tym, że sceny te były autentyczne.
Dodajmy jeszcze do tego, że Rozz Williams powiesił się w tym samym roku, stosunkowo niedługo po wyjściu tego filmu i w równie tajemniczych okolicznościach.
Moja ocena: 6/10.