Planeta małp

Planet of the Apes

2001 1 godz. 59 min.
6,0 67 737
ocen
6,0 10 67737
7 512
chce zobaczyć
4,0 6
ocen krytyków
{"rate":4.0,"count":6}
powrót do forum filmu Planeta małp
  • feuerbach ocenił(a) ten film na: 2

    Takiej szmiry dawno nie widziałem. I nie interesuje mnie czy ta wersja jest wierniejsza książce. Jeśli taka jest treść książki, to jest to gniot, z którego w 1968 r. Schaffner nakręcił arcydzieło.

    Ale po kolei. Zaczyna się w bazie kosmicznej, gdzie ludzie eksperymentują na małpach. To wprowadzenie trwa krótko, bo natychmiast jedna z inteligentnych małp (Perykles) zostaje wysłana w niebezpieczną misję. Rozumiem, że to ukłon w stronę radzieckiego bohatera - psa Łajki. Gdy baza traci kontakt z małpim astronautą, nasz główny bohater (Leo) reaguje jak pięcioletnie dziecko, które zgubiło zabawkę. "Lęcę po mojego szympansa" powiada i tak też uczynił. Oprócz jeszcze jedna "mądrość" pada z ust kapitana Leo: "Nigdy nie zastępuj człowieka małpą". Trzeba przyznać, że Burton się nie patyczkuje i nie bawi w subtelności. Inaczej mówiąc: nie zastępuj człowieka małpą, bo małpa się zbuntuje i zastąpi ciebie. To tyle "mądrości" tego filmu, można wyłączyć po 10 minutach.

    Niestety film trwa dalej. Kapitan Leo wpada w tunel czasoprzestrzenny i ląduje na tytułowej planecie. I tu się zaczyna koszmarek. Bowiem ta planeta, to po prostu małpi gaj, w którym małpy to małpy, a ludzie to ludzie. Tylko z jakiegoś powodu małpy rządzą. W wersji z 1968 r. zaskakująca była zamiana ról. Ludzie powrócili do prymitywu, małpy zaś były cywilizowane i sprawowały władzę. I pomimo pewnych podobieństw do władzy czowieka, pomimo świadomego przekłamywania historii, było w tym obrazie coś niepokojącego - małpy wydawały się lepsze i mądrzejsze w swoich rządach. A końcowa przemowa przemowa dr Zaiusa tłumaczyła cały strach przed człowiekiem. W wersji Burtona małpy, górujące nad człowiekiem jedynie fizycznie, uprawiają hucpę, a biedny człowiek siedzi w klatce. To mnie trochę zdziwiło i potwierdziło moje podejrzenia, że nic mądrego w tym filmie nie zobaczymy.

    Oczywiście dostaliśmy również bardzo tandetny melodramat. I nie mówię już o jakichś elementach zoofilii, bo nie w tym rzecz. Po prostu schemat: Thade kocha Ari, ale ona zakochuje się w (człowieku!) kapitanie Leo, trąci telenowelą. Poza tym w kapitanie Leo powoli zakochuje się też blondwłosa, niebieskooka, drętwa i pozbawiona osobowości dziewczyna, ale kogo to obchodzi.

    Pojawiają się pierwsze klisze. Thade to taki typowy paskudny badguy, wykrzywia tą swoją małpią mordę, żebyśmy nie mieli wątpliwości. To ja już wiem, że on musi stoczyć w finale pojedynek z głównym bohaterem. Tak bowiem głosi filmowa klisza nr 135.

    Ludzie uciekają przed małpami i wszystko wskazuje, że dostaniemy średniej klasy przygodówkę. Nagle wkrada się pretensjonalne wciskanie "głębi". Kapitan Leo recytuje jakieś monologi typu "Im bardziej jesteśmy inteligentni, tym gorzej dla naszej planety". Podobną sytuację mamy, gdy Thade spotyka się z ojcem (w tej roli niestety legendarny Charlton Heston). Umierający ojciec Thade'a wygłasza tyradę, że "inteligencja człowieka dorównuje jego okrucieństwu". Hm... TROCHĘ PÓŹNO na takie pieprzenie panie Burton! Skoro najpierw pokazujesz małpy jako prymitywne i bezwględne (Thade zabija goryle, które były świadkami lądowania Leo), to chyba nie przekonasz już widowni, jakie te małpki biedne a człowiek okrutny.

    Ech, nie chce mi się już omawiać tego gówienka, ale finałowa bitwa dostarczyła równie dużą porcję kiczu. Typowa scenka: chłopaczek chce dowieść swojej odwagi, więc pcha się przed szereg. Oczywiście, kiedy wszyscy się wycofują, JEGO KOŃ PADA i przygniata go swoim ciężarem. Bachor w opałach - typowy szantaż emocjonalny rodem ze Spielberga. I te emocje sięgające zenitu, gdy kapitan Leo ratuje chłopca na 0,01 sekundy przed nadciągającym tłumem małp...

    O ile pomysł z bombą był ciekawy, to niestety małpiszon Thade zarządził bezmyślne "huzia na Józia" i dostaliśmy typową batalistyczną siekę, którą szkoda komentować. Nie obeszło się bez "epickich" pojedynków.

    Wtem na polu bitwy ląduje małpa Perykles. I choć ta wolta była do przewidzenia, to jednak spodobała mi się i już chciałem nie znacznie podnieść jedynie słuszną ocenę tego filmidła. Niestety Burton potrafił spie**olić nawet i ten pomysł. Wrócił więc do żenującego pojedynku między Thadem i Leo. Dobra dosyć tego.

    Ostatnie 5 minut to ckliwe pożegnanie Leo ze znajomymi wszelkich gatunków i ras oraz odlot na Ziemię. Po wylądowaniu w Waszyngtonie przekonuje się, że pomnik Lincolna zastąpiono... pomnikiem Thade'a. Nie wiem czy to nawiązanie do małpiej fizjonomii Lincolna, czy rasistowski dowcip Burtona (Lincoln wyzwolił murzynów, Thade wyzwolił... małpy? ) Tak czy inaczej okazuje się, że władzę nad Ziemią przejęły małpy. Co oznacza, że...? No właśnie, tytułowa planeta małp jednak była Ziemią i Leo wrócił do alternatywnej przyszłości? Prawdę mówiąc, po zalewie wcześniejszej głupoty, nie chce mi się już nawet interpretować tej "złowrogiej" końcówki.

    Obejrzane i wyrzucone do śmieci. Po tej kompromitacji Burton powinien był zmienić zawód i zaszyć się na odludziu (najlepiej na planecie małp).

  • feuerbach wybacz...tak się bulwersowałeś...i wypociłes tak wiele. ale nawet nie chce mi się tego czytać :]

  • użytkownik usunięty

    feuerbach A mi się udało to przeczytać i to z przyjemnością. Popieram zdanie założyciela tematu, gdyż ten film naprawdę potrafi być błazenadą. Powinieneś pisać recenzje.

  • fox6 ocenił(a) ten film na: 8

    dokładnie, gratulacje :)

  • bellsomni ocenił(a) ten film na: 3

    feuerbach Powinienes dostac jakas nnagrode za przetrwanie calego tego badziewia - pojecia nie mam jak ci sie to udalo...?

  • Gabriel_Drummer ocenił(a) ten film na: 1

    feuerbach Dziękuje że udało Ci się przednio oddać ból odczuwany wielokrotnie podczas projekcji ;) Wspaniała recenzja, śmieliśmy sie jeszcze bardziej niż z tej katastrofy kinematograficznej :)

  • WTTW_FILM ocenił(a) ten film na: 5

    Gabriel_Drummer Ja rozumiem że film był słaby i zdanie autora podzielam ale jak można odczuwać ból podczas oglądania? Jak to się robi? Że jak matka włącza TV i leci film którego nie lubisz to łapiesz się za zęby, rzucasz się na podłogę, prychając i wyjąc krzyczysz "przestań bo mnie zabijesz"? Tak? Choć może z tobą coś nie tak, piszesz w liczbie pojedynczej a potem: "śmieliśmy sie" nagle drugie ja się odezwało i co? "Gholluum...Ghollum...."...

  • ar23s ocenił(a) ten film na: 8

    WTTW_FILM Mistrz xD

  • WTTW_FILM ocenił(a) ten film na: 5

    ar23s Staram się trzymać mój nietypowy poziom :/

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 5

    feuerbach Burton jest słaby. po prostu słaby.
    komuś może się, na przykład, podobać jego Batman, ale tylko do momentu, w którym nie obejrzy wersji Nolana.
    jedyne, co Burtonowi wychodziło, to animacje typu Gnijąca Panna Młoda. z tym, że po Koralinie to też już chyba można powiedzieć, że został prześcignięty.

  • andrzej_z_doosana ocenił(a) ten film na: 4

    Burton nakręcił najlepszego Batmana. Pseudorealistycznej wersji Nolana nawet nie ma co porównywać.

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 4

    andrzej_z_doosana Nie zgadzam się. Z filmu Burtona po prostu emanuje... studiem. Sorry, ale jak to oglądam, to widzę tekturowe Gotham. I to w tym złym sensie, bo nie jest ono przez to komiksowe, tylko jakieś takie tanie, tandetne.
    Jak studio wyglądają tam zarówno plenery jak i wnętrze muzeum.

  • Burton nie jest słaby. To kwestia tylko i wyłącznie gustu, ale ja uwielbiam jego baśniowo-mroczny klimat z "Edwarda Nożycorękiego", "Jeźdźca bez głowy", "Charliego i fabryki czekolady", "Alicji w krainie czarów"...
    Miał też kilka gorszych filmów, ale to nie powód by oceniać go tak kategorycznie.