Testament pisany na siłę.

Jestem zakłopotany. Spokojnie mógłbym nazwać się fanem Monthy Pythona, a przynajmniej
"Latającego Cyrku...". Mam wrażenie, że tej grupie nie było pisane kręcić filmów fabularnych. Nie
rozumiem zachwytu nad chałturniczym, zlepionym na potrzeby amerykańskiego odbiorcy "A teraz
coś z zupełnie innej beczki". Nie rozumiem też zachwytu nad twórczym testamentem Pythonów.

W "Sensie życia..." nie widziałem tej grupy buntowników, brawurowych wizjonerów, o ciętym i
inteligentnym humorze, którzy na przełomie lat 60-tych i 70-tych wywrócili komedię do góry
nogami. Wydziałem podstarzałych facetów, będących zakładnikami własnej reputacji, którzy na
siłę próbują coś jeszcze "dopowiedzieć". Te żarty w większości nie były bulwersujące, ale
żenujące. Udane skecze można policzyć na palcach jednej ręki i chyba tylko Michael Palin
zachował trochę wigoru, by czasami ratować ten spektakl. Co ciekawe, po rozpadzie grupy,
niektórzy Pythoni spotykali się, przy kręceniu o wiele lepszych filmów ("Brazil", "Rybka zwana
Wandą"). Widać nie należy zbyt wcześnie pisać testamentu, bo można się tylko wystawić na
śmieszność.

5
  • Powiem ci szczerze że jest sens w tym co mówisz. Ja pomimo iż oceniłem film na 8 (uważam że jeśli chodzi o czystą produkcję i aspekty filmu jak najbardziej na nią zasługuje) jednakże jest w tym filmie odczuwalne, że tak się wyrażę, coś w rodzaju epitafium. Fakt faktem słyszałem o tym filmie sporo pozytywnej krytyki jednakże po pierwszym seansie byłem nieco zakłopotany i odebrałem iż wszystko kręciło się wokół przysłowiowej Dupy. Potem obejrzałem film po raz drugi ( trzeci, czwarty, piąty) i moja pierwotna ocena nieco się zmieniła, poprawiła. Jednakże nie jest to już ten sam Monty Python. Sam fakt że niektóre sceny mnie nudziły oznacza iż coś jest nie tak. Co nie zmienia faktu że jak dla mnie film jest przynajmniej DObry.

    Pozdrawiam

    • Jak dla mnie to jest to film nedzny, nudny nie ma się czym zachwycać jest parę śmiesznych scen ,oddawanie" wątroby, narodziny dziecka ale oglądanie tego filmu 5 razy to strata czasu i już chyba lekka psychoza żeby zrozumieć go za wszelką cenę. Ciężko jest go obejrzeć do końca a napewno sporo widzów wyłączylo go już po pierwszych scenach.

      • Masz trochę racji.Po pierwsze większość komedii tychże panów to tak jakby "głupawe" komedie czyli powinny bawić ale tak w kilku przypadkach nie jest w kilku jest,tutaj tytuł filmu dawał nadzieję na mądrą zabawną komedie a tak nie było,tytuł był zwyczajną klapą i przykładem na brak pomysłów by przyciągnąć ludzi w owych czasach do kina więc dali tytuł prawię nie związany z filmem ale przykuwający uwagę.Po drugie patrząc się na to że Ci panowie tworzyli to wręcz nie raz chaotycznie sklejając to potem w całość to jak wy możecie się doszukiwać głębi jeśli twórcy sami o niej nie myśleli?Robili skecze potem próbowali je skleić na potrzeby filmu,przez co wyszedł w tej części bajzel bez ładu i składu a ludzie co poniektórzy gubiący się w tym bajzlu wypisują że oglądają ten film ciągle by go zrozumieć :-/ wy tak na serio?!Film obejrzałem ze względu na epizod z śmiercią bo to najlepszy moment w tym filmie jest klimacik,jest zabawnie i ciekawie.. Ocena 4/10.

  • A Święty Graal? Żywot Briana?

  • Mam identyczne odczucia.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię