Litość stoi ponad równością. Znalazłem te słowa w rosyjskim modlitewniku długo po napisaniu scenariusza to "Syberia. Monamour". Wtedy doszło do mnie, że właśnie to jest głównym przesłaniem filmu. Chociaż byłbym niesprawiedliwy mówiąc, że "napisałem" scenariusz. To znaczyłoby, że go wymyśliłem. Lepiej byłoby powiedzieć, że sam się pojawił we mnie z prośbą o materializację. Z początku objawiał mi się we fragmentach, w skrawkach emocji. Z czasem stawał się głębszy, genialnie odsłaniający kawałek po kawałku swoich bohaterów. To był długi proces: pięć lat, podczas których pracowałem również nad innymi projektami. I żyłem jednocześnie z moimi syberyjskimi bohaterami, próbując zrozumieć, dokąd zmierzają. Oni odegrali wielką rolę w kształtowaniu mojego życia i mojej osobowości. Historia zwraca się do majestatu i nikczemności ludzkości. Moi bohaterowie żyją w zapomnieniu w bezkresie Syberii. Jak porzucone psy, bez wzajemnego współczucia. Kiedy życie rzuca im wyzwania i porzuca ich, obdzierając z ludzkich odruchów, są zdolni znaleźć w sobie litość. Nie byłem pewien, czy znajdę fundusze dla "Syberii", ale moi bohaterowie już istnieli, krzycząc o ostateczne powołanie ich do życia. Film znalazł producentów, moich przyjaciół. Są przemysłowcami, znającymi wartość pieniądza. Po prostu zakochali się w tej historii.