Uderzająca konsekwencja w "Syntagma" w ukazywaniu sfragmentowanego ciała kobiety, w większości niemej, ma podwójny i pozornie sprzeczny efekt. Fragmentacja najpierw wydaje się powtarzaniem traumy, aż w końcu jej szaleńcze tempo przekształca się w celową kompozycję złożoną z ramion, nóg, barków, piersi, twarzy. Powstaje zdepersonalizowany przegląd jakości "towaru". Uprzedmiotowienie kobiet nie oznacza jednak, że stają się obiektami.