Co to za film (familijny w dodatku), w którym: 1) mamy jakiegoś jeżdzącego jak wariat typa taksiarza wyglądającego jak jakiś menel, który zagaduje do Cosbyego czy czci Szatana? 2) jest pełno bluzgów (chłopak jego córki nazywa ją wprost "b*tch*, a pragnę znów zaznaczyć, że to film familijny), 3) główny bohater na początku filmu gada jak nagrzany jakby był po delirce alkoholowej+ dodajmy jeszcze ten bełkotliwy głos Cosbyego, który na szczęście zagłusza polski lektor, a w oryginale ciężko byłoby to oglądać z tego faktu, i wisienka na torcie 4) mamy w filmie FAMILIJNYM (po raz kolejny podkreślam)... seksualne analogie (najazd kamery na staruszkę w autobusie, czy to że Billa podnieca, iż ktoś obok niego oddaje słonowate, bo ewidentnie patrzy na penis obcego typa w pinglach to są tego typu przykładu)
Ale największy problem mam z alogicznością scenariusza. Czemu bohater nie mógł wysiąść z taksówki od innej strony tylko uparcie tam, gdzie jest przepaść do wody? Skoro Cosby stał się duchem po wpadnięciu taksówki do wody to czemu w takim razie taksiarz-menel nie stał się również duchem? Jakim cudem on nie trafił do szpitala i widzimy go pod koniec nietkniętego jakby się nic nie stało? Co właściwie miała wnieść ta scena że spadającą windą, bo nie rozumiem? W niektórych scenach widać, że światło jest rzucane na bohatera mimo, że jako duch nie powinien być pod nim widoczny. No i ostatnia rzecz, która absolutnie burzy dla mnie sens fabuły filmu, to że okazuje się że główny bohater tak naprawdę był... duchem astralnym (?) tzn. nie był duchem w pełni tego słowa znaczeniu przez ten cały czas (rozumiecie coś z tego, bo ja nie bardzo?), w ogóle w filmie pojawia się jakiś gostek, który jedynie co o nim wiemy, że ma jakieś uprzedzenia co do swojego imienia i pojawia się dosłownie w dwóch scenach, kto to jest i jaką pełni rolę w tym filmie nie wiadomo skoro nawet sama ekipa odpowiedzielna za ten twór nie wiedziała.
Nie pomaga również osoba samego Billa Cosbyego, który jest obecnie kojarzony negatywnie z powodu oskarżeń o maltretowanie i gwałtach, a także odurzanie dragami na nieletnich (co jest tym bardziej niefortunne dla filmu, w którym jedną z głównych ról odgrywają dzieci).
Mam taki problem z tym filmem, że z jakiegoś powodu moi dziadkowie mieli go nagranego w swojej kolekcji VHS a w tej kolekcji to same takie gnioty były. Poniekąd wychowałem się na GhostDadzie, Człowieku-meteorze, Alienatorze i paru innych gniotach, bo je oglądałem w kółko gdy mnie rodzice zostawiali u dziadków. Na dokładkę kuzyn który był kilka lat starszy wypożyczał kasety z wypożyczalni. On mając 10 lat a ja 5 lub 6 oglądaliśmy filmy których nie powinniśmy, same wojenne i mordobicia od lat 18. Scena z Rambo 3 gdzie główny bohater wypala sobie dziurę w bebechach żeby zatrzymać krwawienie wryła mi się w mózg. Dobre czasy. To by może tłumaczyło czemu mam taki zryty beret na stare lata xD
Człowiek Meteor był spoko, a Alienatora nie znam - ale wygląda ciekawie (stylówa a la Kiss czy Bowie). Też poniekąd sam byłem wychowany na różnych takich filmach nawet jeśli byłby to gniot, więc nie powinniem się dziwić. Kiedyś oglądało się to co było, nie było wtedy powszechnego dostępu do internetu, więc braliśmy wszystko w ciemno. Młodzież tego nie zrozumie.
Ponadto moja pierwsza styczność z Tatą-duchem miała miejsce przy okazji recenzji Nostalgia Critica jakieś ponad 10 lat temu, sam film obejrzałem sobie dopiero teraz. Jedynie co pamiętałem to scena na moście i tego taryfiarza-satanistę, a całej reszty już nie.