"Terminal Choice”, znany również jako „Deathbed”, to świetny, choć raczej słabo znany thriller medyczny z elementami slashera, którego akcja rozgrywa się w klinice Dodson, futurystycznej i zaawansowanej technologicznie placówce, gdzie komputer steruje wszystkim, od kroplówek po defibrylator spadający z sufitu nad łóżkami szpitalnymi. Swoją drogą komputer jest też bukmacherem, a znudzeni lekarze obstawiają statusy pacjentów. Kiedy pacjentka w tajemniczy sposób umiera obficie krwawiąc, krewki lekarz-alkoholik imieniem Frank (Joe Spano), który miał problemy w poprzednim miejscu pracy, zostaje oskarżony o zaniedbanie i musi udowodnić swą niewinność.
"Terminal Choice" pozytywnie mnie zaskoczył, choć jego akcja toczy się dość powoli. Na pewno jest to film dla miłośników komputerów z lat 80-tych i zaawansowanych jak na tamte czasy systemów AI. Odrobina makabry (szczególnie pierwsza scena śmierci ocieka krwią), dobra gra aktorska i fajny ejtisowo-futurystyczny klimat. Ellen Barkin świetna w roli patolożki, która zbyt dużo wie. Wstrzyknięcie trucizny do jej posiłku przez tajemniczą postać w czerni do zapamiętania.
Kanada jest znana z kilku świetnych slasherów np. "Black Christmas" (1974), "Born for Hell" (1976), "Rituals" (1977), "Visiting Hours" (1982) oraz z body horrorów Davida Cronenberga. "Terminal Choice" to też dobry wybór. Ździebko zapomniany film z solidną obsadą, kilkoma niepokojącymi scenami i nastrojem high tech.
Pierwszy seans. Czas trwania: 99 minut.