Big Brother, Love Island, Hotel Paradise… Długo tak można wymieniać. XXI stoi pod znakiem paradokumentów i niekończących się formatów reality show. Od 1999 roku, kiedy W Holandii powstały pilotażowe odcinki programu z motywem wszechobecnego oka Wielkiego Brata, dochodzimy do roku 2025, kiedy jesteśmy w stanie śledzić życie innych niemal 24 godziny na dobę. Czy twórcy przewidzieli wynalezienie tiktoka, tak krytykowanego za „wykradanie” prywatności z naszego życia? Trudno powiedzieć. Wiadomo natomiast, że Australijczyk Peter Weir, kręcąc w 1998 roku „The Truman Show”, doskonale wyszedł w przyszłość i paradoksalnie stworzył komentarz do współczesnej codzienności. Film, który pozostawił po sobie wiele pytań i sprzeciwił się rzeczywistości na wiele sposobów. Jim Carrey obsadzony w roli dramatycznej, a nie przygłupiej kreacji komediowej? To mogło się nie udać. Motyw izolacji i sterowania całym światem przedstawionym przez ukrytą, zewnętrzną siłę? To już było. Mimo to, że cały zamysł mógł po prostu okazać się klapą, z całą pewnością przyznaję, że tak się nie stało. „The Truman Show” się udało, co więcej – do dziś pozostawia odbiorcy wiele pytań i wprawia w stan dziwnej konsternacji. Odczułem ją również ja, gdy na ekranie pojawiła się czerń po napisach końcowych.
więcej