Jeden z filmów roku.

Klimat, scenariusz, aktorstwo świetna obsada. Każda scena to perełka. wszystko przesycone podskórnym humorem ale prawdziwe i wciągające. Więc do obejrzenia więcej niż raz, to na pewno. Perełka!

224
  • Początek roku i już pozamiatane? Więcej niż bardzo dobry, owszem, ale mam nadzieję, że ten rok jeszcze coś więcej przyniesie ;)

  • To prawda. Film - majstersztyk - nie mogę się doczekać, żeby go obejrzeć jeszcze raz na dużym ekranie :) Termin polskiej premiery to śmiech na sali.

  • Świetny film ale końcówka mnie rozczarowała, myślałem że go złapią.

  • Moim zdaniem zakończenie idealne - otwarte i pozostawione do oceny. Jeden z faworytów do oscarów. Jeśli ktoś ma ochotę to zapraszam do zapoznania się z recenzją: https://recenzjekultury.wordpress.com/2018/01/23/trzy-billbo...

  • a ja mam pytanie. czy to miał być film realistyczny? bo taki na pewno nie był. zobaczyłam absurdalne sytuacje (ale wcale nie w absurdalnej formie, która by to jakoś ratowała), które nijak nie mogłyby mieć miejsca w rzeczywistości (nie daję przykładów, bo nie chcę spojlerować), słodkie podsumowania, jednoznaczne postaci, czyli słowem zero pola do rozmyślań i rozważań. jak do tego dodam solidną porcję polit poprawnych zagrywek, to ręka sama leci do facepalmu. dla mnie film irytujący (więc jedyny plus dla w^urwiajacej głównej bohaterki, tzn. aktorki - dawna żadna postać nie sprawiła, że chce mi się jej zwyczajnie dać w ryj za głupotę i chamstwo), płytki, rozczarowujący. ale może to jakiś nowy gatunek, uj wie.

    • Czy miał być realistyczny? Nie mam pojęcia,trzeba by się twórców spytać. Na pewno realizm nie odgrywa tu żadnej z kluczowych ról. Ja największych plusów filmu doszukuję się właśnie w bohaterach, określonych przez Ciebie jako "jednoznaczni". Jeżeli faktycznie udało Ci się ich od razu rozgryźć, to gratulacje, ale osobiście kompletnie nie spodziewałem się ani tego w jaki sposób zmieniała się w trakcie filmu główna bohaterka, początkowo kreowana na typową, wkurzającą bohaterkę czarnej komedii, ani przemiany oficera Dixona, który wydawał się klasycznym, filmowym sk****elem, czy nawet zakończenia epizodu z karłem, który z kolei wydawał się wątkiem czysto komicznym. Pozdrawiam :)

      • Kurcze i tak i nie... [SPOJLER]
        z jednej strony popełniłem błąd że zasiadłem do tego jak do kryminału w stylu "kto zabił i będziemy go szukać". Po jakiś 30 minutach wiedziałem, że ten film taki nie będzie i że mordercy też nikt nie znajdzie. Nie mam żalu o to, ale ilość absurdów zamieszczona w tym filmie to gruba przesada. Do momentu śmierci Harrelsona (sorry za używanie nazwisk aktorów) był to dla mnie film idealny, patrząc na obsadę dający nadzieje na coś wielkiego... i w momencie gdy założył worek wiedziałem, że wszystko się popsuje. Motyw śmierci komendanta mocno zaburza obraz, bo daje jakby do zrozumienia, że winny właśnie "ucieka"... błędny trop (nie mój, ale twórcy, który nie wiem do czego zmierza takim zabiegiem). Widząc na drugim planie Dinklage'a wiesz, że taki aktor nie może zostać pominięty... kolejny błędny trop (tym razem mój), wątek męża z dziewiętnastolatką też tutaj pasuje jak pięść do nosa, Rockwell robiący z siebie idiotę rodem z zielonej mili (wtf?) i jego przemiana po liście (żałosne)... szkoda, że na co dzień nie da się jednym listem resocjalizować idiotów. Wciskanie motywu "felernego zbiegu okoliczności" to jak dla mnie mocne nie porozumienie, porównania do Coen'ów mocno nie na miejscu, pojawienie się "niby mordercy" też wciągnięte z wielkiej czarnej du... dziury, a jego spotkanie przypadkowe z Rockwell'em to... no nie wiem co. Sama końcówka też jakaś taka... no pojechali sobie zabić kogoś i tyle. W ogóle ten typ co niby miał być mordercą i jego pojawienie w sklepie McDormand to już w ogóle kosmos głupoty, żeby chociaż słowem wyjaśnił ktoś jego obecność w miasteczku. Zabiegi zerżnięty z Coenów i tyle... żeby dawać za to złote globy i pewnie oscary. Chociaż obstawiam, że Oscary będą ale taki triumf jak na Globach już na pewno nie.
        A teraz jak patrzę na ten film z innej perspektywy czyli nie czepiam się szczegółów, biorę pod uwagę obsadę i jak zagrali... a poza tym nie rozpatruję już filmu w kategorii kryminału to dostaję fenomenalny obraz, który ogląda się bardzo dobrze. Świetnie napisane postacie, dialogi, humor, klimat, reżyseria... wszystko jest na swoim miejscu, a wydarzenia, które mnie irytowały po seansie nabierają sensu... ale za próbę zerżnięcia od Coenów należy karny K i należą się minus 2 punkty. Czyli 8/10. Właśnie za to, że film daje mi do myślenia i zmusza do napisania czegoś tutaj jest dla mnie bardzo dobry.
        btw. nie sądzisz, że to głupie, że jeśli sprawa została nagłośniona nikt nie przysłał odpowiednich ludzi do śledztwa? zwłaszcza, że tamtejsze wieśniaki jak widać nie mają pojęcia o tropieniu morderców. Tak... nie udało się nic ustalić po wydarzeniu, ale nie przeszłoby to jak w sprawę zaangażują się media.

        • a właśnie... i ten niesmak. To dlatego, że oglądałem dość zabawny film (śmiałem się nie raz podczas seansu) w którym zgwałcono i podpalono nastolatkę.

        • Co do początkowego nastawienia, to miałem podobne, ale nie było u mnie problemu ze zmianą go w trakcie filmu, a nawet bym powiedział, że zaskoczenie wynikające z innego stylu filmu, niż spodziewany działa na duży plus. Co do Rockwella, to myślę, że głównym impulsem do jego zmiany była śmierć komendanta, a list był tu tylko dodatkiem. Jeśli komendant dałby mu ten list nie popełniając samobójstwa, to moim zdaniem do tej przemiany by nie doszło. To jest też dla mnie główna funkcja śmierci Harrelsona w filmie. Jako postać wzbudzająca raczej sympatię pozostałych bohaterów, umierając skłania ich do refleksji i zmian, powodując przy tym, że ludność miasteczka jeszcze bardziej odwraca się od głównej bohaterki. Osobiście bardzo mi się ten zwrot akcji podobał i uważam, że wniósł sporo ożywienia do filmu. Pojawienie się "niby mordercy" byłoby dla mnie rozczarowujące, gdyby naprawdę był sprawcą, ale w takiej formie mi nie przeszkadza. Zakończenie też jak najbardziej ok, Bo w tym filmie najważniejsi są bohaterowie, z których każdy się zmienił i coś zrozumiał, a wątek kryminalny nie odgrywa głównej roli, więc jego domknięcie nie było dla mnie konieczne. Sam piszesz o inspirowaniu się filmami braci Coen, więc nie wiem, czemu porównanie ma być nie na miejscu. Co do nagłośnienia sprawy zgoda, może nie jest to jakoś rażąco absurdalne, ale prawdopodobnie przydzielono by w takim wypadku kogoś bardziej kompetentnego. Co do Oscarów, to na razie wydaje mi się najlepszy spośród nominowanych, ale jeszcze 3 filmy muszę nadrobić. A co do tego niesmaku... Sam nie lubię argumentów odwołujących się do filmów najwyżej ocenionych, ale naprawdę oceniłeś Fargo na 10, a w tym filmie Ci to przeszkadzało? Pozdrawiam :)

          • W kategorii najlepszego filmu to powinien być zwycięzca chociaż nie wszystko tez widziałem, ale nie ma tam jak dla mnie oprócz Kształtu wody jakiejś mocnej konkurencji bo Lady Bird, to jak dla mnie film głupi jak jego tytuł, ale bardziej nie jestem tego targetem niż jest zły. Bardziej liczę ze nagrody się rozłożą na kilka tytulow niż ze będzie taki wygrany jak na globach.
            Generalnie staram się oceniać filmy obiektywnie, ale lubię popadać w skrajność jak mi coś nie przypada bądź przypada do gustu. Tak było z Fargo. Jak dla mnie to tak czy tak film na 9/10 ale że mi leży ma 10 i to z serduszkiem, bo trafia do mnie. I sami Coenowie potrafią zrobić raz na jakiś czas coś czym absolutnie mnie kupują. Fargo, Lady Killers czy To nie jest kraj dla starych ludzi.

            • A i ja tam lubię jak zasiadam z myślą ze będę oglądał np horror a dostaje dramat. Sporo było takich filmów w ostatnich latach, które z różnych przyczyn zostały nieodpowiednio zareklamowane przez dystrybutora czy twórców. Babadook, Spring Breakers czy It Follows. Wyjątkowo dobre filmy z niską średnią tutaj. No i pod warunkiem ze film jest dobry, a nie że myślałem ze będzie dobry film a dostałem gniota :)

            • Co do Fargo, to nie chodziło mi o to, że dałeś za wysoką ocenę, tylko że skoro film z tak dużą dawką czarnego humoru Ci się podobał, to dziwi mnie zdanie "a właśnie... i ten niesmak. To dlatego, że oglądałem dość zabawny film (śmiałem się nie raz podczas seansu) w którym zgwałcono i podpalono nastolatkę." Wydaje mi się, że Fargo idzie w tę stronę dużo dalej. A co do oscarów, to powinien dostać za film, scenariusz, Rockwella i MacDormand, czyli tak jak w przypadku globów. Więcej raczej nie przewiduję.

          • Mnie zastanawia ten "niby morderca", bo czy mężczyzna który wpadł do sklepu i rzucał króliczkiem za 7 dolarów to nie ten sam który potem w barze był i opowiadał o gwałcie i podpaleniu?
            Twarz według mnie podobna, czy to może jakaś sugestia twórców? Choć zastanawiam się jeśli byłby winny po cóż jechałby do sklepu, ale z psychopatami i zaburzonymi nigdy nie wiadomo.

            • Zgadza się, to ten sam człowiek. Wydaje mi się, że to celowo podłożony przez twórców fałszywy trop, który później zostaje jednoznacznie odrzucony po badaniach DNA. To też wyraźna sugestia, że samo rozwiązanie zagadki kryminalnej nie jest tu najważniejsze. Ten "niby morderca" miał przede wszystkim podsunąć bohaterom jeden z dylematów moralnych.

    • A widzisz gdzieś na tej stronie lub w jakimkolwiek opisie "film dokumentalny"? Chyba pomyliły Ci się gatunki i oczekiwania... Są dramaty, kryminały i komedie znacznie bardziej obiegające od rzeczywistości. Mimo, iż rzekłbym nawet, że absurdalność jest podstawą geniuszu tego filmu. Niby mamy poważną sprawę, zagubioną matkę i symboliczne, tytułowe billboardy. Ale to tylko tło, nic w zasadzie o śledztwie nie wiemy. Komizm odgrywa tu moim zdaniem najważniejszą rolę. Wyśmiewany na każdym kroku jest nieszczęśliwy los, który nieskończenie wędruje pośród bohaterów. Może i zbyt dosadnie, ale jak dla mnie dosadność to urok czarnych komedii.

    • film jest kreacją. Czymś mniej lub bardziej nierzeczywistym i wykreowanym. Mającym mniej lub więcej wspólnego z rzeczywistością. Domaganie się 100% realizmu od filmu jest nieporozumieniem. 100% realizmu to masz w życiu. Niestety.

    • mam identyczne wrażenia z filmu jak "haaltia", chociaż wyżej oceniłem film.

  • Czy Trzy billboardy za Ebbing, Missouri dostaną zasłużone (a może nie) oscary? Zapraszam do zapoznania się z recenzją: https://recenzjekultury.wordpress.com/2018/01/23/trzy-billbo...

  • mi się tylko ta z sarną nie podobała

  • Jeśli perełka to ładna na zewnątrz a pusta w środku...

  • "WSZYSTKIE PIENIĄDZE ŚWIATA"

    What's your name? Who's your daddy? Is he rich like me?
    https://www.youtube.com/watch?v=RBxK3CcOQD8
    https://www.youtube.com/watch?v=Cww_SuwQBVs

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: