Film, jak każdy bolly. Nie realistyczny, głupawy łzawy film miłosny z super ekstra aktorami, którzy grają tak sztucznie, jak miley circus z hany montany film.
Ok, uważasz go za nierealistyczny. Dobrze. Korzystając z tej okazji, zapytam z czystej ciekawości: ludzie, dlaczego stopień realności filmu świadczy według was o jego wartości? Zastanawiam się nad tym i pojąć tego nie mogę, bo wiele osób z mojego otoczenia, mówiąc o książce, filmie zwraca uwagę na tzw. realizm. A przecież film jest dziedziną sztuki (!), a sztuka ma to do siebie, iż każdy może ją po swojemu interpretować i tworzyć według własnej wizji, tak jak z malarstwem, muzyką czy poezją - twórca nie musi np. korzystać ze schematu, że tost znów wyskoczy z tostera, a kot będzie mruczeć na babcinych kolanach, bo równie dobrze tost może się spalić, a kot zacznie szczekać. :P To przecież tylko FILM, nie reportaż na Tvn24. Nie ma umowy, że to ma być prawda i tylko prawda... czasem, żeby coś przekazać, świadomie się przesadza; czasem wywołuje się u widza marzenia, przedstawiając świat piekny i kolorowy, gdzie wszyscy żyją w zgodzie:) Bo przecież film ma przedstawiać jakąś historię. Realizmu mam dość w codziennym życiu. Film, który o nim opowiada, byłby po prostu nudny i schematyczny (i wtedy ludzie pisaliby na forach: 'blee, jaki nudnyyy i schematyczny film';)). Co więcej, film może być też nieprawdopodobny i nie jest to wada filmu sama w sobie (!), to jest czyjeś dzieło. Wizja reżysera może się podobać lub nie. Może wtedy warto dodać od siebie: "(...) a ja nie lubię nierealistycznych filmów". I już.
Ciekawe jest też, że akurat w tak krytykowanych filmach domniemany nierealizm nie dotyczy takich absurdów jak wyżej wymienieni tost i kot. To często historie, która mogłyby się zdarzyć, bo dlaczego by nie? Nie umiesz, nie potrafisz robić tego, co widzisz na planie? To nie wina twórców. Jeśli to właśnie TY czytelniku nie potrafisz stanąć na ulicy i zatańczyć, nie umiesz się dla kogoś poświęcić czy kogoś bezgranicznie pokochać, to z całym szacunkiem, ale twórcy filmu nie odpowiadają za twoje umiejętności:) Po prostu powiedz, że nie lubisz, jak ludzie tańczą na ulicy.
A poza tym, czy nigdy nie oglądaliście horrorów, fantasty albo science fiction? Wiele ludzi sięga po nie z jakiegoś powodu. Może po prostu nasze życie jest szare, a my nie potrafimy go pokolorować?? Nie obwiniajmy wówczas filmu o brak realizmu, ale sami wprowadźmy kolory do naszego świata.
oldschool_punk00 - wymiatasz ;>
Drogi/a kolego tudzież koleżanko Lebron_Rezza, czy ty aby napewno obejrzałeś/łaś cały film?
Pierwsza część mogła zniechęcić, zwłaszcza antyfanów kina bollywoodzkiego, bo rzeczywiście była z lekka przesłodzona, nie jest to jednak powód, by w ten sposób wyrażać się o aktorach. Moim zdaniem Kajol naprawdę dobrze zagrała (argh...ta histeria i demolowanie otoczenia...), więc chociaż na nią nie gadaj. Za resztę aktorów, przyznam się, nie mogę ręczyć, bo grą się specjalnie nie wyróżniali (lub jestem nienormalna).
No i "...jak każdy bolly." Proszę Cię, nie przeginaj. NIE każdy.
To tyle.
Tak, wiem, wypowiedź ta była wprost niesamowicie niezbędna.
hehe:) Lebron już tak ma, chyba nie ogląda tych filmów;) widać za to, że lubi Hanę Montanę:D prawda?;)
Z tego co widzę, nie jest tak źle. Jakby jednak nie było, lista ulubionych nie upoważnia nikogo do jechania po każdym filmie czy to bollywoodzkim, czy jakimkolwiek innym, pisząc o czymś, czego w nim nie było.
Chociaż w sumie to powinnyśmy też dopuścić możliwość, że komentarz Lebrona był szczery, nawet jeśli, jak się nam zdaje, nieprawdziwy. Wątpię w to, ale mamy tu wolność słowa itd. Niech ma. Jemu nie podoba się UMAH, ja za to nie lubię "Śniadania u Tiffany'ego" - to było dopiero nierealistyczne.
TAK, będę filozofować -.-
hehe, miałem sprowokować rani, a sprowokowałem Was;) A hany nie lubię. Kasuję wszystkie moje oceny dla filmów bolly;)
Poczułam się sprowokowana.
Jakkolwiek Twoja ostatnia wymiana zdań z rani była dość ciekawa, trzeba niestety przyznać, że jest ona trollem.