Jednym z współautorów (pomysłodawców?) scenariusza do 'Rought Cut' jest Kim Ki-Duk, i jakkolwiek raczej trudno doszukać się tu motywów charakterystycznych dla jego kina – zwłaszcza tego pod którym podpisuje się ostatnio - to bez wątpienia da się jego wkład odczuć. Punkt wyjścia przypomina trochę amerykańskie komedie sensacyjne: gwiazdor kina akcji zostaje skonfrontowany z gangsterem (lub np. twardzielem policjantem). Ale 'Rought Cut' jakkolwiek trochę (niezłego zresztą) humoru się tu pojawia komedią nie jest. Jego właściwym tematem jest przejawiana przez kult macho i współczesne kino rozrywkowe, szerzej popkulturę, jeszcze szerzej współczesną kulturę w ogóle - fascynacja przemocą. Przemoc filmowa dotkliwie zderza się tu z tą nie-filmową co samo w sobie wciąż jest pomysłem niezłym. Jednak nie do końca wykorzystanym. Całość zmierza ostatecznie do kilku słusznych, choć od początku oczywistych wniosków, "troszkę zbyt" malowniczego taplania się w błocie i bardzo dobrej sceny końcowej. Szkoda, że tylko jednej tak dobrej. Ale zrobione jest to naprawdę zręcznie: film ma przyjemnie spokojne tempo i przyzwoite aktorstwo. Obejrzałem z przyjemnością.