Zaćmienie widowni 4/10

Miałem kłopot z obejrzeniem choć uważam się za wyrobionego widza.Pierwsza godzina to
porażka, kompletny snuj.Dopiero w drugiej zarysowuje się coś na kształt wątku, coś na
czym od biedy można zaczepić wygłodniałe oko.Fani powiedzą, że nie o to tutaj chodzi.Może
ale jak dla mnie zdjęcia, światło czy gra aktorów to za mało by ten obraz określić mianem
arcydzieła.Owszem Vitti przepiękna, naturalna Delon(mój ulubiony aktor) niezły, choć ma
niewiele do zagrania.Ten film ma spore grono fanów tak jak kwaśne jabłka czy świński
móżdżek, ja jednak nie dołączę.KRÓL JEST NAGI.Proponuje obejrzeć to:
http://www.filmweb.pl/film/Z+dystansu-2011-587177
żeby zrozumieć jak kino psychologiczne poszło naprzód i dlaczego intelektualny bełkot
Antonioniego nie wytrzymał próby czasu.ave

7
  • Gdzie tutaj masz intelektualny bełkot? Uzasadnij swoją tezę, proszę.

    • Nie ma za bardzo czego uzasadniac, wszak powszechnie wiadomo że kino Antonioniego to kino intelektualne dla mnie przeintelektualizowane, przerost formy nad trescią, ten film rowniez.To ze niewiele tam dialogu nie znaczy ze okreslenie intelektualny belkot jest nieadekwatne.Jego najwyzej ocenianym filmem jest Powiekszenie, sam jestem fanem.Pytanie dlaczego? bo ten film ma sensowną historie i o coś w niej chodzi, jest ciekawy i intrygujący.Zaćmienie wcale, niestety.Przynajmniej dla mnie.

      • Bardziej interesowały mnie konkrety, ponieważ powtórzyłeś, tylko innymi słowami, to, co napisałeś w pierwszym poście. Gdzie w "Zaćmieniu" mamy do czynienia z intelektualnym bełkotem? Pytam serio, nie prowokacyjnie, ponieważ chciałbym, by doszło do merytorycznej dyskusji na temat tego filmu.

        • que_2 zamiast tłumaczyć dlaczego "Zaćmienie" to "intelektualny bełkot" sam postanowił zaprezentować jak wygląda kwintesencja bełkotu... Proponuję jeszcze raz spojrzeć na ten fragment: "powszechnie wiadomo że kino Antonioniego to kino intelektualne dla mnie przeintelektualizowane"... No i jakże oryginalny zarzut: "przerost formy nad treścią"... Przerost formy w ascetycznym, cholernie oszczędnym w środkach wyrazu filmie... Dobre!!!

        • Może niech ktoś najpierw przedstawi swoje argumenty ZA żeby można było z nimi polemizować. Ten film to jedna wielka tułaczka znudzonej M. Vitti, ciężko tutaj wdawać się w dyskusje nad treścią, bo wydaje mi się (!), że ten film nie miał wiele do powiedzenia. Jeśli się mylę niech mnie ktoś oświeci.

          • Kolego, ide z pomoca :-) Gdzie tam nic nie ma do powiedzenia... :-O

            Uwazam, ze nikt tak jak Antonioni nie opisal ludzkiej kondycji – jego zachowania i uczuc w nowoczesnej, industrialnej przestrzeni. Antonioni wykorzystal obraz w stopniu niebywalym: umiejscowienie przedmiotow czy bohaterow w kadrze, wyabstrahowanie, geometrie, czas ujec, enigmatycznosc, natrojowosc, wreszcie mistrzostwo w doborze barw w „Czerwonej przestrzeni“.

            Przde wszytskim pokazal brak prawdziwych uczuc, szczerych i glebokich, dajacych oparcie, stabilizacje i poczucie bezpieczenstwa, wielka samotnosc czlowieka, pustke, jego przerazenie, ale i facynacje nowoczesnoscia, jego odhumanizowanie wsrod przestrzeni, wsrod przedmiotow, ktore przejmuja niejako witalizm i zyja autonomicznie, jak ludzie, albo nawet prezniej, energiczniej. Za tym idzie, brak porozumienia, wiezi, wyobcowanie, a glownie - alienacja, w "Czerwonej pustyni" juz neuroza i lek.

            Moze opisze jedynie pierwsze sceny „Zacmienia“ (a ogladalm po latach na youtube po wlosku i nie znajac tego jezyka ;-)) Widzimy skrawek materialu na ksiazkach, ten element to czlowiek, rzucony gdzies w przedmioty. Zostaje wreszcie wykadrowany. Rozmawia z Vittoria, ta bawi sie przedmiotami, tak istonymi... oraz trzyma rame, symbol, ktory bedzie przewijal sie chyba (nie pamietam tak dobrze juz, ale np. cala „Czerwona pustnia“ jest wyramowana) w kazdym filmie A.

            Rozsunie zaslony, szukajac ucieczki i spokoju, ale tego nie znajdzie, zwinie sie zatem na sofie w klebek, jakby bojac sie tego, co widzi wokol. Bedzie obserowawac meza, zauwazcie, ze ten zachowuje sie przez chwile jak martwy, przestanie reagowac na nia, nie rusza sie. V. patrzac w lustro (znow rama), widzac swe ograniczone, zamkniete w nim oblicze, reaguje zloscia, po czym znow rozsuwa zaslony (zobaczy z kolei modernistyczna infrastrukture, kolejny symbol), bo chce sie wyzwolic poza ta ciasna przestrzen (tez doslownie i metaforycznie)... I tak bedzie caly czas ;-)

            Juz w tej 6 minutowej sekwencji V. szuka swojego miejsca, po czym, jak slusznie pisaliscie, bedzie sie snula znudzona ;-) i chce sie wyrwac z ograniczen, jakie niesie wspolczesnosc – konsumpcji, zaniku humanitarych wartosci (nawet chyba kadr pokazujacy nogi Vittorii wsrod krzesel ma porownywac czlowieka do przedmiotow), uczuc. Dusi sie, szuka wolosci. Ricardo patrzy slepo i nieruchomo jakis czas (tez jak przedmiot), podczas, gdy Vittoria jest ozywiona, sledzi ja kamera, jej gesty, mimike... szuka niemalze powietrza, aby funkcjonowac. Gdy stoi przy drzwiach (znow rama), wychodzi z tla. I tutaj koczne, bo kazdy kazdr filmu moglabym tak analizowac, a nie na tym ma polegac zabawa :-P

            Mamy bohaterke szukajaca swej przestrzni i od tej przestrzeni oddalona, wyalienowana (patrz sciany, kolumny, filary, zobaczycie, ze ludzi cos ciagle dzieli, jakis przedmiot, plaszczyzna etc.), wolnoci, tozsamej z miloscia, i swiat konsumpcji (to chyba jasne), ktorej ona nie akceptuje.

            Antonioni nie daje nic wprost i tego chyba wiele widzow nie przeskoczy (nawet mi, wiernej milosniczce M.A. „L'aventura“ sie dluzyla)... Ale nie ma tam za cholere intelektualnego belkotu, wrecz przeciwnie, uwazam, ze bez odczytania symboli (ja na pewno wszystkich nie odczytalam, tez to, co pisze, jest moim osobistym odbiorem filmow), film mozna odebrac dzieki podstawowej wrazliwosci i uwadze.
            Wystraczy sledzic kamere (ta np. idzie czasem zza glowy bohaterki, przez co mozemy miec wrazenie, ze widzimy swiat z jej perspektywy, przy czym nie widzimy tez emocji, co utrudnia widzowi zadanie), przyjrzec sie filmowi, obeserowac bohaterke i jej mimike. Jak patrzy i to, co (nie mniej wazne,) mowi, bo banalow tam nie ma...
            Moze sie A. nie podobac, ale nie mozna powiedziec, ze te filmy sa o niczym...

            Tu widze wielkosc Antonioniego. Jak nikt, kogo filmy ogladalam, oddal wszelkie ludzkie uczucia i opisal wspolczesnosc m.in. dzieki przestrzeni: autonomie matwej natury, demoniczne piekno i brak duchowosci industrialnej rzeczywistosci, tesknote za czyms pierwotnym i prawdziwym, co zastepuje miejska przestrzen. Dla niego doskonala, elegancka , geometryczna, jak wlasna filmowa rzeczywistosc.
            Popatrzcie na kady czy to „Zacmienia“ czy „Czewonej pustyni“ (wygoogluj, wybierz images), zobaczycie nawiazania do modernistycznych, abstrakcyjych obrazow. Zwlaszcza w „Czerwonej pustyni“. Cala monochromatyczna gama kolorystyczna, jak z depresyjnego koszmaru. Brak nasycenia, ciepla. Jesli mozna o pustce opowiedziec kolorami, zrobil to Antonioni wlasnie w „Czerwonej pustyni“. Ja nawet myslalam, ze mam jakas felerna kopie filmu, zanim pojelam, ze diabel tkwi w tym szczegole :-P. Podziwiam wizjonerstwo. Podziwiam za chlod narracji i jej perfekcje, za to, ze A. tworzyl filmy osobiste w swoim indywidualnym tonie.

            To bylo z 7 lat temu, gdy obejrzalam „Zacmienie“ po raz pierwszy . Zakochalm sie w nim. Tak zaczelam moja przygoda z kinem... Tym silnejsza jest dzis ta milosc, bo do tej pory nie widzialam lepszego filmu (ktory robi to tak doglebnie i celnie, jednoczesnie subtelnie, inteligentnie, kontemplacyjnie) opisujacego ludzka kondycje. Plus takie spojrzenie na swiat jest mi bardzo bliskie, a z bohaterkami (uwaga, zabrzmi to bardzo patetycznie i egzaltowanie ;-) w pewnym stopniu sie utozsamiam.
            Podobnie - dla mnie nie ma piekniejszej aktorki od Vitti (moze jeszcze I. Adjani :-)). Jest porazajaco zmyslowa, dystyngowana, jednoczesnie emanuje z niej cieplo (jej smiech). Uroda doslownie jak u bogini, do tego talent.

            • Dzięki za to wypracowanie, ciekawie napisane. Jednak chyba nie dam się przekonać (chociaż podzielam zdanie nt. MV:). Dla mnie Antonioni stworzył film pozbawiony fabuły, wyprany z emocji, artystyczny na siłę. Konsumpcjonizm, alienacja we współczesnym świecie, i inne jakże oryginalne bolączki lewicowych intelektualistów, a to wszystko posypane dość pretensjonalną symboliką,która ma chyba zastąpić fabułę. Mimo, że nie jestem fanem Bergmana to bardzo go szanuję i uważam, że tak powinno się robić filmy psychologiczne / filmowe traktaty filozoficzne. Antonioniego cenię za "Powiększenie".

              • To moja jedyna, w miare sensowna wypowiedz na tym portalu :-P, moze kogos przekonam do A., ale jesli nie, to moze mniej fanow kina zarzuci filmowi belkot. Mozesz rozumiec szerzej konsumpcjonizm, nie zaraz lewicowo.
                a ta alienacja to (moim zdaniem) wynik takich a nie innych stosunkow miedzy ludzmi glownie, co tez wydaje sie byc chyba realne. Nie uwazam zatem, by to byly wlasnie bolaczki intelektualistow :-)
                Sama fabula tez istnieje. Ale rozumiem jak najbardziej punkt widzenia kolegi.
                Choc to "Powiekszenie" jest bardziej zintelektualizowane :-P - "Zacmienie" jednak odczytywac mozna zapewne glownie jako kino o ludzkich relacjach we wspolczesnym swiecie.
                Dla mnie A. poszedl krok dalej od Bergmana.

                • Hmmm, widziałem gdzieś jeszcze jakąś inną w miarę sensowną. ;P Można też podejść do tematu bardziej przyziemnie: Wiktoria miała słabe relacje z matką, która jej nie dawała ciepła, bo pochłonięta była giełdą. Szukając partnera, oczekiwała więc od niego przede wszystkim wielkiego zaangażowania emocjonalnego, które były dla niej ważniejsze od kasy. Obaj faceci (wcześniejszy narzeczony i Pierro), jak się wydaje, bardziej byli pochłonięci karierą niż budowaniem związku na płaszczyźnie duchowej. Miasto ukazane w sposób nieprzyjazny (zwłaszcza budynek giełdy, gdzie ludzie wrzeszczą i popychają się, a zysk jednego jest stratą innych) uwypukla punkt widzenia Wiktorii, która jest tam obserwatorem, nie odnajduje się w takim zdominowanym przez testosteron świecie i stąd jej alienacja i chęć wyrwania się do jakiegoś innego świata (lot w chmury, scena tańca w przebraniu Murzynki). Zakończenie jest pesymistyczne, bo o ile Piero zapewne szybko się pocieszy jakąś inną panią, albo zajmie się pracą, to Wiktoria ma małe szanse na znalezienie partnera na jakiego zasługuje. A tytuł "Zaćmienie", bo facetów zaćmiło, że zajmują się pierdołami, zamiast patrzeć się w oczy Wiktorii. :)

            • Nie rzucaj perły przed wieprze
              Prostaka o wrażliwości nosorożca nie przekonasz

              • Jezu, jaka radosc sprawil mi ten komentarz. Nigdy tego powiedzenia nie slyszalem, teraz, wiem, ze uzyje nieraz.

                • To 'powiedzenie' to cytat z Nowego Testamentu. Pan Jezus mówił tak o faryzeuszach. Prawdę mówiąc to mnie ten film też uśpił. Choć rozumiem jego głębię i symbolikę.

                • Rozumiem. Zatem nie tylko nie znam tej idiomatycznej frazy, jak i jej literackiego zrodla. Musialem byc pod mocnym wplywem filmu, by sie tym zachwycic. Co o tyle mnie dzisiaj dziwi, ze nie wspominam samego filmu w ogole, nie mowiac juz, ze dobrze.

                • Mateusz,7,6:
                  Biblia Warszawska:
                  .Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie pereł swoich przed wieprze, by ich snadź nie podeptały nogami swymi i obróciwszy się, nie rozszarpały was'. Teraz ludzie nie znają Biblii, podejrzewam, że to wina lekcji religii. Kiedyś zaczęłam z uczniami rozmowę o archaniołach, to też oczy otwierali. Nie są uczeni. Mniejsza z tym.

                  Film we mnie został, z tą bohaterką i jej dylematami, ale z drugiej strony nudne to było jak flaki z olejem. Trochę głupio mi to pisać, bo przed filmem eksperci mówili, że to arcydzieło.

                • Nie wiem, nie uczeszczalem; calosci tekstu tez nie poznalem. Niewatpliwie jest to brak w kulturowym obyciu, edukacji w ogole; moze zdecyduje sie na lekture. Natomiast "kiedyś zaczęłam z uczniami rozmowę o archaniołach, to też oczy otwierali", szczegolnie w zestawieniu z "nie są uczeni" mnie rozbawilo. Ale mniejsza z tym.

                • Nie jestem katechetką, ani nie byłam nią, ale jeśli religia w szkole odbywa się tak często jak angielski czy matematyka i to od zerówki to uczniowie powinni znać podstawy. Ostatecznie ucząc się dwa razy w tygodniu przez jakieś 12 lat powinni nabyć wiedzę, i o tych aniołach to jest właśnie wiedza w zakresie przedmiotu. A przedmiot ten odbywa się tak często jak angielski - dwa razy w tygodniu.
                  To o aniołach i archaniołach może brzmieć śmiesznie dla kogoś spoza religii, ale to podstawy dogmatu, nam (uczonym jeszcze w salkach katechetycznych) znane z klasy drugiej.
                  Biblia kiedyś była niezbędna do znajomości literatury i odnośników kulturowych, teraz to się zmienia.

            • Świetna analiza filmu. Bardzo ciekawe opisy poszczególnych scen i ich symboliki. A z tym w "Zaćmieniu" miałem pewne kłopoty. W odróżnieniu chociażby od "Przygody", gdzie sporo scen jakoś zinterpretowałem (na swój sposób oczywiście).
              Małe sprostowanie. Ricardo to nie mąż Vittorii, lecz jej facet, kochanek, może długoletni narzeczony.
              Na koniec mała niezgoda. Dla mnie "Zaćmienie" to "tylko" arcydzieło. "Przygoda" jest jednak lepsza, to arcydzieło doskonałe, absolutne. Oglądając ją po raz pierwszy nie czułem żadnego dłużenia. Wręcz przeciwnie, po ostatniej scenie byłem nawet lekko zawiedziony, że to już koniec.

            • To jest DOSKONAŁE zrecenzowanie tego wielkiego filmu. Swoja drogą: Antonioni jako ważnego środka wyrazu używa tam "matki" filmu, artystycznej fotografii, która wbrew potocznym wyobrażeniom nie przedstawia czegoś takim, jakim jest, lecz to, co już zostało zinterpretowane przez fotografa. Wiem coś o tym, lata zajmowałem sie taką fotografią i wiem, że spośród np.15 ujęć trzeba wybrac potem to, które najlepiej "opowiedziało" to co przeżyłem i spontanicznie pomyślałem o danej sytuacji, gdy zapragnąłem ją sfotografowac. Antonioni ujęciami kamery pokazuje nie tylko piękny świat, ale też to w nim, co zestawione z historią bohaterki filmu staje się komentarzem - np.te wyżej opisane nogi Vittorii obok nóg krzeseł czy sylwetkę bohaterki filmu na tle pięknej architektury, która np.rzędami okien-oczu i tym własnie pieknem jakby stawała się osobną postacią tego świata.

          • polecam doskonałą analizę tego filmu https://doctorbcinema.wordpress.com/2010/05/05/analysis-of-m...
            ponadto zachęcam do zapoznania się z edycjami Criterion Collection zawierającymi komentarze. szczególnie dobre wyjaśnienie filmowego języka Antonioniego zawiera komentarz do L'avventure.

      • użytkownik usunięty

        Zawsze mnie to zastanawia, przy tym i przy wielu innych tematach. Dlaczego skoro wyskakujesz, jak tu na przykład, z zaćmieniem widowni, nie kontynuujesz dyskusji, tylko uciekasz, gdy ktoś prosi o argumenty, a nie rozmemłane, powtarzane w kółko, „pseudozarzuty” ;)

        I co jak co, ale ten film nie ma nic wspólnego z intelektualnym bełkotem, wręcz przeciwnie.

  • użytkownik usunięty

    Racja.Gniot.

  • Prawdę mówiąc, to i ja się przy nim nudziłam jak mops. Jeszcze z rana jestem jako tako przytomna - oglądałam rano, ale wieczorem, gdy TV Kultura emitował film nie byłabym w stanie utrzymać otwartych oczu. W każdym razie mój umysł rozumie psychologiczne niuanse bohaterki, ale ta jej pustka duchowa równie dobrze mogłaby trwać przez godzinę filmu bez straty dla zrozumienia bohaterów.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: