O kinie wczoraj i o kinie dziś.
Pora na śmiertelnie poważny temat. Kto przeczyta to co napisałem, będzie mógł zamówić sobie pizzę! To taka zachęta dla was.
Siedziałem dziś z tatą przy grillu. Opowiedział mi, że jak był młody chłopak, to w jego miasteczku było kino, do którego zawsze chodził z kolegami. Uwielbiali produkcje made in Hongkong jak Wejście Smoka, chodzili na nie po kilka razy. Potem czekali na kolejne wejścia smoka, tygrysa, żaby i czego tam jeszcze. Pewnego dnia puścili tam Klasztor Szaolin. Czekali na ten film do 12 w nocy, bo puszczali go we Włocławku, i facet zaraz starą nyską przywiózł taśmę do nich. Kino miało ok 300 miejsc siedzących, a tata mówi, że tej mnocy zebrało się z 1000 osób w kinie... Wszyscy z otwartymi gębami wptrywali się w ekran, jak zaczarowani. Ludzie stali, leżeli, siedzieli jeden na drugim ale nikt nie narzekał bo oglądali film. Tak, oglądali film, Potem były wojenne szlagiery jak Bitwa o Midway, był Rocky... I nadal ludzie zbierali się wypełniając salę kinową, by, oglądać film. Oglądać film.
Kilka tygodniu temu byłem w kinie, ale facet mnie postraszył, że seansu nie będzie. Było sześć osób. W końcu film puścili, było kameralnie i bezpłciowo. Po wyjściu z kina nikt nie rozmawiał o tym co zobaczył, każdy się rozszedł w swoją strone. Zapomnieli o tym, ze oglądali film. Że oglądali film. Podczas seansu co chwilę ktoś wychodził do łazeinki po pare razy, słychać było szelsty czipsów i syk otwieranej puszki. To przykre. Film był cienki, ale to ndal był film, który ogląda się w kinie.
"Cinema Paradso" reż. Giuseppe Tornatorre. Jest taka scena, w któej ludzie tłumem walą do kina, bo obejrzeć film. Operator widzie, że budynek nie pomieści tak wielu ludzi, więc puszcza slajd na sąsiedni blok. Ludzie nie przejmują się, że na tle twarzy Charlesa Chalpina widać okna, kwaty, tynk. Oglądają film, bo to jest coś. Płacą 5 centów, żeby zobaczyć coś fascynującego, cos nowego, coś co porywa. Chcą się śmiać, chcą się wzruszać, chcą się rozerwać, chcą zapomnieć. Zapomnieć o czym? O problemach, film dał im możliwość na kilka minut oderwać się od rzeczywistości. To była magia.
Pod blokiem
-A Szybcy i wściekli to to
-A Tomb Raider to tamto
-A najlepszy film to białe laski!
Dziś mało kto z ludzi w wieku do 20 kilklu lat, a więc młodzież i ludzie uczący się czy to w szkole czy na studiach, kojarzy kogoś takiego jak MArlon Brando czy Humphrey Bogart. Ich ojcowie i dziadkowie zapewne pamiętają czasy chodzenia do kina. Dziś oglądanie filmu to nie jest rytułał. Dziś oglądają po to, żeby popatzreć na ktorki, pozachwycać się efektami, a robi się po to, żeby dostać kolejne miliony, miliony, miliony. Jeden robi to dobrze, inny żle. Skonczył się czasy aktórów, którzy mieli tak wyraźną mimikę i ekspresję, że z ich twarzy dało się wyczytać emocję. Koniec 16 minutowego filmu, który obejmował tworzenie rakiety, wycieczkę na księżyc i powrót. Nie ma pasji.
W starym kinie... oglądało się pare lat temu na jedynce czy dwójce. Leciały hity sprzed kilku dekad, które reżyserowie traktowali jak własne dzieci. Dziś co spojrzeć w tele tydzień - MEGA HIT Faceci w czerni, FILM MIESIĄCA Dzień niepodległości, FILM ROKU Pojutrze. Na tylu taśmach zbiera się kurz, tyle dzieł ginie w mrokach piwinicach telewizji polskiej. Po co puszczać Spartakusa, skoto obejrzy go kilka dziadków i pare zapaleńców. Dziś trzeba tak puszczać film, zeby oglądalność była. Zróbmy 500 odcinków M jak Plebania Klanowa. Będą oglądali? Będą. Zerowy poziom? Zerowy. Kasa jest? Jest i to jaka! Zróbmy następne 500....!!!
Nie ma już Abotta i Costello, nie ma Flipa i Flapa, nie ma Charlie Chaplina, nie ma już nic. Film umarł, film jest martwy stary. Po co kończysz to piwo, masz karabin zamiast... kamery? Jeszcze niedawno tłum ludzi zbierał się, by obejrzeć Klasztor Szaolin. Dziś już nikt filmu nie ogląda. Dziś się patrzy na ekran.
A ja pamiętam jeszcze początki wideo :) Byłam na wakacjach u rodziny na wsi i tam w domu kultury raz w tygodniu puszczali filmy kung- fu, do dziś pamiętam niektóre tytuły "Mistrzyni Wu-Dang" "Żelazna Małpa" "Pijany Mistrz". Sala zawsze pękała w szwach. Siedzaiło się na krzesłach więc trzeba było przyjść o wiele wcześniej żeby cokolwiek widzieć :)
Tak mi sie przypomniało...
Pozdrawiam :)
Uważam,iż ta szczera i wylewna wypowiedz jest wyrażona w dość ostatecznym tonie, z którym nie do końca się zgodze. Moim zdaniem za czasów naszych dziadków i ojców mozliwość obejrzenia filmu w kinie była wydarzeniem m. in. dlatego,iż tego typu wynalazek był jeszcze czymś nowym i zarezerwowanym dla ograniczonego grona....nie każdy miał możliwość zasiąśc przed ekranem swego własnego odbiornika... Poza tym treba wziąść pod uwagę fakt,iż w tamtym okresie kazdy film był atrakcją......oczywiście i wtedy bywały gorsze i lepsze repertuary....ale cy dziś film o klasztorze Shoalin i jego walecznych braciach byłby taką atrakcją? chyba raczej nie zbyt by wstrzosnęło przecietnym widzem w dzisiejszych czasach, takie przeczucie..... i to nie dlatego , iz kino, wg rozmówcy powyzej, umarło....Trzeba wziąść poprawkę na fakt,iż czasy się zmieniły oraz także potrzeby widzów....nie chce przez to powiedziec,że przecietny widz zaspakaja sie dawką wyrafinowanych efektów specjalnych, krwawo zakrapianych tym i owym ......Obecnie mamy szeroki wybór tematyki filmów, od prostych i odmóżdżających po kino cięzkie, surrealistyczne,pełne symboliki nad,którą głowkowac sie mozna godzinami.....tak samo z jest z grą aktorską i aktorami...mona oglądać początkujące aktoreczki z obajwami maski i braku mimiki , czesto także występującego u osób chorych na Parkinsona,a także niesamowitą grą emocji u dośw. aktorów....gdzie jedno spojrzenie wyraża tysiąc słów...inna sprawa,iż czesto kino b. wyrafinowane jest czesto rzadziej emitowane, poniewaz nie zawsze jest rozrywka dla mass...ale dla wytrwałego kinomana to zaden problem.... Rynek medialny rządzi sie swoimi prawami ..... ale uwazam, ze nie oznacza to śmierci dobrego , porządnego kina,o którym powyzszy rozmówca wspomniał...
Pozdrawiam M.
Brawo Stary !!!!!!!!!!!!!!
Już Cię lubię
Ale wszedłem na Twój blog i co widzę?
Ale trzymaj tak! polecam Ci coś więcej niż tylko egzaltację .
Oglądaj stare filmy .
Nietolerancję , Brzdąca , Wilki morskie i tysiące innych . I nie mów że nie ma dostępu do starego dobrego kina . Ostatnio TVP nadawała film Nasz człowiek w Hawanie ! Przegapiłeś ? Czemu piszesz że nikt nie ogląda . Wejdź na moją stronę . Jestem tu zaledwie trzeci dzień a już kocham ten webfilm . To co zobaczysz w moich ulubionych to zaledwie fragment tego co widziałem i co dołączyłem ledwie w czasie jednego wieczoru . Są tu tacy którzy na "Przybycie Tytanów " stali w kolejce prawie dwie doby pod Iluzjonem Filmoteki Polskiej . Nie jest tak źle kolego "nie wszyscy Jomswikingowie umarli " pozdrawiam Cię serdecznie i dodaję do ulubionych . Popatrzę od czsu do czasu jak się rozwija Twoja miłość do klasyki KINA
Dzięki za odpowiedź
Mam nadzieję że Cię nie uraziłem
Miło pośród powszechnego tu bełkotu znaleźć sympatycznego osobnika pragnącego coś sensownego wnieść na stronę i próbującego zaangażować innych w niezły temat .
nie od dzisaj wiadomo ze telewizja to 3 wladza,. przeciez tak jest nie tylko w Polsce, do kina ludzie nie chodza bo z neta mozna wszytko sciagnac..tak juz jest wszytko poukladane
Co racja to racja. Dziś kino nie jest już taką sensacją jak kiedyś, w sumie nie ma już wiele do zaoferowania widzowi. Kiedyś ludzie chodzili, bo to było coś nowego, coś oryginalnego. Dziś niejeden młokos woli wydać te 10 zł na cztery piwa niż na dwie godzinki w niewygodnym siedzeniu podczas projekcji filmu.
Gwoli ścisłości - ja wcale nie jestem typem depresyjnym, nie piszę o tym zjawisku jak o końcu świata. Może ton mojej wypowiedzi jest nieco "ostateczny", ale to raczej z sentytmentu niż obawy... Marzy mi się pełna sala kinowa wypełniona na maksa, w której panuje idealna cisza, bo każdy chce wylapać każde słowo....
Co do wypowiedzi Danny Boya - tylko po częsci się zgadzam z tym, że telewizja kształtuje nasze gusta. W końcvu oglądamy to co puszczą, ale sami wybieramy, sami decydujemy, co nam się podobało bardziej. Dobrze też, że są wypożyczalnie wideo, gdyż znam kilka przypadków, że ktoś po obejrzeniu filmu, zasugerował się nazwiskiem reżysera i poszedł wypożyczać jego inne filmy. To pozytywne zjawisko.
I jeszcze jedna rzecz - ja wcale nie mieszam z błotem dzisiejszych produkcji. Lubię eksperymenty w kinie, lubię wspólczesne nazwiska, z którymi mam większą styczność. Lubię sobie czasem usiąść, za przeproszeniem, z dupą na fotelu, wypić colę i zeżreć kilo czipsó podczas seansu np. efektowen sensacji czy też jakiejś komedii, całkowicie się relaksując. Jednak w tych starszych filmach czuć pasję (i nie chodzi mi tu bynajmniej o pokręcony film Gibsona :P) i zaanagażowanie. Czuć, że jak jeden z drugim pracowali przy filmie, to wkladali w niego całe serce. A dziś trzeba przerywać okresy zdjęciowe, bo aktorowi ponakładały się terminy...
Dzięki za okazanie zainteresowania.
Pozdrawiam, Szymek.
And one more thing! (błysnąłem angielszczyzną a jak!)
Narzes, piszesz "Ale wszedłem na Twój blog i co widzę? "
No właśnie, co chciałeś przez to powiedzieć, bo nie wylapałem kontekstu :)
Ponownie pozdrawiam, Szymek.
Niewiele masz ulubionych "staroci"
Nie obrażaj się ale ja trochę inaczej widzę klasykę a i w moich ulubionych nie dodałem nawet 1% tego co cenię widziałem i chciałbym innym polecić jestem tu tak króciutko
No więc skomentuje to tak. W ulubionych mam kilkanaście filmów, które oglądałem po kilkanaście razy i nigdy mi się nie znudzą. Wiem, że większość z nich to nowsze produkcje.
Co do tej klasyki, to staram się oglądać TCM i inne kanały które emitują "starocie". Lubię filmy starsze, urzeka mnie w nich własnie czerń i biel, właśnie doskonałe i wyraźne aktorstwo... np znam aktora takiego jak James Cagbey, który to bez wątpienia grywał w klasykach, ale widziałem z nim tylko dwa filmy. I mimo, że mi się podobały, to nie mogę ich uznać za swoje ulubione filmy. Z kolei Bogarta widziałem w wielu filmach i mimo, że każdy oglądałem po 1 razie i większość mi się podobała (oprócz Drogi do Marsylli) i co najważniejsze, on w każdym z tych filmów wypadał rewelacyjnie. Dlatego moge śmialo powiedzieć, że jest jednym z moich ulubionych ludzi kina.
Mam nadzieję, że ta wypowiedżź rzuci nieco światła na dobór moich ulubionych :P
Pozdrawiam, Szymek.
Ok Szymek i tak miałeś u mnie ogromnego plusa
A co powiesz o troszkę nowszych i lżejszych produkcjach
np Sama Raimi
Lżejsze produkcje powiadasz...
Zacznę od imć Sama Raimi. Otóż ten facet to dla mnie synonim SpiderMana, którego nie cierpię, jak zresztą 99% filmów powstałych na bazie komiksów... Ale wiem też, że to spod jego ręki wyszło kultowe Martwe Zło i po prostu dobry film sensacyjny osadzony w realiach westernu Szybcy i Martwi. Jest mi raczej obojętny.
A jeśli chodzi o moje gusta jeśli chodzi o ten typ rozrywki filmowej - to uwielbiam angielskiego reżysera Guya Ritchie - jego dwa filmy - Przekręt i Porachunki. Zrealizowane ze stylem, pełne świetnych textów i barwnych postaci. Obiektem mego bezgranicznego uwielbienia jest natomiast Woody Allen, mały zgarbiony rudy pracoholik z depresją, spod ręki którego wyszło kilkanaście świetnych, wręcz genialnych produkcji! Gdy się ogląda jego filmy, humor od razu się poprawia a serce bije szybciej. Podczas "Bierz forsę i w nogi" przybyło mi kilka lat życia od śmiechu :).
Jeśli chodzi natomiast o amerykańskie komedie młodzieżowe, to wogóle, wogóle i jeszcze raz wogóle mi to nie leży. To nie dla mnie.
Zdaje się, że zbaczamy z tematu głównego ;p
Pozdrawiam, Szymek.
No stary, rzeczywiście dowaliłeś melancholijny temat że hej ;) Trafna uwaga z tym że eraz mlodzież do 20 kilku lat, zachwyca sie plastykowymi obrazami, podziwiając efekty itd. Ale trzeba pamiętac o wyjątkach. Na filmwebie można zaobserwować ilu nastolatów zachwyca się naprawdę dobrym, starym i nowym kinem. Sam mam kumpla który jest w podobnym wieku jak ja i też jest wielkim fanem - koneserem kina. Troche przesadzasz mowiąc że film umarł :) Obniżył loty, ale ciągle daje radę i czasem nawet zachwyci jakąś nowością. A co do Raimiego, to kurde uwielbiam 'Martwe Zło'. Guy Ritchie to świetny przykład na to, że w dzisiejszych czasach film może jeszcze zachwycić i wniesc cos nowego. 'Lock, stock...' i 'Snatch' to niesamowite obrazy. Chyba oboje zacieramy już ręce na 'Rewolwer' ;)
PS. Nie zamowilem sobie pizzy, bo jadlem bulke z kotletem!
A ja OGLĄDAM filmy, podobnie jak spora grupa moich znajomych i tysiące ludzi co roku jeżdżących na Nowe Horyzonty, czy inne festiwale. A w hollywood od zawsze robiło się dla kasy filmy, które zawsze traktowano z obowiązkową pogardą...
Dziś natomiast też powstają filmy, które widza bardziej wymagającego usatysfakcjonują. Pewnie, że kiedyś inaczej oglądało się filmy, wszystko było inaczej. Tylko to nie jest tak, że nagle coś widzom zabrano, ktoś przyszedł, zabrał seansom kinowym ich rytualnu posmak i schował go sobie do kieszeni. My, widzowie znacznie się do tego przyczyniliśmy, tylko łatwiej jest zwalić winę na okoliczności zewnętrzne i jednoczyć się w marudzeniu zamiast w salach kinowych, w odbiorze filmu.
Narzekanie: a to na multipleksy pożerające "kameralne" kina, a to na poziom hollywoodzkich produkcji, a to na jedzenie podczas seansu, daje się słyszeć zewsząd i nieustannie. Jakiś czas temu przeczytałem, że dla "wyrobionych" widzów małe kina są lepsze od wielkich, bo dźwięk w nich nie jest najlepszy, obraz pozostawia wiele do życzenia, ale za to mają "klimat". Poza tym widzowie wcale nie chcą oglądać twarzy ulubieńców na wielkich ekranach, bo widać wtedy zmarszczki, pryszcze i inne niedoskonałości.
Ja być troglodytą, bo ja woleć dźwięk w technologii THX, wygodne fotele i ekran 6 na 10 metrów (czy ile tam...) nawet za cenę tego tajemniczego "klimatu", którego i tak nie udać mi się w kinach-klitkach zaobserwować (bo publiczność jest ta sama i tu, i tu). Szelszczenie i chrupanie uchodzić mojej uwadze, kiedy ja być skupiony na filmie, a jeżeli aktorka mieć niedoskonałą cerę, albo trochę celulitu na biodrach, to niech sobie mieć, bo ja nie przychodzić na pokaz mody; jeżeli postacie na ekranie mają być autentyczne, to wręcz powinny odbiegać od popkulturowego ideału urody (w końcu wszyscy od niego odbiegać).
Ale po co iść do przodu, kiedy można smęcić w kółko o tym, "jak to kiedyś pięknie było..." Za PRL-u świat inaczej wyglądał, na pewno stosunki międzyludzkie były bliższe, a poczucie wspólnoty większe, tylko co z tego. Zamiast sentymentalnych wycieczek proponuję spróbować w obecnych czasach przywrócić kinu jego czar, tylko że to musi wyjść od nas. Szymku, czy po wspomnianym seansie próbowałeś z kimś porozmawiać, wymienić się wrażenami? Do licha, jeżeli wszyscy zgodnie żałujemy "starych dobrych czasów" to może wystarczy tylko się trochę na ludzi otworzyć, a okaże się, że jest z kim autentycznie przeżywać seans. Chyba że ci, co tę magię kina cenią tylko siedzą przed komputerami, a do kina nie chodzą?
No i ja woleć oglądać "Sin City" w multipleksie niż "Rocky'ego" gdziekolwiek indziej.
Pozdrawiać;)
Powiedz czemu tak na prawdę ma służyć ten "manifest"? Dziś każdy ogląda co sobie życzy, a możliwość wyboru jest luksusem, którego nie posiadali nasi ojcowie, dziadkowie... Nie zgodzę się z Twoim poglądem, że film jest dobry tylko dlatego, że jest stary (nie napisałeś tego dosłownie, ale to wynika z Twojej wypowiedzi). Powiedz mi, w czym lepszy jest (był) Bogart od De Niro, Brando od Oldmana, czy Chaplin od Hanksa? Czy "Hero" jest gorszy niż "Klasztor Shaolin"? Nie sądzę... W tamtych czasach po prostu produkcja filmów nie była aż tak masowym zjawiskiem jak ma to miejsce teraz; kino uległo totalnej komercjalizacji, co nie znaczy, że wśród setek tytułów nie znajdziesz dziś niczego dobrego... Dawniej ludzie chodzili do kina, bo było na to zapotrzebowanie, telewizja nie pokazywała filmów pół roku po premierze kinowej... Inne czasy - inny widz, inny widz - inne oczekiwania. A to, że oglądanie filmów nie jest rytuałem, specjalnie mnie nie martwi, bo nie potrzebuję niczego takiego, żeby umieć "wczuć się" w dzieło. Piszesz: "Płacą 5 centów, żeby zobaczyć coś fascynującego, cos nowego, coś co porywa. Chcą się śmiać, chcą się wzruszać, chcą się rozerwać, chcą zapomnieć." Czy rzeczywiście dziś jest inaczej?... Ide po tą PIZZE :)
P.S. Wreszcie ktoś rozpoczął porządny temat, żygać się już chce od tych rankingów na najprzystojniejszego aktora. Dzięki wielkie i pozdrawiam.