Ej kojarzy ktoś może tytuły tych filmów?
Pierwszy jest o tym, że w miasteczku była grupka ludzi i jak się ściemniało to przychodziły takie potwory, których nie było widać ale wtedy żarówki tak migały i się przepalały. Była jeszcze scena, że był pies, który szczekał na coś i go tak rozpiłowało.
A drugi był o takim osobnym mieście gdzie żyły roboty, które myślały, że są ludźmi, a tam wszystko było legalne gwałty, zabójstwa itp. Coś w stylu Westworld tylko bardziej współcześnie. I była taka blondynka, która codziennie się budziła i myślała, że jedzie na studia i ona pracowała w barze. A potem jak ją ktoś zabił to mieli ją naprawić, ale uciekła. I był tam taki facet z brodą, który nie lubił tego miejsca bo uważał je za bezsensowne.