prośba chyba głównie do dziewczyn: polećcie coś na babski wieczór. chodzi mi tu o jakąś głupawą komedię romantyczną, najlepiej z jakąś blond w roli głównej. taką, gdzie wszystko się dobrze kończy, na czym można by było się pośmiać, itede. rozumiecie o co mi chodzi?
no, czekam na propozycje. z góry dzięki.
Wiem o co ci chodzi, ostatnio sama mialam taki wieczorek ( a wlaściwie noc). No więć : "Córka prezydenta" z Kati Holms, "Cindirela story" i slodki Chad Michael Murray. POzatym takich filmów jest masa, na pewno cos znajdziecie.
Yorrick jak zwykle mnie rozwalił. :)
Sorry, źle odebrałam post. Kwiat, myślałam, że jesteś facetem, który zgrywa macho...
miałam przyjemność zobaczyć, też na takim 'babskim' posziedzeniu ^^ ale dzięki za wszystkie propozycje, teraz łatwiej mi wybrać ;)