Filmweb sp. z o.o.
https://www.filmweb.pl/news/Grali%C5%9Bmy+w+%22RAGE+2%22-132733

Graliśmy w "RAGE 2"

  • autor: Bartosz Czartoryski
  • Gry
Londyńska sesja hands-on była skromna, acz owocna, bo dziennikarzom pozwolono spędzić przy komputerach przeszło trzy godziny. Bartek Czartoryski zwiedził przez ten czas kawał pustkowia.

rage-2-b-iext52933059.jpg


Gdzieś kiedyś słyszałem, że po katastrofie nuklearnej, lub jakiejkolwiek innej, która pochłonie cały nasz świat, nastanie bezkresne skwarne lato albo niekończąca się mroźna zima. Co jakiś czas powracałem do tej myśli, dumając, co bym wybrał. I chyba jednak, tak jak studia opracowujące kolejne gry postapokaliptyczne, postawiłbym na słonko. Podejrzewam, że firmy produkujące gry kierują się raczej kwestiami praktycznymi, bo łatwiej machnąć pustynię niż śnieg, dlatego nie dziwi mnie, że i "RAGE 2" oferuje przede wszystkim śmiganie po piachu i wyschniętych skałach. Ale nie jest to bynajmniej zarzut, bo i wystarczy rzut oka na wydaną przed ośmioma laty pierwszą część gry, aby wykoncypować, gdzie będziemy śmigać w sequelu. Ten osadzono trzy dekady później, lecz nie zmieniło się dużo. Dalej każdy próbuje wykroić dla siebie jak największy kawał tortu.

3 21


Naszym wrogiem jest niejaki Kelgg Clayton, który bruździ nam do spółki z Authority, zbrojną i całkiem nieźle zorganizowaną ekipą chcącą porządkować sobie ten pozlepiany byle jak, nowy świat, na co my, rzecz jasna, się nie godzimy. "My" to niejaki albo niejaka Walker (nie udostępniono nam co prawda opcji wyboru płci, ale zauważyłem, że raz mówię głosem męskim, a raz kobiecym, zależnie od odpalonego stanu gry), obowiązkowo wkurzony żołnierz, któremu zmieciono chałupę z powierzchni ziemi, na szczęście dla nas wyposażony w mikroskopijne ustrojstwa zwane Nanotrytami. Owe dynksy umożliwiają nam naładowanie postaci specjalnymi umiejętnościami, co będzie miało niebagatelne znaczenie strategiczne. Z uwagi na ograniczony czas sesji i chęć poznania jak największego kawałka świata oraz niejaką konieczność liźnięcia różnorodnych misji pominąłem poboczne zadania związane z wyścigami i zdobywaniem fejmu, ale słyszałem od kumpli po fachu, że będzie można zostać gwiazdą telewizji (nazwanej odpowiednio Mutant TV) i czerpać z tego jakieś profity. Sam ograniczyłem się do zestrzeliwania należącego do stacji sprzętu, przy okazji eksploracji ciągnących się kilometrami pustkowi. I nie tylko pustkowi, bo otwarty świat "RAGE 2oferuje również bagniska i, mówiąc oględnie, inne tereny zielone, lecz krajobraz nie ma zbytniego wpływu na kształt rozgrywki i zdaje się pełnić jedynie funkcję estetyczną.

A te najlepiej przemierzać po bożemu, tak jak pokazuje nakreślona na mapie krecha, bo pełno tu stromizn, z których można się malowniczo spierdzielić, lecz gra nie ułatwia podążania wydeptanym szlakiem. Może to pierdółka, ale, z jedną ręką na kierownicy, a drugą na spuście, zdarzało mi się źle skręcić i, zmylony znakami na drodze, jechałem radośnie dalej, orientując się dopiero po jakimś czasie, że strzałka wskazuje do tyłu, a nie do przodu. Czerwonawe drogowskazy wyświetlane przed maską auta mają zbyt duży kąt rozwarcia i choć brzmi to jak problem pierwszego świata, nie raz przewracałem przez to oczami. Lecz nie zepsuło mi to pierwszego kontaktu z "RAGE 2", ten był całkiem satysfakcjonujący, a przynajmniej do czasu. Sama konstrukcja mapy przypomina tę z "Mad Maxa" (również opracowanego przez Avalanche Studios) i ma ten sam minus: pustkę wypełniają tutaj tylko naparzający się z ludźmi mutanty (nie opłaca się interweniować) oraz przejeżdżające konwoje (te akurat godne są zainteresowania, choć niełatwo je rozwalić). Same miasta to tradycyjne zbitki tego, co zawsze: sklep z tym, sklep z tamtym i koleś zlecający nam misje. Ergo: niby jest tutaj co robić, ale chyba za bardzo nikomu nie chciało się wymyślać nic szczególnie oryginalnego.

3 21


Zaliczone przeze mnie misje również opierały się na schemacie "wybij wszystkich na danym obszarze", co może i nie powinno dziwić, skoro mamy do czynienia z FPSem, lecz "RAGE 2" nie zaoferował mi żadnej wartości dodanej, po prostu trzeba było wykosić wszystkich jak najefektywniej i pozbierać, co zostało. Ba, zapamiętałem chyba tylko jedną rozpierduchę, gdzie miałem do czynienia z jakimś skleconym na szybko mechem i ten dał mi popalić. I choć po mutantach nie spodziewam się szczególnych predyspozycji intelektualnych, potrafią oni reagować cokolwiek dziwacznie i biernie, dlatego musiałem się niekiedy bawić w kotka i myszkę, szukając ostatniego do wykoszenia delikwenta, bo zdają się mieć oni na danym terenie jasno wytyczone granice, poza które się nie zapuszczają. O ileż lepiej walczy się z żołnierzami Authority, na których naskoczyłem na wczesnym etapie gry (misje podzielone są na stopnie trudności, czyli od razu wiemy, na co się porywamy i oceniamy, czy damy radę) i choć wybicie ich zajęło mi ze dwadzieścia minut wojny podjazdowej (im, tak jak i mutantom, nie chciało się mnie ścigać), było to jednak satysfakcjonujące. Spodobała mi się za to misja polegająca na pokonaniu mutanta-olbrzyma, na którego również rzuciłem się na samym początku, ale straciłem zapał, gdy po raz dziesiąty zmiażdżył mi łeb. I rozczarowałem się srodze, bo kiedy zacząłem wychodzić z kanału, chcąc się dozbroić, okazało się, że wybici przeze mnie wrogowie magicznie ożyli.

3 21


Za główny cel moich podróży obrałem sobie tak zwane Arki, specjalne kapsuły, które dało się otworzyć dopiero po, niespodzianka, wybiciu wszystkich krzątających się w okolicy brzydali, bo nagrodą za ich odkrycie były wspomniane specjalne zdolności. Udało mi się odblokować między innymi podwójny skok oraz wywoływane machnięciem ręki pchnięcie falą uderzeniową (od której słabsi przeciwnicy nie tylko się odbijali, ale i pękali jak baloniki wypełnione juchą) i wtedy faktycznie można poczuć się jak człowiek, a raczej jak naładowany niemałą mocą żołnierz. Każda rozpierducha uzupełnia nam także specjalny wskaźnik Overdrive, który, odpalony, zwielokrotnia nasze możliwości bojowe. I to wszystko jest naprawdę fajowe, a "RAGE 2" może dostarczyć godzin nie lada rozrywki, lecz trudno uwierzyć, że będzie mogło konkurować z najlepszymi. Szczególnie gdy zepsuty został integralny element gry, czyli prowadzenie auta lub motocyklu. Model jazdy, czuły i zbyt "lekki", sprawiał, że korzystanie z pojazdu było dla mnie koniecznością, a nie przyjemnością, choć zależy to zapewne od osobistych preferencji. Nie pomagał też brak widoku z perspektywy pierwszoosobowej. Wszystko to sprawia, że nie wróżę "RAGE 2" zbyt świetlanej przyszłości, choć amatorzy się na pewno znajdą. Lecz pograć trzy godziny to niby jak obejrzeć pierwszy odcinek serialu składającego się z dziecięciu, ale chyba odpuszczę sobie resztę sezonu.

zobacz też: