"Tam gdzie owce moje, tam i pasterz" dokumentuje tragiczne wydarzenia z 1940 roku we wsi Rudno, gdzie niemieccy okupanci zamordowali 50 mieszkańców i proboszcza Romana Ryczkowskiego. Film rekonstruuje historię społeczności, której życie przerwał akt zbiorowej zemsty za śmierć niemieckiego żołnierza.
Mieczysław Smorawiński pojawia się w zbiorowej świadomości prawie wyłącznie jako ofiara zbrodni katyńskiej. Mało znany jest przeciętnemu odbiorcy jako nowoczesny, sprawny dowódca, żołnierz, który dynamicznie szedł po szczeblach wojskowej kariery, stając się w roku 1927 najmłodszym generałem Wojska Polskiego.
Jak to by było być Norwidem? Bo wszyscy mówią, że geniusz, ale że dziwak, że samotnik, że nieszczęśnik, że nikt go nie rozumiał, że z życiem niespecjalnie dał sobie radę, że skazany na zły los, że kochał w uniesieniu bez wzajemności, zmarł w biedzie w przytułku, a i po śmierci pochowano go obok tych, których specjalnie nie lubił. A co jeśli to mit? Co jeśli Norwid był towarzyski, lubiany, współpracował z Polonią na emigracji? Co jeśli się stylizuje, bo jego wybór wynika z obserwacji życia?
W latach 1941-1943 działaniami realizowanego przez Heinricha Himmlera Generalnego Planu Wschodniego objęto ponad 100 tys. mieszkańców Zamojszczyzny Polegał on na tworzeniu dla Niemców "przestrzeni życiowej" na wschodzie. Zakładał wysiedlenia i eksterminację mieszkańców terenów Zamojszczyzny. Dzieci o cechach aryjskich miały być zgermanizowane w niemieckich rodzinach. Z ponad 30 tys. małych mieszkańców Zamojszczyzny kilkanaście tysięcy przesiedlono w głąb Rzeszy. Po wojnie wróciło z nich do Polski zaledwie 800. Zamojszczyzna była jednym z pierwszych niemieckich terenów osiedleńczych w Generalnym Gubernatorstwie i jednym z pierwszych objętych masowymi wysiedleniami. Akcja wysiedleńcza rozpoczęła się w nocy z 27 na 28 listopada 1942 r. w Skierbieszowie.