Spike Lee reżyserujący Davida Byrne'a z Talking Heads? Jeśli myśleliście, że rok 2020 nie może was już niczym zaskoczyć, byliście w błędzie. "David Byrne: American Utopia" to prawdopodobnie jeden z najbardziej amerykańskich i najbardziej oryginalnych filmów, jakie zobaczycie w tym roku. Wbrew pozorom nie jest to tytuł wyłącznie dla fanów zespołu, jego lidera czy nawet musicali z Broadwayu. To aktualny komentarz do sytuacji politycznej w Stanach Zjednoczonych i autorski rodzaj TED talku przerywany piosenkami i układami choreograficznymi. Z ekranu sączą się leniwie cytaty z Jamesa Baldwina i Janelle Monáe, wspominane są ofiary prześladowań rasistowskich: Emmett Till, George Floyd, Breonna Taylor czy Ahmaud Arbery. Najbardziej niezwykłe jest jednak to, z jaką powściągliwością i szacunkiem Spike Lee podchodzi do scenografii i wizji Byrne'a. Dominuje szarość i asceza, a każdy przebłysk koloru (choćby na powiekach performerów) okazuje się politycznym manifestem. Jak napisał "Vanity Fair": "American Utopia Spike'a Lee pokazuje Davida Byrne'a w szczytowej, elektryzującej formie!"
Film „Fair Game” to dramat oparty na biografii Valerie Plame Wilson (Naomi Watts), byłej tajnej agentki CIA. W lipcu 2003 roku mąż Valerie, ambasador Joseph Wilson, na łamach New York Times oskarżył administrację prezydenta George'a W. Busha o manipulowanie i okłamywanie opinii publicznej w sprawie posiadania przez Irak broni masowego rażenia. Fakt ten miał usprawiedliwić atak Stanów Zjednoczonych na Irak, mający miejsce cztery miesiące wcześniej. Konsekwencją ruchu ambasadora było ujawnienie tożsamości jego żony oraz jej powiązań z agencją, co w USA jest przestępstwem. W 2005 roku Valerie odeszła z CIA i razem z mężem złożyła sprawę do sądu z powództwa cywilnego. W wyniku procesu skazany został szef sztabu wiceprezydenta Dicka Cheneya, Lewis "Scooter" Libby.
Rok 1966. Po zwycięstwie na Kubie Ernesto Guevara niespodziewanie rezygnuje ze swojej pozycji i pod przybranym imieniem wyrusza do Boliwii, aby zorganizować kolejną rewolucję.