Bliźniaki, Karl i Ann kończą szkołę średnią. Ich bogaci rodzice chcą, żeby dzieci odniosły w życiu sukces. Ambitna dziewczyna wie, czego chce od życia, jej brat ciągle szuka. 17-latek prowadzi bloga, gdzie wrzuca zdjęcia i filmy, kreując wyimaginowany świat. Obserwują go tysiące fanów, którzy do końca nie wiedzą, co jest prawdą, a co kreacją. Kiedy Karla rzuca dziewczyna, chłopak zwraca się do wiernych wielbicieli. Oddaje im pełną kontrolę nad wszystkim, co od tej pory zrobi. Pozwoli decydować o każdym aspekcie swojego życia. A nawet o śmierci.
Bohaterami filmu Ziada Kalthouma są syryjscy robotnicy budujący gigantyczny drapacz chmur w Bejrucie. Warunki pracy są ciężkie, do tego po dziewiętnastej nikt nie może opuścić placu budowy, który stał się ich tymczasowym domem. Kiedy oni budują kolejny wieżowiec w stolicy Libanu, ich domy w Syrii znikają pod bombami. Bo „Smak cementu” to przede wszystkim opowieść o wojnie. Cementowy pył, który bezustannie wdychają robotnicy, przywołuje przerażające wspomnienia miast obracanych w gruzy, krwi i śmierci. Syryjski reżyser umiejętnie zestawia ze sobą obrazy: ramię gigantycznego dźwigu niczym armatnia lufa skierowana na centrum miasta, ryk buldożerów przywodzących na myśl czołgi, pneumatyczny młot wystukujący przerywany rytm jak karabinową serię. Ruiny Aleppo mielone gąsienicami i zapierające dech w piersiach panoramy Bejrutu – w onirycznej, wysmakowanej wizualnie wizji Kalthouma obie rzeczywistości przenikają się i łączą, dając jednocześnie nadzieję: tak jak w Libanie, syryjska wojna też się kiedyś skończy.