Na lotnisku w Addis Abebie tragarze wyładowują worki z żywnością dla głodującego kraju, a w tym samym czasie do innych samolotów ładowana jest... żywność na eksport. Od obserwacji takiej sceny Joakim Demmer rozpoczął siedmioletnie, jak miało się okazać, filmowe dochodzenie w sprawie wielkich zagranicznych inwestycji w etiopską ziemię. "Martwe osły nie boją się hien" to wytrawny polityczny thriller, zachowujący jednocześnie najwyższe standardy dokumentalnej rzetelności. Demmer odsłania przed nami świat, w którym saudyjscy inwestorzy i skorumpowane etiopskie władze, wykorzystując finansowe wsparcie Banku Światowego, siłą wysiedlają całe społeczności, spychając drobnych rolników w zależność od pomocy humanitarnej i inicjując błędne koło przemocy. Brutalne represje spotykają niezależnych dziennikarzy i obrońców dewastowanego środowiska.
Bohaterami filmu Ziada Kalthouma są syryjscy robotnicy budujący gigantyczny drapacz chmur w Bejrucie. Warunki pracy są ciężkie, do tego po dziewiętnastej nikt nie może opuścić placu budowy, który stał się ich tymczasowym domem. Kiedy oni budują kolejny wieżowiec w stolicy Libanu, ich domy w Syrii znikają pod bombami. Bo „Smak cementu” to przede wszystkim opowieść o wojnie. Cementowy pył, który bezustannie wdychają robotnicy, przywołuje przerażające wspomnienia miast obracanych w gruzy, krwi i śmierci. Syryjski reżyser umiejętnie zestawia ze sobą obrazy: ramię gigantycznego dźwigu niczym armatnia lufa skierowana na centrum miasta, ryk buldożerów przywodzących na myśl czołgi, pneumatyczny młot wystukujący przerywany rytm jak karabinową serię. Ruiny Aleppo mielone gąsienicami i zapierające dech w piersiach panoramy Bejrutu – w onirycznej, wysmakowanej wizualnie wizji Kalthouma obie rzeczywistości przenikają się i łączą, dając jednocześnie nadzieję: tak jak w Libanie, syryjska wojna też się kiedyś skończy.