Jeff Nathanson

[{"id":1,"name":"screenwriter","above5p":true,"career":{"name":"scenarzysta"},"ranking":{"name":"Scenariuszy","link":"/person/ajax/roles/48512/1","url":"/ranking/person/screenwriter"},"rating":{"count":1003,"rate":6.577268195413759,"desc":"oceny","profession":"scenariuszy"}},{"id":17,"name":"originalMaterials","above5p":false,"career":{"name":"autor materiałów do scenariusza"},"ranking":{"name":"Materiałów do scenariusza","link":"/person/ajax/roles/48512/17","url":"/ranking/person/originalMaterials"},"rating":{"count":76,"rate":7.197368421052632,"desc":"ocen","profession":"materiałów do scenariusza"}}]
6,6
1 003 oceny scenariuszy
powrót do forum osoby Jeff Nathanson
  • Znakomity reżyser Jon Favreau ("Księga dżungli), jeszcze lepszy scenarzysta Jeff Nathanson ("Terminal") okazali się niewolnikami oryginału. I jednocześnie... nie.
    To rzecz niesłychanie rzadka: zrobić remake tak bardzo wierny oryginałowi, a jednocześnie tak poprzesuwać akcenty poszczególnych scen, by w zasadzie wywrócić wszystko do góry nogami.
    Reżyser i scenarzysta chyba chcieli w ten sposób zaznaczyć swój wkład i swoją odrębność wobec oryginału, ale paradkosalnie nie uszanowali w ten sposób oryginału, ba, zaszkodzili mu. Wykecili wymowę poszczególnych scen.
    Np. scena ponownego spotkania po latach Simby z Mufasą w chmurach (teraz, w wersji cyfrowej to spotkanie-pojednanie ojca z synem, w animowanym oryginale była to scena pełne żalu i słusznej pretensji ojca do syna o to, że wyparł się swoich korzeni).
    Niby to samo a nie to samo.
    Piosenki - tu są od czapy, zwyczajnie nie pasują do bądź co bądź filmu, nie bajki. Należało je porzucić.
    Film wizualnie zachwycający i to co fabularnie nowe też zachwyca (wędrówka... sierści Simby aż do Rafiki, pasywna postawa Królowej Sarabi wobec Skazy, przepędzanie zwierzyny z lwiej ziemi przez nienażarte hieny, pustka idei hakuna matata - to wszystko się naprawdę udało. Szkoda, że twórcom zabrakło nonkonformizmu, by opowiedzieć swoją historię, bo tę historię, którą opowiedzieli, opowiedzieli nieudolnie.

    W pamięci pozostają 2 dialogi (to naprawdę niewiele):
    1)
    "Nadchodzi czas DOBREJ ZMIANY!" - rzecze Skaza z lwiej skały do poddanych tuż po zabiciu prawowitego władcy, Mufasy i zaprowadzając rządy hien.

    2) Timon na widok Zazu powiada "O ptak!... Zrób jajko" :-)
    bodaj jedyna zabawna kwestia w całym filmie.

  • AutorAutor Film animowany ROZDZIERAŁ SERCE, film cyfrowy ogląda się z zainteresowaniem, ale bez większyzch emocji - to spora różnica, wynikająca z kilku powódów, ale jeden jest ewidentny - film cyfrowy jest bardziej zawoalowany. Może nawet pruderyjny.
    Trudno w to uwierzyć, ale bajka była bardziej dosadna przez to, że była przejrzysta, jednoznaczna. Śmierć Mufasy została tam ukazana wprost, tymczasem w wersji cyfrowej wszystko spowija mgła niedopowiedzenia (do tego stopnia, że dzieci na sali dopytywały, co się właściwie stało?).
    Podobnież finałowa scena pojedynku Simby ze Skazą - jest tak niejasna, tak nieczytelna, że gdy Skaza spadał w przepaść, dzieci dopytywały, któ wygrał?!
    Film cyfrowy pogrywa z emocjami dzieci, bawi się z nimi w ciuciubabkę nie nazywając rzeczy po imieniu. Traktuje dzieci jak dzieci. O katharsis nie może być mowy. Co więc pozostaje? Obojętność, obojętność wypełniana popcornem.
    Bolesne doświadczenie.
    A to przecież seans miał nim być. Miał być katartycznym wstrząsem, żywcem wyjętym z tragedii greckiej i film animowany tym właśnie był: opowieścią o śmierci, traumie i przepracowaniu, a następnie przezwyciężeniu jej bez zaprzeczania jej.
    Śmierć pozostawała w pamięci, naznaczała na całe życie. Nie wolno jej było wymazać, zanegować pomimo usilnych prób (hakuna matata). Śmierć jest taką samą wartością jak życie. Bez tej pierwszej nie docenialibyśmy tej drugiej. Dlatego w oryginale, w spotkaniu ojca z synem po latach, Mufasa gniewnie mówi mu: ZAPOMNIAŁEŚ MNIE. ZAPOMNIAŁEŚ MNIE I ZAPOMNIAŁEŚ, KIM JESTEŚ. PAMIĘTAJ!