Jedna z absolutnie najbardziej ikonicznych amerykańskich aktorek charakterystycznych. Choć rzadko grano jej nazwisko na pierwszych stronach gazet, jej wyrazista twarz, mocna sylwetka i komediowy talent uświetniły blisko 300 filmów i seriali, w tym kultowych The Blues Brothers (jako demoniczna zakonnica „Pingwin”) czy Deszczową piosenkę. Przez całe swoje życie Freeman starannie chroniła swoją prywatność, pracując w czasach, gdy ujawnienie nieheteronormatywnej orientacji w Hollywood oznaczało natychmiastowy koniec kariery. Dopiero po latach oraz po jej śmierci świat szerzej poznał fakty dotyczące jej homoseksualizmu. Należała do pokolenia aktorów Złotej Ery Hollywood, którzy musieli prowadzić podwójne życie. W oficjalnych biografiach podawano standardową formułkę, że „nigdy nie wyszła za mąż i nie miała dzieci”. W rzeczywistości środowisko artystyczne doskonale wiedziało o jej orientacji, jednak obowiązywała niepisana zasada milczenia, chroniąca aktorów przed homofobicznym ostracyzmem oraz potępieniem opinii publicznej. Prawdziwą i wieloletnią partnerką życiową Kathleen była Helen Ramsey. Obie kobiety poznały się jeszcze podczas studiów na Uniwersytecie Kalifornijskim (UCLA) w Los Angeles. Przetrwały ze sobą kilkadziesiąt lat, tworząc niezwykle zgodny, stabilny i wspierający się związek w ukryciu. Ramsey towarzyszyła aktorce na każdym etapie jej wymagającej kariery, aż do samej śmierci Freeman w 2001 roku. Gdy Kathleen Freeman zmarła na raka płuc w wieku 78 lat, sposób, w jaki media opisały jej życie, wywołał poruszenie i stał się jaskrawym przykładem systemowego wymazywania osób LGBTQ+ z historii.
Prestiżowe media w USA, takie jak Variety czy Playbill, pisały o Helen Ramsey wyłącznie jako o „najlepszej i wieloletniej przyjaciółce” Freeman (best friend / longtime friend). Konserwatywna machina medialna pękła w Wielkiej Brytanii. Prestiżowy dziennik The Guardian w swoim nekrologu bez ogródek napisał prawdę, wymieniając Helen Ramsey jako „wieloletnią partnerkę życiową” aktorki (long-time companion). Dla biografów i aktywistów ta rozbieżność stała się koronnym dowodem na to, jak amerykańskie media jeszcze na początku XXI wieku celowo cenzurowały prywatne, tęczowe życie zmarłych gwiazd.
Pochodziła z rodziny artystów wodewilowych. Na scenie zadebiutowała w wieku zaledwie 2 lat, tańcząc i występując w numerach swoich rodziców. Słynny komik Jerry Lewis uważał ją za swój absolutny talizman. Obsadził ją w aż 11 swoich flagowych komediach (m.in. w Zwariowanym profesorze czy The Ladies Man), gdzie najczęściej grała jego głośne, zrzędliwe i dominujące oponentki. Pracowała niemal do ostatniego tchnienia. Swój ostatni występ na Broadwayu w musicalowym hicie The Full Monty (za który zdobyła nominację do nagrody Tony) zagrała w sobotę, będąc już skrajnie wycieńczona chorobą. Zmarła zaledwie pięć dni później w nowojorskim szpitalu. Dziś jest pamiętana nie tylko jako geniusz drugiego planu komediowego, ale również jako jedna z cichych ikon społeczności LGBTQ+ dawnego Hollywood. Życie społeczności LGBTQ+ w Złotej Erze Hollywood (od lat 30. do późnych 60.) przypominało funkcjonowanie w doskonale zorganizowanym podziemiu. Ze względu na rygorystyczny Kodeks Haysa(cenzurę zabraniającą pokazywania „perwersji” na ekranie) oraz wszechwładne studia filmowe, gwiazdy musiały stworzyć skomplikowany system kamuflażu, tajnych haseł i zamkniętych kręgów towarzyskich, aby przetrwać i chronić swoje kariery. Najpopularniejszą metodą ochrony wizerunku były tzw. lawendowe małżeństwa. Potężne studia (takie jak MGM czy Paramount) zmuszały homoseksualnych aktorów i aktorki do zawierania fikcyjnych związków małżeńskich, często łącząc geja z lesbijką z tej samej wytwórni. Jedna z największych gwiazd tamtych lat, Rock Hudson, został zmuszony przez swojego agenta do ożenku ze swoją sekretarką Phyllis Gates, gdy magazyny plotkarskie zaczęły węszyć wokół jego prywatności. Fikcyjni małżonkowie pokazywali się razem na premierach i Oscarach, podczas gdy po powrocie do domu żyli w zupełnie innych skrzydłach posiadłości lub z własnymi, ukrytymi partnerami. Kontrakty gwiazd zawierały tzw. klauzule moralności (Morality Clauses). Dawały one studiom prawo do natychmiastowego zerwania umowy bez odszkodowania, jeśli aktor wywołał skandal obyczajowy. Wytwórnie filmowe zatrudniały prywatnych detektywów, a nawet opłacały policjantów, aby ci informowali ich o ewentualnych nalotach na gejowskie bary. Jeśli gwiazda wpadała w kłopoty, studio przekupywało szeryfa, tuszowało aresztowanie w policyjnych kartotekach, a aktora wysyłało na „przymusowy urlop” w celach zdrowotnych. W publicznym obiegu, na łamach wpływowych rubryk plotkarskich (prowadzonych przez bezwzględne felietonistki Louellę Parsons i Heddę Hopper), wypracowano unikalny kod, który dla przeciętnego Amerykanina brzmiał niewinnie, ale dla wtajemniczonych był jasnym komunikatem: „Niezłomny kawaler” (eligible bachelor) lub „przyjaciel sztuki” – oznaczało geja. „Nigdy nie wyszła za mąż i mieszka z oddaną przyjaciółką” – oznaczało lesbijkę (tak pisano m.in. o Kathleen Freeman czy Agnes Moorehead). „Spędzili wieczór jako czwórka przyjaciół” – oznaczało dwie pary jednopłciowe, które wyszły do restauracji dla niepoznaki w układzie mieszanym. Osoby nieheteronormatywne z branży filmowej rzadko ryzykowały wyjścia do publicznych barów. Życie towarzyskie przeniosło się na prywatne rancza i do luksusowych willi w Beverly Hills, Malibu czy ukrytym na pustyni Palm Springs. Jedną z najsłynniejszych baz stanowiła stacja benzynowa Scotty’ego Bowersa w Hollywood. Bowers, były żołnierz piechoty morskiej, prowadził tam nieoficjalną agencję towarzyską dla elit. Przez dekady aranżował on potajemne spotkania i randki dla największych nazwisk kina – od Cary'ego Granta, przez Katharine Hepburn, aż po Spencer Tracy'ego. W jego oazie gwiazdy mogły na kilka godzin zdjąć maski bez strachu przed szantażem ze strony brukowców. Ponieważ Kodeks Haysa zabraniał otwartego pokazywania postaci homoseksualnych, tęczowi scenarzyści i reżyserzy (tacy jak George Cukor czy James Whale) przemycali do filmów tzw. subtekst. Używano specyficznych rekwizytów, spojrzeń czy gestów, które były niewidoczne dla cenzorów, ale stanowiły jasny sygnał dla widzów LGBTQ+ w kinach. Doskonałym przykładem jest film Ben-Hur (1959), gdzie scenarzysta Gore Vidal celowo napisał relację między dwoma głównymi bohaterami jako dawną, skomplikowaną miłość homoseksualną – o czym wiedział aktor Stephen Boyd, ale... nie powiedziano o tym grającemu główną rolę konserwatywnemu Charltonowi Hestonowi, aby nie storpedował projektu. Ten trudny, pełen paranoi świat zaczął pękać dopiero pod koniec lat 60. wraz z narodzinami ruchu wyzwolenia osób LGBT (zamieszki w Stonewall w 1969 roku), torując drogę do powolnej, trwającej dekady emancypacji w Fabryce Snów.
Rola Siostry Mary Stigmata, powszechnie znanej jako „Pingwin” (The Penguin), w kultowej komedii muzycznej „The Blues Brothers” (1980) Johna Landisa to bez wątpienia najbardziej rozpoznawalny występ Kathleen Freeman. Choć aktorka pojawia się na ekranie tylko w kilku scenach, jej postać stała się fundamentem całej fabuły – to przecież od wizyty w jej skromnym gabinecie zaczyna się „misja od Boga” braci Blues. Kulisy pracy Freeman na tym legendarnym, ale też niezwykle chaotycznym planie filmowym obfitują w świetne anegdoty. Scena, w której rozwścieczona zakonnica bez wysiłku lewituje pod sufitem, a drzwi jej gabinetu same się zatrzaskują, wymagała od niemal 60-letniej Kathleen Freeman ogromnej sprawności fizycznej. Aktorka została przypięta do specjalnych, bolesnych uprzęży i lin kaskaderskich. Zamiast dublerki, Freeman osobiście wisiała w powietrzu przez wiele godzin, świetnie się przy tym bawiąc i rzucając żartami w stronę ekipy technicznej. Scena, w której „Pingwin” bije linijką i drewnianym wskaźnikiem filmowych braci za przeklinanie, nie była w całości udawana. Reżyser John Landis chciał, aby reakcje aktorów były jak najbardziej autentyczne. Freeman, z pełnym profesjonalizmem, uderzała Johna Belushiego i Dana Aykroyda z dużą siłą. Po zakończeniu zdjęć do tej sceny obaj aktorzy z dumą pokazywali ekipie prawdziwe, czerwone siniaki na dłoniach i ramionach. Jeden z najzabawniejszych momentów w filmie to chwila, gdy Siostra Mary Stigmata energicznie uderza wskaźnikiem w biurko, a wokół unosi się gigantyczna chmura pyłu. Był to całkowity przypadek – ekipa rekwizytorów zapomniała zetrzeć grubej warstwy kurzu ze starego mebla przed ujęciem. Freeman nie przerwała gry, a Landis uznał, że ten detal idealnie pasuje do surowego klimatu katolickiego sierocińca i zostawił go w ostatecznym montażu. Plan The Blues Brothers w Chicago zapisał się w historii kina jako miejsce gigantycznych imprez i wszechobecnej kokainy (sam John Belushi miał tam osobny budżet na narkotyki). W tym całym chaosie Kathleen Freeman – profesjonalistka ze starej szkoły Hollywood – była dla ekipy oazą spokoju i dyscypliny. Zawsze pojawiała się na planie jako pierwsza, idealnie przygotowana, i potrafiła jednym spojrzeniem przywołać do porządku imprezujących muzyków. Noszenie tradycyjnego, ciężkiego habitu, który zasłaniał niemal całe ciało i twarz, paradoksalnie bardzo podobało się Kathleen. Jak sama wspominała, dzięki temu mogła całkowicie odciąć się od swojej prywatności i stać się czystym, komediowym archetypem. Co ciekawe, na planie rzadko zdejmowała nakrycie głowy, przez co wielu statystów i członków ekipy technicznej przez długi czas nie wiedziało, jak aktorka wygląda w rzeczywistości. Rola „Pingwina” przyniosła Freeman ogromny szacunek w środowisku chicagowskich katolików oraz... autentycznych zakonnic. Po premierze filmu aktorka otrzymała setki listów od sióstr zakonnych z całego świata, które dziękowały jej za ten występ, podkreślając, że choć postać była przerysowana i groźna, to została zagrana z ogromną klasą, miłością i unikalnym, ciepłym humorem.