Przed świętami ważą się losy miejscowego domu dziecka. Wedle planów lokalnego biznesmena, dom ma być zlikwidowany, a jego miejsce mają zająć stacja benzynowa i market. Z twardymi prawami interesu trudno walczyć argumentami płynącymi z serca. Mimo że przedsiębiorca sam jest ojcem kilkuletniej dziewczynki, sprawy dzieci są mu całkowicie obojętne, a perspektywa wielkich zysków uśpiła w nim ludzkie odruchy i sumienie. W tej sytuacji los podopiecznych siostry Hortensji wydaje się przesądzony. W magiczny dzień Wigilli zdarzają się jednak rzeczy, zdawałoby się niemożliwe: zły człowiek znajduje w sobie głęboko ukrywaną dotąd dobroć.
Jest rok 1995. Młoda pani prokurator, Anna Brodzka (Antonina Choroszy), dowiaduje się, że jej mąż Jerzy (Artur Żmijewski), znany adwokat, wygrywa procesy dzięki informacjom, które zdobywał w prywatnych z nią rozmowach. Oburzona postępowaniem męża kobieta w środku nocy wychodzi z domu. Wsiada do samochodu i, nie bacząc na ulewny deszcz, pędzi prosto przed siebie. Cudem, w ostatniej chwili udaje jej się uniknąć tragedii; o mało co nie potrąciła człowieka. Niedoszłą ofiarą pani prokurator okazuje się młody mężczyzna (Mariusz Bonaszewski). Anna stara się dowiedzieć, kim jest jej nowy znajomy, ale ten twierdzi, że nic nie pamięta - nawet jak się nazywa. Powoli między młodymi rodzi się uczucie. Kiedy Anna wypytuje mężczyznę o posiadany przez niego pistolet, wymienia on nazwisko jej ojca. Niespodziewanie Anna dowiaduje się o wydarzeniach, które miały miejsce w 1949 roku.