Początki drogi życiowej i artystycznej Marjorie Main (urodzonej jako Mary Tomlinson) to fascynująca historia buntu, ucieczki od surowego wychowania i powolnego odkrywania własnej tożsamości. Zanim stała się głośną, szorstką ikoną kina charakterystycznego i partnerką Spring Byington, musiała całkowicie zerwać z przeszłością. Marjorie urodziła się w 1890 roku w stanie Indiana jako córka wielebnego Samuela J. Tomlinsona, niezwykle surowego i konserwatywnego pastora. W jej domu rodzinnym teatr i aktorstwo były uważane za grzech oraz niemoralną rozrywkę.
Gdy nastoletnia Mary zdecydowała, że chce grać, spotkała się z całkowitym potępieniem ze strony ojca. Aby oszczędzić rodzinie „wstydu” przed lokalną społecznością, oficjalnie zmieniła nazwisko na Marjorie Main. Wybrała je, ponieważ – jak sama mawiała – było proste i łatwe do zapamiętania.
Początki jej kariery to ciężka praca w tzw. Chautauqua circuit oraz w objazdowych teatrach vaudeville’owych. Podróżowała po małych miasteczkach Ameryki, recytując utwory Shakespeare'a i Dickensa. To właśnie w tym specyficznym, artystycznym i wyzwolonym środowisku wędrownych trup teatralnych młoda Marjorie po raz pierwszy zaczęła eksperymentować ze swoim wizerunkiem i wchodzić w pierwsze, ukrywane relacje z kobietami. Życie w drodze pozwalało jej na swobodę, której nigdy nie zaznałaby w domu pastora. W 1921 roku, w wieku 31 lat, Marjorie zaskoczyła środowisko, wychodząc za mąż za dr. Stanleya LeFevre Krebsa – starszego od niej o 26 lat znanego psychologa, wykładowcę i... byłego duchownego. Z perspektywy czasu historycy kina queer oceniają to małżeństwo jako klasyczny układ oparty na głębokim szacunku intelektualnym, a nie na fizycznym pociągu. Krebs, jako psycholog, był człowiekiem niezwykle otwartym i tolerancyjnym. Przez kilkanaście lat małżeństwa Marjorie niemal całkowicie zrezygnowała z grania, podróżując z mężem po kraju i pomagając mu w pracy naukowej. Związek ten dał jej upragniony spokój oraz idealną przykrywkę przed społeczeństwem. Gdy dr Krebs zmarł na raka w 1935 roku, Marjorie została wdową i musiała wrócić do zawodu, by zarobić na utrzymanie. Miała wtedy 45 lat.
Wracając na scenę, a potem trafiając do Hollywood, Marjorie całkowicie odrzuciła próby robienia z niej „dystyngowanej damy”. Jej głęboki, chropowaty głos, potężna postura i bezkompromisowy styl bycia sprawiły, że stała się ucieleśnieniem archetypu silnej, męskiej kobiety (w kulturze queer określanej jako butch). Prawdziwą sławę zyskała dopiero po pięćdziesiątce. Kulminacją jej drogi była nominacja do Oscara za film Jajko i ja (1947), gdzie po raz pierwszy wcieliła się w postać Ma Kettle – głośnej, rządzącej domem gospodyni, którą potem zagrała w kolejnych 9 filmach, stając się jedną z najlepiej zarabiających gwiazd studia Universal. To właśnie w tamtym okresie, będąc już w pełni ukształtowaną, niezależną finansowo i pewną siebie kobietą sukcesu, Marjorie Main spotkała na swojej drodze delikatną Spring Byington, z którą stworzyła jeden z najbardziej trwałych związków dawnego Hollywood. Wspólne życie Spring Byington i Marjorie Main było jednym z najtrwalszych i najbardziej stabilnych związków w środowisku dawnego Hollywood. Trwało ono przez kilka dekad, aż do śmierci Spring w 1971 roku. Był to unikalny układ dwóch dojrzałych kobiet sukcesu, które mimo skrajnie różnych osobowości stworzyły bezpieczną oazę z dala od bezwzględnego blichtru i cenzury branży filmowej. Biografowie i historycy kina queer zwracają uwagę, że ich codzienne pożycie opierało się na klasycznej, uzupełniającej się dynamice. Delikatna, eteryczna Spring Byington uosabiała w domu łagodność, dbała o dystyngowaną atmosferę i estetykę. Z kolei Marjorie Main, ze swoim niskim głosem i potężną posturą, przejmowała bardziej pragmatyczne, tradycyjnie „męskie” obowiązki. Main, zapytana kiedyś w kuluarach o swoją kultową rolę twardej gospodyni w filmach o rodzinie Kettle, zażartowała bez ogródek: „Ma Kettle była prawdziwym mężczyzną w tym domu”. Wszyscy ich znajomi wiedzieli, że odnosiło się to również do jej roli w związku ze Spring.. Życie ze słynną „Ma Kettle” pod jednym dachem wymagało od Spring Byington ogromnej cierpliwości, ponieważ Marjorie była znana z niezwykle uciążliwych dziwactw. Main była skrajną bakteriofobką na długo przed tym, jak stało się to powszechne. Poza planem filmowym niemal bez przerwy nosiła białe rękawiczki. Wszystkich klamek w ich wspólnym domu dotykała wyłącznie przez papierowe chusteczki, a ręce potrafiła myć kilkadziesiąt razy dziennie.
Choć Marjorie kochała Spring, wciąż była głęboko przywiązana do pamięci swojego zmarłego męża, dr. Krebsa. Do legendy Hollywood przeszły sytuacje, gdy Main przerywała pracę lub domowe obowiązki, by głośno „rozmawiać” z duchem zmarłego małżonka i pytać go o aprobatę. Spring akceptowała te rytuały z pełnym zrozumieniem i spokojem. Kobiety spędzały wolny czas w swoich posiadłościach w Kalifornii. Szczególnym miejscem na mapie ich miłości stało się Palm Springs – pustynny kurort, który w tamtych latach służył jako bezpieczna przystań dla gwiazd chcących uciec przed wścibskimi fotografami z Los Angeles. W czterech ścianach swoich domów mogły żyć bez masek. Córki Spring Byington regularnie je odwiedzały, traktując Marjorie jak drugą matkę i pełnoprawnego partnera życiowego swojej mamy. Obie aktorki były mistrzyniami dbania o wizerunek publiczny. Co ciekawe, Marjorie Main była zadeklarowaną, bardzo konserwatywną Republikanką (i córką pastora), z kolei Spring Byington reprezentowała łagodny, tradycyjny wizerunek matki narodu. Ten głęboki konserwatyzm obyczajowy na pokaz sprawiał, że opinia publiczna nigdy nawet nie pomyślała, by posądzić te dwie „starsze, stateczne panie” o romans. Ich miłość i wzajemne wsparcie przetrwały próbę czasu. Kiedy w latach 60. obie aktorki wycofały się z aktywnego grania, poświęciły się opiece nad sobą nawzajem. Były nierozłączne przez kilkadziesiąt lat. Gdy Spring Byington zachorowała na raka i zmarła we wrześniu 1971 roku, Marjorie Main była pogrążona w głębokiej żałobie, z której nie podniosła się już w pełni aż do swojej własnej śmierci cztery lata później. Poza swoimi słynnymi fobiami, które przenosiła również na życie domowe ze Spring Byington, Marjorie Mainbyła jedną z najbardziej ekscentrycznych i bezkompromisowych postaci na planach filmowych wytwórni MGM oraz Universal. Reżyserzy i producenci przymykali jednak oko na jej dziwactwa, ponieważ jej postacie gwarantowały gigantyczne zyski.
Oto najciekawsze anegdoty i nawyki Marjorie z jej pracy w Hollywood. Jej lęk przed zarazkami (bakteriofobia) osiągał na planach filmowych ekstremalny poziom. Marjorie kategorycznie odmawiała korzystania z ogólnych garderób czy toalet w studiach filmowych. Miała swój prywatny, rygorystycznie dezynfekowany zwiastun, do którego nikt poza nią nie miał wstępu. Zanim dotknęła jakiegokolwiek rekwizytu lub klamki na planie, asystenci produkcji musieli spryskać dany przedmiot alkoholem lub przetrzeć go środkiem antyseptycznym na jej oczach. Często w trakcie prób nosiła swoje słynne białe rękawiczki, zdejmując je dopiero w sekundzie, gdy reżyser krzyczał: „Akcja!”.
Unikała podawania rąk kolegom z planu oraz fanom. Jeśli ktoś chciał uścisnąć jej dłoń, Marjorie potrafiła głośno i bez ogródek odmówić, tłumacząc to względami higienicznymi. Miała absolutny, niemal religijny lęk przed... cofaniem pojazdów. Wierzyła, że wrzucenie wstecznego biegu w samochodzie przynosi pecha i nieszczęście. Kiedy studio przysyłało po nią luksusową limuzynę, kierowca otrzymywał specjalną instrukcję. Musiał tak zaplanować trasę i parkowanie pod domem aktorki (oraz pod studiem), aby samochód zawsze poruszał się wyłącznie do przodu Jeśli kierowca przez pomyłkę wjechał w ślepą uliczkę i musiał cofnąć, Marjorie potrafiła wpaść w panikę, kazać zatrzymać auto i resztę drogi pokonać pieszo. Jej głos był tak potężny i chropowaty, że realizatorzy dźwięku w MGM regularnie musieli ściszać i odsuwać mikrofony, gdy Marjorie zaczynała mówić swoje kwestie. Była aktorką niezwykle pewną swoich umiejętności. Uważała, że pierwsze ujęcie jest zawsze najbardziej autentyczne. Jeśli reżyser żądał powtórzenia sceny (dubla) z powodów technicznych, Marjorie potrafiła głośno krzyczeć na całe studio, ostro negocjując, dlaczego kolejne podejście jest stratą czasu. Mimo że zarabiała ogromne pieniądze (seria filmów o rodzinie Kettle uratowała studio Universal przed bankructwem pod koniec lat 40.), Marjorie była niezwykle oszczędna, wręcz skąpa: Przez niemal całą serię filmów o Ma and Pa Kettle kategorycznie odmawiała zmiany swojego filmowego kapelusza. Nosiła to samo stare, pogniecione i brudne nakrycie głowy. Gdy dział kostiumów próbował przygotować dla niej nową, czystszą replikę, Marjorie urządziła awanturę, twierdząc, że ten konkretny stary kapelusz to jej amulet przynoszący szczęście.