Gigant prawdy na ekranie

Nie mogę uniknąć egzaltacji, pisząc o Hoffmanie. Był Gigantem, nie mając nic z Giganta-Aktora. Czy grał siebie ? Nie można tak napisać, bo to obraza dla aktora dramatycznego. Grał autentycznie. To nie oznacza, że był sobą. Miał wrodzony dar odgrywania, ubogacania każdej swojej roli w ułudę hiperautentyczności. Aktorzy-Giganci, jak np. Newman, McQueen, Brando, już od pierwszych sekund na ekranie tworzyli aurę kreacji, mniej lub bardziej udanie to ukrywając. Tworzyli kino, dramatyzując każdą rolę na początku, na stracie, czyniąc znak w stosunku do widza : "słuchajcie, to jest kino". Hoffman robił to inaczej - mówił do widza : "gram Ciebie, jestem blisko Twoich problemów, niczego nie muszę dramatyzować, bo Ty wiesz, że to Twoje życie". Był zarówno genialny na ekranie, jak i za kamerą. Był jedyny w swoim rodzaju i jedyny tak uczciwy wobec widza. Ze swojej totalnie nietrakcyjnej fizis zrobił ekranowy atut, rozpoznawalny natychmiast znak, brand filmowy. Był głosem prawdy w absolutnie nieautentycznym i zakłamanym Hollywood. Jest tragedią, że tak wcześnie odszedł. Dramatyzm jego życia, jego niedostosowania, pokrył się z rolami, jakie odgrywał. Tragiczny finał jednej z najbardziej wartościowych i pełnych postaci kina. Prawdziwa strata dla fanów myślącego, mówiącego coś filmu. Strata nie do zastąpienia.

41

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: