Recenzja filmu Der Boden unter den Füßen (2019)
Marie Kreutzer

21st Century Schizoid Woman

Brakuje jakiejś świeżej perspektywy, bardziej wnikliwego - albo chociaż bardziej pomysłowego - spojrzenia na problem. Bez tego "Der Boden unter den Füßen" jest płaskie niczym wybrana przez ...
Filmweb sp. z o.o.
Czytając recenzje austriackiego "Der Boden unter den Füßen" z festiwalu w Berlinie, trudno nie poczuć się jak bohaterka filmu Marie Kreutzer, która powoli traci tytułowy "grunt pod nogami", a wraz z nim kontakt z rzeczywistością. Opinie zewsząd zdecydowanie przychylne, pochwałom za poruszanie "ważnych problemów" nie ma końca, krytycy zjednoczeni w zadumie nad ciężkim losem korposzczurzycy. Trzeba być jednak wiernym własnym odczuciom, nawet jeśli mogą to być pierwsze oznaki schizofrenii. Za kolejny film o tym, że w domach z betonu nie ma wolnej miłości a w korporacyjnych szklanych domach to już w ogóle nie ma nic, ja zdecydowanie podziękuję.

Lola (Valerie Pachner) jest Terminatorzycą z jakiegoś koncernu, która regularnie zasuwa na tak zwanych "czterdziestkach ósemkach" - maratonach nieprzerwanej, dwudobowej pracy. Zapięta pod szyję, wyprostowana jak struna, podbija kartę w Austriackiej firmie, walcząc o awans i delegację do Australii. Egzystuje głównie na lotniskach i w hotelach, jej mieszkanie jest sterylne niczym z katalogu, a jej życie osobiste sprowadza się do maniakalnego pedałowania na rowerku treningowym. Nawet sekretny romans Loli z szefową (Mavie Hörbiger) bardziej przypomina prymusowskie podlizywanie się przełożonej albo strategiczny ruch karierowiczki niż cokolwiek szczerego i ludzkiego. Na tym nieskazitelnym wizerunku musi pojawić się jednak rysa, niczym ciemne odrosty pod platynowym hełmem-fryzurą Loli.  

Bohaterka dostaje niespodziewany telefon: jej siostra, Conny (Pia Hierzegger), miała kolejną próbę samobójczą. Lola postanawia jednak ukryć przed światem ten fakt - zresztą nikt i tak nie wie, że ma krewną. Kreutzer niezbyt subtelnie pyta tu, czy robienie dobrej miny do złej korporacyjnej gry nie jest aby symptomem poważnej choroby? Czy wypierająca na potęgę Lola nie ma aby więcej wspólnego ze schizofreniczną siostrą niż chciałaby przyznać? Czy jest jakaś różnica między łyknięciem wiadra tabletek a wypruwaniem sobie żył w jakimś biurowcu? Anonimowe, blade salki konferencyjne i pokoje hotelowe, w jakich spędza czas bohaterka, nieprzypadkowo wyglądają w obiektywie reżyserki niemal tak samo, jak anonimowe, blade wnętrza szpitala psychiatrycznego, w którym przebywa Conny.

Opowieść o tym, że krewna obnaża korpo-zatracenie się głównej bohaterki? Tak, "Der Boden unter den Füßen" to "Toni Erdmann, tyle że na poważnie. Szkoda, bo rzadkie momenty humoru, na jakie pozwala sobie Kreutzer, potrafią uskrzydlić kolejne przyciężkawe, zużyte metafory. Takim przebłyskiem jest na przykład scena z pacjentem szpitala psychiatrycznego, który podaje się za lekarza Conny i wygłasza całkiem zdroworozsądkową diagnozę - dopóki ktoś nie zdemaskuje jego szarady. To dużo ciekawszy sposób opowiadania o zacierającej się granicy między rzeczywistością a urojeniami niż formuła festiwalowego psycho-thrillera, z jakiej korzysta tu reżyserka. Chwała jej chociaż za to, że nie idzie na całego i daruje sobie szokujące twisty. Chwyty w rodzaju tajemniczych telefonów i zacinających się wind wciąż jednak wypadają zbyt szablonowo w ambitnej, aspiracyjnej arthouse’owej otoczce.

Valerie Pachner w roli Loli wdzięcznie wciela postać kobiety próbującej desperacko chwycić za fraki swoje własne życie i wdrożyć je w morderczą rutynę. Niestety, aktorka może zajechać jedynie tam, gdzie pozwoli jej scenariusz. Ten zaś zbyt mocno bazuje na etatowych, wyświechtanych metaforach. Korporacyjna machina produkująca psychozy, kobiecość jako rola - tematy nośne, ale przepisane z podręcznika nośnych tematów. Brakuje jakiejś świeżej perspektywy, bardziej wnikliwego - albo chociaż bardziej pomysłowego - spojrzenia na problem. Bez tego "Der Boden unter den Füßen" jest płaskie niczym wybrana przez reżyserkę anemiczna tonacja barwna. Szczyt utożsamienia się z tematem: kino o pracy w korporacji banalne jak praca w korporacji.  
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 75% uznało tę recenzję za pomocną (4 głosy).
Jakub Popielecki
ocenia ten film na:
1 10 3/10 słaby