Recenzja filmu Igrzyska pamięci (2018)
Janet Tobias
Claus Wehlisch

Pamięć absolutna

W "Igrzyskach pamięci" amerykańsko-niemiecki reżyserski duet przedkłada informacyjny konkret nad filozoficzne czy naukowe dysputy. Miłośnicy głębszych niż Bajkał Herzogowskich zagwozdek będą więc ...
Filmweb sp. z o.o.
Pamięć? Konia z rzędem temu, kto podsunie wdzięczniejszy temat do dyskusji. Wspomnieniami piszemy własną biografię, dzięki nim wyróżniamy się z tłumu i wchodzimy w relacje z innymi. To one decydują o naszym człowieczeństwie. Humanista stwierdzi, że jednostka bez pamięci to zwierzę bez kultury. Neurobiolog postraszy: Wyłącz pamięć, a nawet nie zawiążesz butów! Informatyk w rozmowie o pamięci w ogóle pominie człowieka. Historyk złoży jej pokłony. Psycholog w tym momencie zapyta o ludzkie cierpienie: Jak ćwiczyć pamięć, by umieć zapominać? Istny temat-rzeka. Można w niej zatonąć.

Świadomi tego ryzyka dokumentaliści Janet Tobias i Claus Wehlisch wolą nie wypływać na szerokie wody. W "Igrzyskach pamięci" amerykańsko-niemiecki reżyserski duet przedkłada informacyjny konkret nad filozoficzne czy naukowe dysputy. Miłośnicy głębszych niż Bajkał Herzogowskich zagwozdek będą więc nieusatysfakcjonowani. Kto z kolei odczuwa słabość do "pięknych umysłów", Rain Manów, ścisłowców-synestetyków w rodzaju Daniela Tammeta czy innych geniuszy popkultury, w trakcie seansu z przyjemnością poprzeciera oczy ze zdumienia. Uwagę twórców przykuwa bowiem pamięć jako konkurencja sportowa, a co za tym idzie – rekordy w zapamiętywaniu. Na pierwszym planie filmowcy umieszczają pięcioro tytanów w tej dziedzinie, ludzi zdolnych na poczekaniu zapisać w głowach takie ilości informacji, od których nas, maluczkich głowa tylko rozboli. Trafiamy na Mistrzostwa Świata Pamięci, gdzie w dziesięciu sprinterskich kategoriach wśród międzynarodowej konkurencji bohaterowie próbują przekroczyć kolejne granice ludzkich możliwości. Przy ich mózgach nasze mózgi to inwalidzi. Gdyby tamte biegły maraton, nasze leżałyby przed telewizorem z pilotem i puszką piwa w dłoniach. Gdy tamte zwiedzają wesołe miasteczka, nasze kulą się w szarej celi bez okien.

Liczby, słowa, twarze, obrazki, kolory, układy i kombinacje. Utrwalenie w umyśle kilkuset danych to wyczyn; dokonanie tego w kilka/kilkanaście minut to już sztuka. Takie przynajmniej można odnieść wrażenie, gdy poszczególni bohaterowie tłumaczą autorskie mnemotechniki, a animacje ilustrują kolejne ciągi ich – nieraz absurdalnie śmiesznych – skojarzeń. Znane serialowemu Sherlockowi, a opisane już przez Cycerona tzw. "pałace pamięci" to bodaj najpopularniejsza z metod przyswajania długich informacji. Poznajemy też rozmaite gry słów, kojarzące liczby z obrazami haki pamięciowe i wiele, wiele innych sztuczek, od których włos się jeży, a serce bije z zazdrością. Sportowcy przekonują jednak, że w tych konkurencjach bez odpowiedniego (odpowiedniej długości) treningu wrodzony geniusz na wiele się nie przyda. Zazdrość też nikomu się nie przysłuży. Życiorysy zawodników wystarczają za dowód, że sporty pamięciowe uprawiać może niemal każdy. Yanjaa, szwedzka feministka urodzona w Mongolii, wygląda jak zbuntowana nastolatka. Weteran zawodów, Johannes Mallow cierpi na zanik mięśni i zawody spędza na wózku. Wielki jak dąb Nelson Dellis to miłośnik fitnessu i alpinizmu. Simon Reinhard i Alex Mullen – wydawałoby się, zwyklaki, jakich wiele. Wszyscy oni kryją pod czachami perfekcyjnie funkcjonujące, bo regularnie oliwione trybiki.

"Igrzyska pamięci" ogląda się jak YouTube'ową serię "People Are Awesome", w której mentalna gibkość zastępuje tę fizyczną – lecz to nadal efektowność zajmuje pierwsze miejsce. Ów naczelny walor filmu jest też jego ograniczeniem. Kto obejrzał "AlphaGo" Grega Kohsa, ten od dokumentalistów sławiących sporty umysłowe ma prawo oczekiwać wejścia na poziom meta. Można mieć za złe twórcom, że nie chcą uwolnić się od pierwszoplanowych zawodników, zadać – już nie tylko im, ale sobie i nam samym – nowych pytań, które stanowiłyby poznawczą wartość samą w sobie. To wdzięczny temat i zjawiskowi bohaterowie "robią robotę". Formy i meritum nie dotyka tu żaden autorski pazur. Jest cokolwiek ironiczne, że w filmie o możliwościach umysłu brakuje stymulantów, zdolnych nie tylko z rozdziawić widzom buzie, ale i zostawić ich z otwartą głową. Najlepsze dokumenty to przecież zwykle nie te, w których bohater stawia kropkę, a te prowokujące widza, by sam chciał dociec prawdy.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (2 głosy).
Gabriel Krawczyk
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły