Recenzja filmu Kraina cudów (2019)
Dylan Brown
Wojciech Paszkowski

Park przegrywki

Efekt afer i roszad na reżyserskim stołku jest niestety dokładnie taki, jak można było przypuszczać: klocki niby znajome, formuła pozornie bezpieczna, lecz całość ugina się pod ciężarem ...
Filmweb sp. z o.o.
Chociaż tytułowa "Kraina cudów" to miejsce zrodzone w dziecięcej wyobraźni, relacja z narodzin filmu jest opowieścią tylko dla dorosłych: reżysera Dylana Browna oskarżono o molestowanie seksualne (nie przyznał się do winy), Paramount odsunął go od projektu, zaś gorącym ziemniakiem zaczęli żonglować kolejni autorzy i aż trzy studia producenckie. Efekt tych afer i roszad jest niestety dokładnie taki, jak można było przypuszczać: klocki niby znajome, formuła pozornie bezpieczna, lecz całość ugina się pod ciężarem sprzecznych ambicji. 

photo.title

Na rozgrzewkę dostajemy ośmiolatkę, która nie tylko wchodzi w trudny okres dojrzewania, ale też musi mocować się z ciężką chorobą swojej matki. Później zostajemy wprowadzeni w czarodziejski świat wykreowany w jej wyobraźni, zbudowany wokół ożywionego parku rozrywki i zamieszkały przez gadające zwierzęta. Następnie pojawia się wątek marzeń brutalnie weryfikowanych przez  rzeczywistość, mnożą się pytania o definicję eskapizmu, a nawet krytyka konsumpcjonizmu nadbudowana ekologicznym przesłaniem. Do tego misie, kotki, małpki, cuda-wianki. Od przybytku głowa nie boli?  

photo.title

Dość powiedzieć, że poszczególne pomysły kleją się ze sobą na dobre słowo. Czasem wręcz trudno oprzeć się wrażeniu, że są od siebie na tyle oderwane, by stanowić fabularny rdzeń kilku innych filmów. Problem leży częściowo w dziwacznej, unikowej strategii. Ilekroć bowiem twórcy rozrzucają intrygujące tropy, chwilę później zmieniają zdanie i zwracają się w stronę błahej, slapstickowej zabawy. Jasne, to animacja dla dzieciaków, z kolei wszystkie sceny pościgów, bijatyk i przepychanek mają w sobie sporo kinetycznej energii. Jednak skojarzenia z wybitnym, pixarowym "W głowie sie nie miesci" nie są tu przypadkowe - na papierze to dość poważna historia o tym, że wyobraźnia nie musi wcale być azylem, z kolei ucieczka w wymyślone światy nie zawsze sprawdza się jako tarcza chroniąca nas przed trudami codzienności. Tym większa szkoda, że w praniu niewiele z tych refleksji zostaje.

photo.title

Jako że ostateczny werdykt i tak wydadzą najmłodsi, spieszę donieść, że nie ma tragedii - zarówno jeśli chodzi o kwestie techniczne (stylówka paru lokacji potrafi zachwycić), jak i narracyjne (dialogi nie będą kalać Waszych uszu). „Kraina cudów” ma odpowiednie tempo, pociesznych bohaterów, a "inżynierska" profesja głównej bohaterki daje scenarzystom i animatorom spore pole do popisu. To rozczarowanie, którego doświadcza się bez bólu. A także film, którego do czasu wyjścia z kina na pewno nie zapomnicie. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 50% uznało tę recenzję za pomocną (2 głosy).
Michał Walkiewicz
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni