Kiedy po raz pierwszy do rąk wpadł mi komiks "Hellboy" byłem wręcz oczarowany. Niesamowity nastrój i kreska Mignoli powodowała, że człowiek zaczynał wierzyć w odrodzenie się komiksu, a tym
Kiedy po raz pierwszy do rąk wpadł mi komiks "Hellboy" byłem wręcz oczarowany. Niesamowity nastrój i kreska Mignoli powodowała, że człowiek zaczynał wierzyć w odrodzenie się komiksu, a tym komiksowym mesjaszem stał się właśnie Hellboy. O ile większość z nas słyszała kiedyś o komiksach takich jak choćby "Spawn", tak "Hellboy" stanowił unikat nawet wśród tych bardziej zaangażowanych. Do czasu. Niebawem zaczęła się mania na punkcie "Hellboya", począwszy od figurek, a skończywszy na oto właśnie omawianym filmie. Jeszcze do dziś mam przed oczami jedną z tzw. action figure przedstawiających czerwonego i umięśnionego Hellboya. I niestety, ciekawa analogia pod względem wyglądu jak i "charakteru" zachodzi między ową figurką a główną postacią. W komiksie Mignoli nie brakuje zarówno akcji, czarnego humoru i niebywałej finezji pod względem estetycznym. Filmowa wersja czerwonego diabła przypomina w większym stopniu taką figurkę z plastyku: niebywale umięśniona, błyszcząca się i jeżeli na pudełku ma groźną minę, to w rzeczywistości taką figurką jest. O co chodzi? Ron Perlman, który wcielił się w postać Hellboya nie przypomina go zarówno pod względem wizualnym, jak i mentalnym. Tytułowy bohater, tak jak w komiksie, był nieco cyniczny i nie brakowało mu czarnego, pełnego klasy humoru. Tymczasem filmowa postać, przez to że została nieco rozbudowana, straciła sporo swego uroku. Podobnie jest jeśli chodzi o pozostałych bohaterów, m.in. Rasputina ukazanego nie jako misternego i wszechwiedzącego mistrza, a zwyczajnego pantoflarza, który ubzdurał sobie pewien plan. Tak jak jego pomocnik Carl - w komiksie umiejący normalnie mówić, i pozbawiony umiejętności władania nożem. Zbierając wszystkie spostrzeżenia, odnoszę wrażenie, iż jeśli chodzi o ekranizacje w tym wypadku komiksu, trzeba wyjątkowo uważać. "Hellboy" nie jest zwyczajnym komiksem z superbohaterem. To komiks, którego fabuła i bohaterowie są sobą tylko jako narysowani. Styl Mignolii opiera się na kanciastych, oszczędnych i wyjątkowo nastrojowych rysunkach. Pomiędzy czytelnikiem a komiksem zachowany jest pewien dystans, który czytelnik pragnie z każdą chwilą zmniejszać. Natomiast w filmowej adaptacji reżyser albo nazbyt przybliżył nam postać Hellboya, albo oddalił do tego stopnia, że widzimy go tylko jako małą, błyszczącą figurkę...
1106
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Udostępnij
Facebook
X
Udostępnij
Skopiuj link
Obserwuj nas na Google News
Obserwuj nas na Google News
Dodaj Filmweb jako preferowane źródło w Google
Częściej zobaczysz nasze artykuły w wynikach wyszukiwania.