Recenzja filmu

Młode serca (2024)
Anthony Schatteman

Między Słońcem a Burzą: „Młode serca” i kruche lato pierwszej miłości

„Młode serca” to film, który na pierwszy rzut oka wydaje się prostą, wakacyjną opowieścią o dojrzewaniu, ale pod swoją sielską powierzchnią skrywa wiele cichych, symbolicznych przekazów. To nie
Młode serca” to film, który na pierwszy rzut oka wydaje się prostą, wakacyjną opowieścią o dojrzewaniu, ale pod swoją sielską powierzchnią skrywa wiele cichych, symbolicznych przekazów. To nie jest kino, które krzyczy - to kino, które szepcze. I właśnie w tym tkwi jego siła.

Już od pierwszych minut widać, że reżyser (Anthony Schatteman) z pełną świadomością buduje atmosferę sielskości: wiejska sceneria, wiosenno-letnie światło, zieleń pól i ogrodów, zwierzęta, zapach wakacji niemal unoszący się z ekranu. Zdjęcia są miękkie, spokojne, nostalgiczne - jakby widz obserwował świat z perspektywy dziecka, dla którego słoneczna pogoda oznacza bezpieczeństwo, wolność i wieczność. W tle na początku filmu pojawia się piosenka „Pierwsza miłość”, która już wtedy sugeruje, że uczucia bohaterów będą prowadzić narrację delikatniej niż dialogi.

Główny bohater, Elias (w pełnej naturalności i delikatności zagrany przez Lou Goossensa), pochodzi z kochającej, wspierającej rodziny. Matka (Marieke Dilles) i ojciec (Geert Van Rampelberg) tworzą ciepły, stabilny dom - co w filmach o dojrzewaniu wcale nie jest takie oczywiste. Ta zwyczajność i akceptacja okazuje się fundamentem, na którym Elias (Lou Goossens) będzie musiał oprzeć się, kiedy wiosenno-letnie emocje zaczną go przerastać.

W jego życie niespodziewanie wkracza nowy sąsiad - Alexander (charyzmatyczny i przyciągający uwagę Ezra Fieremans). Pojawia się niemal jak symbol zakłócenia wiejskiego spokoju. Jest pewny siebie, atrakcyjny, świetny fizycznie, robi ogromne wrażenie na Eliasie (Goossens) od pierwszych sekund. Ich pierwsze zetknięcie w szkolnej klasie, podczas lekcji o "miłości i zakochaniu", to dyskretny, ale wymowny przekaz: właśnie zaczyna się historia, której bohaterowie nie są jeszcze gotowi nazwać.

Schatteman umiejętnie przemyca kolejne sygnały - krótkie spojrzenia, zawahania, drżenie głosu. Jazda traktorem, kąpiel w stawie, wspólne prace w gospodarstwie, schronienie przed burzą… to nie są tylko chłopięce przygody. To rytuały przejścia. Symboliczne kroki prowadzące w stronę pierwszego zauroczenia, ciekawości i późniejszego bólu.

Jedną z najciekawszych scen pozostaje ta, w której Alexander oznajmia, że „chodził” już kiedyś z chłopakiem. Reakcja Eliasa - cudownie subtelnie zagrana przez Goossensa - to mieszanina nadziei, strachu i zaskoczenia. To moment, po którym nic między nimi nie pozostaje takie samo.

A jednak film nie unika tego, co nieuchronne: zazdrości, nieporozumień, pierwszego zawodu, którego ciężar spada na Eliasa (Goossens) nagle i boleśnie. Właśnie wtedy na ekran wchodzi jedna z najbardziej potrzebnych w takich chwilach postaci - dziadek (w ostatniej roli Johan Leysen). Jego cicha obecność i słowa, które moglibyśmy ubrać w zdanie, że „życie to nie scenariusz filmowy”, są najpiękniejszą sceną filmu. To chwila, w której historia o uczuciach dwóch chłopców zamienia się w uniwersalną opowieść o dojrzewaniu i akceptacji własnych emocji.

Młode serca” nie są filmem idealnym. Tempo bywa zbyt powolne, symbolika chwilami zbyt oczywista, a kilka wątków aż prosi się o pogłębienie. A jednak mimo to film zostawia po sobie wyraźny ślad. Subtelny, ale prawdziwy.

Największym atutem produkcji pozostają zdjęcia - miękkie, letnie, pełne zieleni i światła. Momentami wyglądają jak pocztówki z dzieciństwa, jak wspomnienia, które każdy z nas nosi gdzieś głęboko, niezależnie od tego, kim jesteśmy. Drugim atutem jest Elias (Lou Goossens) - bohater, którego emocje są tak wiarygodne, że nietrudno odnaleźć w nim samego siebie sprzed lat.

A morał? Pięknie prosty: nie trzeba zmieniać siebie, żeby zasłużyć na miłość. Trzeba być sobą - i pozwolić sobie czuć.
A wsparcie bliskich czyni tę drogę łatwiejszą.

To film, który aż prosi, by podobne powstawały również w Polsce. Nie po to, by „odhaczać różnorodność”, ale by edukować, wspierać i pokazywać młodym widzom, że ich uczucia są ważne - i godne opowieści.

Młode serca” nie są filmem, który zmieni historię "tematycznego"  kina. Ale mogą na chwilę zatrzymać jedno młode serce. A czasem to wystarczy. 
1 10
Moja ocena:
6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?