Mroczna historia o stracie, rodzinie i walce z czasem
„Szeptacz” to coś więcej niż thriller o porwanym dziecku. Film łączy kryminalną zagadkę z dramatem rodzinnym i elementami nadnaturalnymi, opowiadając o ojcu, który za wszelką cenę próbuje
„Szeptacz” to coś więcej niż thriller o porwanym dziecku. Film łączy kryminalną zagadkę z dramatem rodzinnym i elementami nadnaturalnymi, opowiadając o ojcu, który za wszelką cenę próbuje odnaleźć syna, a przy okazji musi zmierzyć się z własną przeszłością i relacją z ojcem. Nie wszystko działa tutaj idealnie, momentami tempo siada, a niektóre wątki proszą się o lepsze rozwinięcie. Mimo to film ma klimat, kilka naprawdę mocnych momentów i historię, która potrafi wciągnąć. Nie jest bez wad, ale dla mnie zdecydowanie wart obejrzenia.
„Szeptacz” to film, którego nie da się tak po prostu ubrać w kilka prostych słów. Punktem wyjścia jest przecież coś, co samo w sobie budzi ogromne emocje, czyli porwanie dziecka. Nie chodzi jednak o okup czy żądania porywacza. Chodzi o dziecko, które może w każdej chwili zginąć, i o ojca, który zrobi wszystko, żeby je odnaleźć.
Tom Kennedy (Adam Scott) próbuje odnaleźć swojego ośmioletniego syna Jake'a, który zostaje porwany w tajemniczych okolicznościach. Nie ma jasnego motywu, nie ma prostych odpowiedzi, a z każdą kolejną godziną rośnie świadomość, że czasu jest coraz mniej. W poszukiwania zostaje zaangażowany również Peter Willis (Robert De Niro), ojciec Toma i były detektyw, który przed laty zajmował się sprawą seryjnego mordercy Franka Cartera, znanego jako „Szeptacz”.
I właśnie tutaj film zaczyna wychodzić poza zwykły thriller o porwaniu.
„Szeptacz” bardzo mocno opiera się na relacjach rodzinnych. Tom nie jest po prostu ojcem szukającym syna. Jest też człowiekiem, który sam zmaga się ze stratą żony i próbuje poradzić sobie z własną samotnością. Jake z kolei musi funkcjonować w świecie, którego kompletnie nie rozumie, a do tego mierzyć się ze stratą matki i przerażającą sytuacją, w której nagle się znalazł. Peter natomiast wraca do życia syna i wnuka, choć przez lata jego relacja z Tomem była daleka od idealnej.
To właśnie te rodzinne zależności są dla mnie jedną z mocniejszych stron filmu. Nie mamy tutaj wyłącznie pytania: „kto porwał Jake'a?”. Jest też pytanie o to, ile rodzic jest w stanie zrobić dla swojego dziecka, jak daleko może się posunąć i czy można naprawić relację, która przez lata była właściwie martwa.
Ciekawie wypada również motyw nadnaturalny. Jake zaczyna widzieć duchy dzieci, które próbują mu pomóc. Początkowo może się wydawać, że jest to tylko kolejny element mający podkręcić atmosferę, ale z czasem staje się ważną częścią historii. Film wykorzystuje go nie tylko do straszenia, ale również do pokazania samotności dziecka i jego desperackiej próby znalezienia kogoś, komu może zaufać. Nie wszystko jednak działa równie dobrze.
Największym problemem „Szeptacza” jest chyba to, że momentami próbuje być zbyt wieloma filmami jednocześnie. Jest kryminał, thriller, dramat rodzinny, historia o traumie i elementy nadnaturalnego horroru. Każdy z tych składników sam w sobie jest interesujący, ale nie zawsze udaje się je połączyć w sposób całkowicie naturalny. Niektóre rozwiązania fabularne wydają się trochę zbyt wygodne, a pewne wątki aż proszą się o większe rozwinięcie.
Momentami brakuje również mocniejszego napięcia. Historia ma bardzo dobry punkt wyjścia, czyli porwane dziecko i perspektywę jego rychłej śmierci, dlatego można było oczekiwać, że film będzie niemal cały czas trzymał za gardło. Tymczasem zdarzają się fragmenty, w których tempo wyraźnie siada. Nie psuje to całości, ale sprawia, że „Szeptacz” nie wykorzystuje w pełni potencjału swojej historii.
Na plus zdecydowanie wypada Adam Scott. Jego Tom nie jest kolejnym filmowym ojcem-superbohaterem, który w pojedynkę rozwiązuje całą sprawę. To człowiek przerażony, zagubiony i momentami zwyczajnie bezradny. I właśnie dlatego łatwiej uwierzyć w jego desperację. Robert De Niro jako Peter Willis jest bardziej powściągliwy, ale dobrze odnajduje się w roli człowieka, który niesie ze sobą ciężar własnej przeszłości. Ciekawie wypada również Michael Keaton jako Frank Carter postać, która nawet wtedy, gdy nie znajduje się bezpośrednio na ekranie, cały czas unosi się nad historią.
Podoba mi się również to, że film nie próbuje sprowadzić wszystkiego do samego mordercy. „Szeptacz” jest przede wszystkim historią o stracie, poczuciu winy, samotności i rodzinie, która po latach musi ponownie się do siebie zbliżyć. To właśnie dzięki temu film ma trochę więcej do zaoferowania niż zwykła zagadka kryminalna.
Czy jest idealnie? Nie. Scenariusz ma kilka słabszych momentów, część wątków można było poprowadzić zdecydowanie lepiej, a połączenie thrillera z nadnaturalnymi elementami nie zawsze jest tak płynne, jak powinno. Mimo wszystko nie przeszkodziło mi to w czerpaniu przyjemności z seansu.
„Szeptacz” ma klimat, ciekawy punkt wyjścia i kilka naprawdę mocnych momentów. Nie jest może thrillerem, który całkowicie wywraca gatunek do góry nogami, ale potrafi zainteresować i przede wszystkim ma historię, która nie kończy się na samym „znajdźmy porywacza”. Jest tu dużo więcej, czyli relacja ojca z synem, trudna przeszłość, utrata bliskiej osoby, poczucie winy i próba uratowania dziecka, zanim będzie za późno.
Czy wszystko zostało wykorzystane tak dobrze, jak mogło? Nie. Czy momentami film mógłby być mocniejszy? Zdecydowanie. Ale czy podczas seansu chciałem wiedzieć, co wydarzy się dalej? Tak. I chyba właśnie dlatego kończę z 8/10. Nie za idealny scenariusz, nie za bezbłędną konstrukcję, ale za historię, która potrafi wciągnąć, zbudować odpowiedni klimat i zostawić po sobie coś więcej niż tylko kolejną opowieść o porwanym dziecku.
110
Moja ocena:
8
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Udostępnij
Facebook
X
Udostępnij
Skopiuj link
Obserwuj nas na Google News
Obserwuj nas na Google News
Dodaj Filmweb jako preferowane źródło w Google
Częściej zobaczysz nasze artykuły w wynikach wyszukiwania.