Wkraczając w pustkę

Team Cherry to zaledwie trzech twórców, których dziecko zawstydziło branżowych gigantów i po latach cieszy się niesłabnącym uznaniem. Już niedługo zyska rodzeństwo w postaci długo oczekiwanej ...
Jeśli do trzydziestki brakuje Ci paru lat, gry wideo nie budzą już tych emocji, co dawniej, a swoje ulubione tytuły przechowujesz raczej w sercu niż na twardym dysku, to zawsze możesz liczyć na Australijczyków. Trzy lata temu niezależne studio deweloperskie usytuowane w Adelaide swoim debiutanckim dziełem niezbicie dowiodło, jak wiele osiągnąć można przy minimalnych środkach (co wpisuje się zresztą w jeden z motywów przewodnich wykreowanego przez nich świata). Team Cherry, bo o nich tu mowa, to zaledwie trzech twórców, których dziecko zawstydziło branżowych gigantów i cieszy się niesłabnącym uznaniem. Już niedługo zyska rodzeństwo w postaci długo oczekiwanej kontynuacji ("Hollow Knight: Silksong"), więc najwyższa pora, by rozsiąść się na ławce w zapadłej mieścinie o wdzięcznej nazwie Dirtmouth i dać nura do lokalnej studni…

W ubiegłoroczne lato miałem zbyt zaprzątniętą głowę, by przez dwadzieścia minut rozgrywki "Hollow Knight" dostał ode mnie godną szansę, dlatego odłożyłem grę na później. Zachęcony przez zaufaną osobę, po Nowym Roku poczułem nieodpartą chęć, by spróbować ponownie. Tym razem zaczarowało mnie w mgnieniu oka i wkrótce wciągnęło bez reszty. Od początku towarzyszyło mi wrażenie obcowania z niezwykle przemyślaną i dopracowaną wizją, które szybko przerodziło się w zachwyt. A niedługo później tknęło mnie, że oto mam do czynienia z arcydziełem.
Ponad 50 godzin rozłożonych na pięć tygodni pozwala mi ocenić z czystym sumieniem, że "Hollow Knight" stanowi jedną z najlepszych gier w historii. Spadkobierca duchowy różnych wrażliwości, bezlitośnie uczący pokory, nagradzający wytrwałość i dojrzałe podejście. Często frustrujący, zawsze sprawiedliwy. Synteza artystycznej maestrii i genialnego designu. Głębokie, nastrojowe i niewyczerpane źródło. Niepowtarzalne, idealnie wyważone doświadczenie-absolut, tym bardziej, bo zależne od gracza: studio zbudowało fundamenty i oddało nam minimalistyczne narzędzia, a w naszej gestii pozostawia ich wykorzystanie, podkreślając wagę wolności wyboru. Gotowi na wytyczenie własnego szlaku?

"Hollow Knight" to platformer 2D spod znaku metroidvanii, a zarazem spełniony przedstawiciel gatunku soulslike zainspirowanym dorobkiem From Software. Mechanicznie nigdy nie stoi w miejscu: intensyfikuje się, rozwija dzięki kolejnym niuansom, odkrywa coraz to nowsze karty, na które składa się mnogość budzących zachwyt pomysłów, impresji i smaczków, zupełnie, jakby twórcy wyszli naprzeciwko oczekiwań z wyjątkowym darem do przewidywania, doskonale zdając sobie sprawę, jak sterować wrażeniami odbiorcy, przy okazji nie marnując niczyjego czasu.

Kierunek artystyczny utrzymany został w konwencji mrocznej, acz cukierkowej baśni z elementami gotyku i naleciałościami z anime. Hallownest, czyli kraina, po której przyjdzie nam podróżować, łączy w sobie klimat świata umarłych i królestwa antropomorficznych owadów (z domieszką ożywionej flory). Jakkolwiek ekscentryczna, a może nawet groteskowa w brzmieniu, to doprawdy przepyszna estetyczna uczta w duchu Tima Burtona, którego styl pasuje tutaj jak ulał, bez zarzutu równoważąc urok z creepy atmosferą. Można tu znaleźć melancholię, nutkę egzystencjalizmu, ale i płynącą z głębi serca niewinność, która przełamuje śmiertelną powagę i odbiera tragicznym okolicznościom niepotrzebny ciężar, podczas gdy elegijna aura osamotnienia i tęsknota za minionym światem przeplatają się z zapierającym dech pięknem.

Kreacja świata przywodzi na myśl niejednorodny, ale organiczny labirynt bardzo różnych ekosystemów, spójnie połączonych ze sobą wieloma ścieżkami i skrywających tajemnice. Projekty postaci i lokacji przykuwają wzrok, dopełniające je odręcznie malowane tła to dzieło sztuki, dźwiękowi niczego nie brakuje, ale i tak najbardziej absorbują skomponowane z pasją motywy muzyczne. Wspólnie tworzą niesamowicie wiarygodne jak na taki stopień odjechania uniwersum i narzucają mu paradoksalną delikatność.

Hallownest stoi satysfakcją z eksploracji, a zgłębianie kolejnych misternie skonstruowanych krain najbardziej zbliża grę do swoich soulsowych korzeni: wiedzie nas ciekawość, jakie wyzwanie czeka na nas za rogiem, lub jaki widok uraczy nas tym razem, a tułaczka premiuje kreatywność i chęć odkrywania, zupełnie, jakby z myślą o najpilniejszych, dociekliwych, graczach stałej szkoły. Podobnie jak w "Dark Souls", mimo obecności NPC-ów uzbrojonych w kwestie dialogowe (niejeden ma także własny wątek i w miarę naszego progresu regularnie przecina z nami szlak), historię opowiada tutaj przede wszystkim scenografia. Podróżujemy po upadłym królestwie i z popiołów dawnej świetności składamy w całość dzieje jego mieszkańców. Oczywiście można kompletnie zignorować ten aspekt i skupić się na czystej rozgrywce.

Ta stanowi dobrze naoliwioną machinę, która uczy na błędach i nie wybacza, nakłania do ciągłej koncentracji i podniesionej gardy, trzyma w napięciu, aż wreszcie testuje cierpliwość oraz szybkość wyciągania wniosków, jak i zwyczajny refleks. Poziom trudności stawia poprzeczkę wysoko, ale gdy From Software poświęciło swoją twórczość systemowi walki, tak tutaj dochodzi aspekt platformówkowy, który zmusza do ciągłego wykazywania się zręcznością. Śmierć zagląda nam więc w oczy także przy nieopatrznie wykonanej akrobacji, a droga do najpilniej strzeżonych sekretów i najcenniejszych przedmiotów jest usłana cierniami (czasami dosłownie), wiodąc przez liczne niepowodzenia i wymagając perfekcyjnej koordynacji ruchowej.

Można by pomyśleć, że konwencja dwuwymiarowego platformera narzuci ograniczenia na atrakcyjność walki, ale Team Cherry wyciska z niej ostatnie soki; zestrojona ze zręcznościowymi i eksploracyjnymi elementami, tworzy organiczne, świeże doświadczenie. Najczęściej można to odczuć podczas starć z bossami, w trakcie których mobilność i rozważne korzystanie z dobrodziejstw inwentarza są na wagę złota, a zamknięta strefa walki zamienia się w prawdziwe pole bitwy (lub parkiet do tańca), gdzie frenetyczna wymiana ciosów może przyprawić o zawrót głowy.

Przetrwanie wśród przeciwności losu zapewnia nasza nieoceniona broń biała (Nail) i garść zaklęć, a kluczowy jest również dobór Amuletów (z ang. Charm): przedmiotów przydających nam dodatkowe cechy i różnorakie bonusy, dla przykładu mnożąc zadawane obrażenia, czy przyśpieszając regenerowanie punktów życia. Możemy włożyć na siebie co najwyżej kilka talizmanów jednocześnie, dlatego warto zastanowić się, jaki zestaw będzie nieodzowny w danej chwili. Co więcej, ich siła oddziałuje na siebie wzajemnie i wydobywa nowe moce, dlatego warto eksperymentować z różnymi kombinacjami; nic dziwnego, że na ekranie wyboru czas upływa szybko.

"Hollow Knight" to dzieło kompletne i magiczne, które mimo zapatrzenia w pewne wzorce określa własna tożsamość i niezwykłe bogactwo, także w oryginalności. Niech miarą jego sukcesu będzie fakt, że niezależnie od tego, jak często spotyka nas śmierć, entuzjazm i ochota na wznowienie rozgrywki nie słabną ani o jotę. Stanowi również przypomnienie prostej prawdy, że największe skarby czekają na tych, którzy nie boją się zajrzeć pod powierzchnię i wypłynąć na głębię. Warto doświadczyć jej interpretacji w wykonaniu Team Cherry. Warto przekonać się, czym jest w ich definicji podróż.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Nikt jeszcze nie ocenił tej recenzji $percent% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną ($review.rating.count głosy).
Udostępnij: