Devs

2020
Devs
7,3 9 238
ocen
7,3 10 9238
5 887
chce zobaczyć
8,1 15
ocen krytyków
{"rate":8.066667,"count":15}
{"type":"film","id":829258,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/serial/Devs-2020-829258/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum serialu Devs
  • acidity ocenił(a) ten serial na: 9

    Niestety HBO nie przetłumaczyło cytatu Szekspira, którego słowa, co by nie mówić, padły w bardzo istotnym fragmencie. Czy ktoś zna tłumaczenie, wiec gdzie znaleźć?

  • Klarrim ocenił(a) ten serial na: 10

    acidity Miałem podobny problem - mimo całkiem przyzwoitej znajomości języka angielskiego tekst wydawał mi się dosyć trudny, dodatkowo nie "szekspirowski".
    I po chwili poszukiwania okazało się, że to nie Szekspir tylko Philip Larkin - Aubade.
    Można znaleźć kilka tłumaczeń, samemu należy uznać, które uważamy za trafniejsze.

  • Klarrim Dzięki, też chciałam poszukać.

  • masaja80 AUBADE Philip Larkin (ang.-->pol.)

    Tyram w dzień na okrągło, a w nocy popijam.
    Budząc się o czwartej w głuchym mroku, patrzę.
    Zanim świt przeszyje światłem obrzeża firan,
    Widzę co Bogiem a prawdą było tam od zawsze:
    Bliższa o długość dnia, śmierć niezmordowana
    Udaremnia myślenie o wszelkich innych planach
    Prócz tego kiedy, gdzie i jak wyciągnę kopyta.
    Prożne rozważania: przecież lęk prawdziwy
    przed umieraniem, przed byciem nieżywym,
    Przebłyskuje raz po raz, trwa, za gardło chwyta.

    Ten błysk kasuje myśli. To nie wina smutku -
    Że roztrwonione chwile, szanse zmarnowane,
    Uczucia wzgardzone - ani opłakanych skutków
    Tego, że tak mozolnie życie raz nam dane
    Uwalnia się od złych początków, albo też nie:
    Chodzi o pustkę co ogarnia totalnie i wiecznie,
    Pewną zagładę, do której zmierzamy
    By przepaść na zawsze. Nie być już tu dalej,
    Wkrótce nie być wcale:
    Nie ma większej prawdy, dotkliwszej obawy.

    Tego swoistego sposobu odczuwania strachu
    Nie przegoni żadna sztuczka. Na nic tu wiara,
    zżarta przez mole, bezkresna symfonia brokatu,
    Stworzona by mamić, że śmierć próżno sie stara,
    Na nic podejrzana gadanina, że nikt rozumny
    Bać się nie musi czego nie da się czuć z trumny,
    To ślepota, na to co nas trwoży - utratę czucia,
    wzroku, słuchu, węchu, smaku, stan bez myśli,
    Bez więzów i miłości bliskich,
    Uśpienie, z którego nikt już nigdy nie powróci.

    Tak oto snuje się stale na peryferiach wizji,
    Mała mglista zmaza, przeciągłym dreszczem
    Spowalniająca każdy impuls w brak decyzji.
    Nie zdarzy się wszystko co możliwe jeszcze:
    Ale to się zdarzy, a świadomość tego rozogni
    Zarzewie przestrachu gdy bez wody, samotni
    Znajdziemy się w matni. Na nic tu męstwo:
    Równa się nietrwożeniu innych. Brawura
    W grobie nic nie wskóra.
    Dla śmierci bez różnicy porażka i zwycięstwo.

    Światło nabiera mocy, pokój w kształt obrasta.
    Jawi nam się ogromne jak szafa to co rozumiemy,
    Wiemy to od początku, wiemy, że nas przerasta,
    Lecz nie ma ucieczki. W jedną stronę odejdziemy.
    Telefony już się czają, każdy dzwonić chętny
    W pozamykanych biurach, i cały ten obojętny,
    Wyuzdany, wynajęty świat wkrótce się zbudzi.
    Niebo blade jak glina, pozbawione słońca,
    Pracy nie ma końca.
    Listonosze jak lekarze chodzą od ludzi do ludzi.



    Aubade Philip Larkin

  • asadaf Świetne tłumaczenie świetnego tekstu. Jestem bardzo wdzięczna.

  • asadaf Dziękuję

  • per333 ocenił(a) ten serial na: 8

    asadaf Ładny wiersz, choć tłumaczenie mogłoby być odrobinę zgrabniejsze. W filmie wykorzystano akurat wiesz Larkina bez przekleństw, jest sporo wierszy jego autorstwa, które wulgaryzmami ociekają i taką jakby wściekłością, niemożnością pogodzenia się z tym, że śmierć jest nieuchronna. Przy czym Larkin przeklina z klasą, ;) bo używa głównie wulgaryzmów ze średnioangielskiego, które we współczesnym języku już rzadko są używane.

  • respublika ocenił(a) ten serial na: 10

    per333 Dlatego lepiej chyba podrzucać tę wersję.

    Wersja Pana Jacka Dehnela

    Przez cały dzień pracuję, popijam nocami.
    Obudzony w bezgłośnej ciemności o czwartej -
    Gapię się. Zanim brzegi zasłon blask rozpali,
    Widzę tę, która zawsze tam jest, tak naprawdę:
    Niestrudzoną śmierć, teraz o cały dzień bliższą,
    Co każdą myśl - prócz tej jednej - czyni niemożliwą:
    Kiedy i w jaki sposób umrę. Swoją drogą,
    Jałowe roztrząsanie: a jednak obawy
    Przed śmiercią, byciem zmarłym,
    Błyskają znowu, łapią i przejmują trwogą.

    Ten blask poraża myśli. Nie głosem sumienia -
    Że uczucia nie dane, że czas przebimbany,
    Dobro niewyrządzone - ani biadoleniem
    Żeś tyle sobie życia zmarnował, szmat cały,
    Chcąc naprawiać początki, chociaż już ich raczej
    Nie naprawisz; lecz pustką totalną, na zawsze,
    Nieuchronnym wymarciem - to właśnie do niego
    Podróżujemy, żeby zniknąć. Nie być tutaj,
    Nie być nigdzie. Posłuchaj:
    Nic bardziej straszliwego, bardziej prawdziwego.

    Żaden trick nie rozproszy tej odmiany strachu.
    Próbowała już kiedyś religia, ten bezmiar
    Muzycznego, zżartego przez mole brokatu,
    Stworzony by udawać, że nikt nie umiera,
    I gładkie słówka: czemu człowiek racjonalny
    Ma bać się rzeczy której nie poczuje?, jakbyś
    Nie tego bał się: braku wzroku, słuchu, czucia
    Smaku, zapachu, czegoś do myślenia, czegoś
    Do kochania, bliskiego;
    Narkozy, z której nikt z nas już się nie obudzi.

    I tak na samym brzegu widzenia zostaje
    Mała, rozmyta plamka, ten chłód, co nasz każdy
    Impuls spowalnia aż po niezdecydowanie.
    Większość rzeczy nie zdarza się - lecz ta się zdarzy,
    A zrozumienie tego dzikie rozpala płomienie
    W piecu trwogi, gdzie nagle jesteśmy schwyceni,
    Bez ludzi i napojów. I na nic odwaga:
    Oznacza niestraszenie innych. Bycie mężnym
    Od grobu nie wyręczy.
    Śmierć jest ta sama - przyjmiesz ją, czy się jej wzdragasz.

    Światło coraz mocniejsze, pokój kształt przybiera.
    Wielkie jak szafa stoi to, co wiemy, co też
    Wiedzieliśmy od zawsze; uciec mu się nie da,
    Lecz nie sposób go przyjąć. Jedno musi odejść.
    Telefony się kulą, już by dzwonić chciały
    W zamkniętych na klucz biurach; i cały niedbały,
    Misterny, wynajęty świat wnet się ukaże.
    Niebo białe jak glina, słońca na nim nie ma.
    Jest praca do zrobienia.
    Listonosze po domach chodzą, jak lekarze.

  • per333 ocenił(a) ten serial na: 8

    respublika No nie wiem. Z tego pierwszego tłumaczenia ten fragment

    Chodzi o pustkę co ogarnia totalnie i wiecznie,
    Pewną zagładę, do której zmierzamy
    By przepaść na zawsze. Nie być już tu dalej,
    Wkrótce nie być wcale:
    Nie ma większej prawdy, dotkliwszej obawy.

    podoba mi się dużo bardziej.

  • respublika ocenił(a) ten serial na: 10

    per333 Ru jest wytłumaczone dlaczego to tlumaczenie jest lepsze.
    https://nieszuflada.pl/klasa.asp?idklasy=145098&rodzaj=1

  • respublika Dzięki Brachu. Piękny wykon do pięknego dzieła.

  • Ballaczka25 ocenił(a) ten serial na: 8

    respublika Tyle wersji i nikt Barańczaka nie wrzucił?

    Tyram cały dzień, potem piję, żeby zasnąć.
    O czwartej budzę się w bezgłośny mrok i patrzę.
    Za jakiś czas firanki ponakłuwa jasność.
    Na razie widzę to co jest właściwie zawsze:
    Nie znającą spoczynku śmierć, w tej chwili bliższą
    O cały jeden dzień, śmierć, która poza myślą
    O tym, jak, gdzie i kiedy będę sam umierał.
    Nie pozwala na inne. Jałowe pytania,
    Lecz groza śmierci, groza umierania
    Ciągle na nowo błyska, dech w piersi zapiera.

    Oślepia myśli ten błysk. Wyrzuty sumienia?
    Nie, rzecz nie w żalu, że się wyrządziło mało
    Dobra, skąpiło się komuś serca, bez zmrużenia
    Oka trwoniło czas - i nie w tym, że się miało
    Jedno życie, a całe zeszło na naprawach
    Błędnych początków; nie to; raczej - ta jaskrawa
    Pewność zupełnej pustki, tam, u kresu zniszczeń
    I zniedołężnień: to, że tak totalnie człowiek
    Nieobecnieje - tutaj, tam, gdziekolwiek -
    I już wkrótce; nic nie jest straszliwsze, prawdziwsze.
    Nie ma magicznych sztuczek, które by rozwiały
    Ten jeden strach. Religia wmawiała jak mogła -
    Rozsnuwając zmurszałe brokaty, chorały -
    Że wcale nie umrzemy, a cała rzecz w modłach;
    Z drugiej strony - ta słuszna na oko piosenka:
    "Kto myśli racjonalinie, nie może się lękać
    Czegoś, czego i tak nie będzie czuł" - jak gdyby
    Brak dźwięku, woni, smaku, kontaktu, nadziei -
    Narkoza, z której się nie przytomnieje -
    Nie był właśnie istotą całej tej ohydy!

    I tak to trwa, na samym skraju naszej wizji:
    Rozmazana, nieostra plamka, która zwarzy
    Chłodem każdy nasz impuls, zmrozi w brak decyzji.
    Większość rzeczy nie zdarza się: lecz ta się zdarzy,
    I zdanie sobie z tego sprawy jest tym ogniem,
    Który buzuje w piecu naszych osamotnień,
    Gdzie zmory widzi każdy, abstynent czy opój.
    Nie straszyć innych - tyle znaczy odwaga.
    Tobie - uniknąć grobu nie pomaga:
    Śmierć jest śmiercią, czy skomlesz, czy stawiasz jej opór.

    Zwolna wzmacnia się światło, pokój wyraźnieje.
    To, co wiemy, co zawsze wiedzieliśmy, stoi
    Przed oczami jak szafa: że nie ma nadziei
    Ucieczki. Nikt nie przyjmuje tego jako swojej
    Prawdy. Lecz będzie musiał. Tymczasem w uśpionych
    Biurach przysiały już do skoku telefony
    I świat, ten wynajęty, zawiły kłąb zdarzeń
    Ruszy zaraz, nie dbając, że kogoś z nas straci.
    Niebo jest białe jak glina. Do pracy.
    Listonosze już krążą jak czujni lekarze.


    Te amatorskie nie mają startu, chociażby przez niezrozumienie w wielu fragmentach tekstu źródłowego.

  • respublika ocenił(a) ten serial na: 10

    Ballaczka25 No tak. J. Dehnel to zupełnie anonimowy amator

  • acidity Pewnie sporo widzów (w tym np. ja) jeszcze w trakcie recytowania tego nietłumaczonego przez lektora poematu sprawdzi kto zacz i potem zrozumie wątpliwości Stewarta, zwłaszcza w kontekście "Szekspira, czy coś" rzuconego przez Katie. Ciekawe czy publiczność anglojęzyczna zna na tyle literaturę, poezję Larkina by próbować zaspokoić ciekawość i dojść do podobnych wniosków na temat kondycji mentalnej twórców algorytmu.