Nie sądzicie że zaczyna to być za bardzo nużące i przeciągać się w nieskończoność?
Zgadzam się, w pewnym momencie to zaczyna być wręcz nużące, bo ile razy można już to widzieć? To jest kwestia nie tylko stylu, ale też jakiegoś poziomu, bo przecież bez niego z czym do ludzi? Dlatego coraz bardziej jestem za tym, aby wprowadzić ogólnopolską kampanię promująca czytanie, nie tylko książek, ale też tego co się samemu pisze - czym jest to "to" Gnurfio? xD
Wyczuwam w Twoim poście, z niewiadomych dla mnie przyczyn, ironię. Natomiast jeżeli chodzi o to zagadkowe dla Ciebie "to", to wydawało mi się że jest to jasne i zrozumiałe, jednakże jednak nie do końca... Chodzi o rozwlekłość odcinków, brak akcji która zabroniłaby odbiorcy usnąć. Ja rozumiem że trzeba spojrzeć na nową produkcję z dystansem, bez pryzmatu ekranizacji i książki, bo w końcu jest to świeża interpretacja reżysera, którą należałoby docenić, aczkolwiek uważam że wykonanie nijak się ma do zasadniczego problemu jakim jest fascynująca postać Lectera. Czuję niedosyt płynący z ubogiego ukazania charakteru Lectera i jego malowniczej osobowości. Ale dam szansę jeszcze, zobaczymy, być może moje potrzeby zostaną niebawem zaspokojone i mój komentarz będzie wyglądał zupełnie inaczej. Mam nadzieję że wystarczająco wytłumaczyłam tajemnicze "to" które wzbudziło tak ironiczną reakcję z Twojej strony. Pozdrawiam.
Przepraszam, ale nie wyłapałem tego z Twojej pierwszej wypowiedzi, stąd ten sarkazm (czasami ciężko rozróżnić trolla od osoby chcącej napisać coś konkretnego).
Z jedną z Twoich tez nie mogę się zgodzić, a mianowicie w kwestii rozwlekłości odcinków. Wybór przez twórców serialu formatu 45-minutowego jest według mnie błędem, powinny to być godzinne odcinki, gdzie dzięki tym dodatkowym 15 minutom fabuła i akcja uzyskałaby odpowiedni poziom płynności. Piszę to żeby zaznaczyć, że problemem nie jest brak akcji - a wręcz jej nadmiar, jakby twórcy chcieli za dużo zmieścić w jak najkrótszym czasie.
Wychodzi więc na to, że inaczej rozumiemy określenie "akcja" w serialu. Według mnie twórcy postanowili stworzyć serial, którego podstawą będzie mroczna, gęsta, krwawa atmosfera, gdzie nie zagadka kryminalna jest głównym bohaterem serialu, a relacje pomiędzy postaciami, ich psychika. Stąd tyle rozmów, a tak mało kryminału. A co do niedosytu Lectera - też go odczuwam, ale fajne jest to że twórcy nie starają się wyjaśniać jego motywacji czy czynów, tylko pozostawiają tą kwestie otwartą.
Również pozdrawiam :)
Mi się wydaje, że akcji jest właśnie w sam raz. Przy dialogach cały czas się zastanawiam co tak naprawdę się dzieje i o czym w gruncie rzeczy jest rozmowa, wiele dialogów ma podwójne, a w przypadku Lectera i potrójne dno. Serial w każdym odcinku pokazuje nam coraz więcej z osobowości doktora. Akcja to nie tylko strzelanie, trupy - prawdziwa rozrywka w przypadku tego serialu siedzi w analizie bohaterów, gdzie na główną rolę w pełni zasługuje Lecter - już się nie mogę doczekać co pokażą w następnym odcinku, bo "akcja" bardzo szybko się rozwija - to, jak szybko potrafił przeanalizować co się stało, obmyślić plan i przewidzieć co zrobi córka Dzierzby, kiedy zobaczył jej zakrwawione ręce, zasługuje już na medal - to, jak manipuluje otoczeniem i poszczególnymi ludźmi, jak zręcznie potrafi wykonać misterny plan i jak szybko to robi... Na końcu odcinka prawie wszystko potoczyło się wg jego planu, ale dziewczyna okazała się mądrzejsza niż przypuszczał, teraz dzielą się sekretami - słodkie:D Fajna symbolika całego tego zjawiska wyszła - dojrzały, inteligentny i w pełni rozumiejący swoje działania Lecter ma teraz małą dziewczynkę, pupila którego sobie zręcznie przywłaszczył, ale nie byle jakiego pupila bo wykazującego się wieloma zdolnościami.
Jedyne co mi się nie podoba to to, że nasz agent specjalny jeszcze nie doszedł do tego, że to wszystko robi Lecter. Być może dojdzie do tego w następnym odcinku, na co Lecter zareaguje kolejną manipulacją w mistrzowskim stylu.
Ogólnie fajny serial, dający sporo do myślenia, ale oryginalnych filmów nie przebije.
Prosiłbym tez o podanie tytułu książki o której wcześniej wspominaliście.
Pozdrawiam
Zgadzam się z Twoją analizą serialu, jednak dobrze by było dodać te 15 minut aby intrygi/zwroty akcji/rozmowy przechodziły płynnie między sobą, a nie tak jak teraz kiedy człowiek jest wręcz bombardowany kilkupoziomowymi dialogami, wizjami agenta plus działaniami Lectera :D Ale to tylko moje subiektywne odczucia.
A co do pana Grahama - jest to postać, której empatia momentami mnie wręcz razi po oczach, ale z czasem coraz lepiej mi się trawią jego "problemy".
Co do książki, to ja przynajmniej pisałem - myślę, że Gnurfia miał/miała na myśli te same tytuły - o "Milczeniu Owiec", czy "Czerwonym Smoku" (jest jeszcze książka "Hannibal po drugiej stronie maski" opowiadająca o młodości Lectera, ale osobiście jej nie polecam - to forma skoku na kasę wykorzystująca fenomen Lectera, a trochę niszcząca aurę tajemniczości tej postaci)
Pozdrawiam ;)
Oczywiście o te same książki mi chodziło. Generalnie jestem wielką fanką postaci Lectera, jeżeli chodzi o ekranizację z Hopkinsem, obejrzałam wszystkie części multum razy, i może dlatego moje przywiązanie do postaci Hopkinsa rzutuje teraz na serial. Aczkolwiek wiązałam większe nadzieje z serialem. Coś mi się strasznie gryzie w wykonaniu tego serialu. Dłuższe odcinki? Hmmm.... ja widziałabym to bardziej w postaci miniserialu, podzielonego na przykład na 6 odcinków po półtorej godziny. Osobiście uważam za irytujące przerwy między odcinkami na AXN, raz na tydzień zdecydowanie wytrąca z klimatu jaki zdążył się utworzyć podczas oglądanego odcinka. Ale to tak na marginesie. Cieszę się że rozpędził się tutaj tak temat, ponieważ może pozwoli mi spojrzeć nieco bardziej z dystansem na produkcję serialową. Ale żeby było jasne, nie oczekuję od serialu większej akcji kryminalnej, wolałabym żeby opierał się on bardziej na strukturze działania Lectera, jego głębokiej osobowości, nieziemskiej inteligencji oraz kultury osobistej, która właśnie mnie urzekła. Natomiast odnoszę wrażenie że wszystko kręci się wokół znerwicowanego Grahama, który jest ofiarą losu i wszyscy skaczą mu koło tyłka. Mam nadzieję jednak że jest to celowe działanie, i wybuchnie ono jako podstawa totalnej manipulacji ze strony Lectera, który owinie sobie Grahama wokół palca, i tym samym może go "naprawi". Nie mówię nie, wręcz przeciwnie, jestem nakręcona jak szwajcarski zegarek na ten serial, ale słuchajcie, w pierwszym odcinku zaliczyć taką wpadkę techniczną? Mówię o sytuacji kiedy Graham w łazience trzyma głowę w umywalce żeby opłukać sobie twarz, kamera jest z perspektywy umywalki, że tak powiem, cała twarz zamoczona, włosy pływające po wodzie, po czym w następnym ujęciu, kiedy kamera jest obok, Graham wyciąga twarz z umywalki i włosy ma zupełnie suche.... Dla mnie takie rzeczy są niedopuszczalne. Banalne błędy, które mnie nastawiają od kopa bojowo. Byle do następnej środy w takim razie. Pozdrawiam Was panowie :)
Miniserial jest w przypadku takiej postaci jak Lecter idealnym rozwiązaniem, ale nie ma co marzyć - takie rozwiązanie to mniej $$$ do kieszeni producentów ;<
Stworzenie ze struktury działania Lectera podstawy serialu wymagałoby zagłębienia się również w jego osobowość, psychikę, motywację, potrzeby - co według mnie spowodowałoby totalne obdarcie tej postaci z przerażającej tajemniczości oraz diabolicznej nieprzewidywalności. A po drugie - kwestia może nawet podstawowa - odtwórca roli Lectera Mads Mikkelsen powiedział w jednym z wywiadów, że miał momentami problemy ze zrozumieniem odczuć/myśli/motywacji Hannibala, z dość prostej przyczyny - nie był w stanie całkowicie przenieść sposobu myślenia osoby chorej (lekko pisząc ^^) w taki sposób, aby być w 100% wiarygodny. Musiał więc zastępować część odczuć Lectera, swoimi własnymi - według niego pasującymi do danej chwili. Pojawia się więc pytanie - czy da się odtworzyć na ekranie w 100% postać, charakter, myśli, motywacje Lectera? Tak, aby stworzyć z tego pełnokrwisty materiał nie niszczący dorobku książkowego/filmowego (który tak bardzo nie eksponował Lectera i jego wewnętrznego świata).
Dłuży mi się czas do tej środy strasznie ;_; Pozdrawiam ;)
Hah! Skoro Mikkelsen nie jest w stanie się wczuć w swoją postać, jakże ważną, to po co brał się za jej odtwarzanie? Do tej roli jest potrzebna osoba która będzie na tyle empatyczna by nie kombinować w poszczególnych scenach, i rozmyślać czy aby to jest na pewno dobrze.... i powiem Ci że to widać. Widać tę pewną niepewność w graniu tej roli. Hopkins był idealny, no po prostu patrząc na to jak on odgrywa rolę Lectera, to śmiało mogę powiedzieć że mogłabym się zaprzyjaźnić z takim psychopatycznym mordercą. Jest to tak elokwentna, kulturalna i nieprzyzwoicie inteligentna postać że naprawdę trzeba czuć wewnętrznie żeby dobrze ją przedstawić. Nie sądzę by obdarło to postać z tajemniczości, wręcz przeciwnie, ja traktuję to jako swojego rodzaju lekturę - motywy jakimi kierował się Lecter. Bo nie są to wbrew pozorom motywy socjopatyczne, a w serialu inaczej to odbieram. A! Wspomniałeś w poprzednim poście że nie do końca podoba Ci się "Hannibal - po drugiej stronie maski", ja uważam żę to jest doskonała, przepyszna, cudowna, wisienka na torcie :) Nawet aktor odtwarzający rolę młodocianego Lectera był strzałem w dziesiątkę.
Gusta i guściki dla mnie Mikkelsen przebija Lectera z wszystkiego poza "Milczeniem Owiec".
Jest chłodny, wyrachwany, upiorny. I pociągający jednocześnie, jak Hopkins.
Jeśli chodzi o "Drugą stronę", dla mnie chałtura jakich mało zrobiona na fali prequeli.
Przewidywalna, słabe aktorstwo, słabe motywacje w stosunku do reszty serii.
.
Oczywiście tak jak pisał/pisała MeLegia - to wszystko jest kwestia gustów i guścików, ale myślę że Mikkelsen jest tak dobrym aktorem, że ma coś w zanadrzu i jego grę będzie można ocenić dopiero pod koniec sezonu. Mi się podoba jego kreacja, jako forma ucieczki od postaci Hopkinsa. Nie stara się go naśladować ani przebijać, tylko powoli buduje własną wizję Lectera. I co do tego, że on miewa problemy z odtworzeniem wewnętrznych motywacji Hannibala - to mnie to akuratnie nie dziwi, to chyba po prostu szczera prawda o aktorskim fachu, że pewnych rzeczy się po prostu nie przeskoczy (osoba zdrowa na umyśle musi przejąć umysł Lectera) ;)
"Hannibal - po drugiej..." jako film był całkiem niezły, nie był źle zrealizowany, momentami czuło się jako taką grozę, ALE jako książka to była potocznie pisząc - masakra. Pomijam już ten skok na kasę Harrisa, ale to jak poprowadził tę historię... Ale znów to czysty subiektywizm :)
Dostrzegam chyba mój mały problemik - mianowicie podejście bardzo emocjonalne i sentymentalne do pewnych rzeczy. Prawdopodobnie wynika to z faktu że jestem tylko kobietą. Ale jestem w stanie przyjąć do wiadomości i zaakceptować Twoje spostrzeżenia Jokullus'ie, ba! i nawet się nad nimi zastanowić ;) Obiecuję że z większym dystansem spojrzę na Mikkelsen'a i dopatrzę się to o czym mówicie od początku tej dyskusji. A tymczasem pozwolę sobie wysłać do Ciebie zaproszenie do znajomych, robię to w przypadku osób które mają coś konstruktywnego do powiedzenia i nie do końca się ze mną zgadzają, bo takie rozmowy uważam za bardziej wartościowe dla mojej osobowości. Liczę na to że będzie okazja do podyskutowania jeszcze w przypadku innych ciekawych produkcji :)