HAHAHAHA

1. Przez 100 lat ludzie nie wysyłają nikogo na Ziemię, żeby sprawdzał co się tam dzieje, stan promieniowania, skażenia itd. mimo, że podróż z orbity trwa 30 MINUT.

2. Kiedy już się na to decyduje, zamiast naukowców, wojska itd. wysyła tam zgraję niedorozwiniętych nastolatków.

3. Przez 100 lat na zaplanowanie tej misji, jednej z najważniejszych w dziejach ludzkości i przy dostępie do technologii pozwalającej na utrzymanie na orbicie kilkunastu ogromnych stacji kosmicznych, naukowcy nie sąw stanie stworzyć małej sondy, która nie zepsuje się w trakcie PÓŁGODZINNEJ PODRÓŻY PO LINII PROSTEJ.

4. Na pokład tejże sondy (zakładam że pilnowanej przez wojsko, służby specjalne itd.) radośnie wchodzi sobie jakiś random bo przebrał się w mudurek tej pseudozałogi (jak wiadomo sprzedają je w sklepach z odzieżą). Jakiś dowód tożsamości? Skanowanie tęczówki? Legitymacja szkolna?
Nie.
Wystarczy mundurek ze sklepu.

To wszystko przez mniej niż 10 minut pierwszego odcinka.

dziękuję, dobranoc.

50
  • Dalej jest jeszcze lepiej
    SPOILER
    Okazuje sie, ze glowna bohaterka jest lesbijka. Czujesz jaka wiocha?! Cala arka sie z niej smieje, a jeden murzyn to sie nawet przez to wyslal na ziemie w odzbrojonym pocisku.

  • Uśmiałem się, ale heca. A teraz wyłącz komputer i nie wracaj tu trollu.

  • Wygląda na to, że ktoś chciał wyjść na bystrego. Szkoda tylko, że oglądanie kolejnych odcinków przynoszą wyjaśnienia wszystkiego co wysmiewasz :) żeby wszystko zrozumieć wystarczylaby odrobina uwagi i mniej sceptycyzmu.

    • użytkownik usunięty

      Dotrwałem do 3 odcinka i jakoś nie widzę tych wyjaśnień. Nie mam ochoty dalej oglądać, bo mi się nie podoba.
      Może wyjaśnisz czemu wrzucenie kamienia do wody uratowało Octavię? Jak bardzo musi być upośledzone zwierzę, żeby puścić ofiarę którą ma w pysku, żeby złapać inną?!
      Na tych Arkach nie mają chociaż zwykłych teleskopów, żeby podejrzeć co się dzieje na Ziemi? Co się stało z satelitami? Wyparowały od bomb nuklearnych?! Poważnie to mogli wysłać ich w drugim odcinku, a w pierwszym wyjaśnić, dlaczego tak, a nie inaczej.

      • w 3 odcinku nie ma wyjaśnień. Wszystko przychodzi z czasem.
        Jestem na bieżąco z serialem, kilka lat temu zakonczyłam ten serial po 2 sezonie, jednak niedawno coś mnie wzieło by zacząć od nowa.
        Zgodzę że, że serial nie jest zgodny z realizmem tak samo jak to, że niektóe sceny/wątki/bohaterowie są rak durne że nieraz mozna załamać ręce... Ale to, co sie będzie działo w dalszych odcinkach tłumaczy wszystko.
        Najgłupszy wg mnie jest wątek z Miastem Światła i wiem że wielu widzów strasznie narzeka na to, jednak trzeba to przebrnąć by dowiedzieć się o co tak naprawdę chodzi.
        Kwestia gustu i upodobań, myślę że prędzej serial sie spodoba młodszym widzom niz tym starszym.
        Pozdrawiam wszystkich ;)

  • Będą mini spojlery, wiadomo. Ale z tych pierwszych odcinków i zresztą nie będę opisywać żadnych przełomowych sytuacji.

    Ad.2 Też bardzo zirytował mnie ten pomysł. Potem pomyślałam, że wojskowi / naukowcy są cennym nabytkiem i być może szkoda było władzom stracić wartościowych ludzi, dlatego w pierwszej kolejności zdecydowali się na więźniów, którzy mogli umrzeć od promieniowania. Tyle że to byłoby logiczne w momencie, gdyby arka nie została postawiona pod ścianą...
    Wysłanie 100 ludzi (!) jest skrajnie nieodpowiedzialne. 10 potrafi się ze sobą toczyć bójki, a co dopiero taka ilość. Bez żadnego przeszkolenia, bez wpojenia żadnych zasad moralnych, bez lidera. I władza jeszcze miała czelność myśleć, że będą z nimi współpracować? Litości...

    Ad.3 To to już jest w ogóle hit. Nawet żadnych działań nie podjęli w momencie, gdy kapsuła miała awarię.

    Od siebie dodam:
    1. Potworne aktorstwo. Już dawno żadne mnie tak nie uderzyło. Już Azjaci mają lepszą mimikę twarzy i zdolności (a wiadomo, że do nich trzeba się przyzwyczaić). Matka Clark to sztuczne oczy ma wsadzone. Zero jakichkolwiek emocji, jej twarz świeciła dla mnie pustką, nieważne co się działo. Może przesadziłam. Czasem miałam wrażenie, że kobieta zaraz wybuchnie śmiechem. Podobnie miałam z tą małą blondynką, kiedy płakała albo przyznawała się do swojej winy. W momencie jak ten chłopak z okularami przeskoczył na drugą stronę wyspy, a reszta gwizdała, śmiała się (ten sztuczny uśmiech Clark, błagam), krzyczała, dwa razy było zbliżenie na Azjatę, który z przeogromną satysfakcją cisną ręką w dół (jakby coś wygrał), to wskaźnik mojego żenadometru wybił poza skalę...

    2. Ten chłopak w okularach oberwał a'la dzidą. Wyglądał na martwego. Ale Clark w obozie mówi, że "został ranny". W tamtym momencie pomyślałam sobie "wtf?". Przecież gościu leżał z szeroko otwartymi oczami bez jakiejkolwiek reakcji. Ale nie, "został ranny". Chyba każdy o normalnych zmysłach pomyślałby, że nie żyje...

    3. Relacje między bohaterami i dialogi są dramatyczne. Nie wiem kto to wymyślał i miał śmiałość napisać. "Księżniczko...ble ble Księżniczko... ble ble... Nie lubisz jak mówię do ciebie księżniczko?" - w momencie gdy na twarzy Clark nie zagościła ani jedna emocja. Nie potrafię sobie przypomnieć żadnych perełek, ale chyba każdy normalny widz potrafi wyczuć , że dialogi infantylne, sztuczne i nic nie wnoszą do fabuły (przynajmniej w 1-szym odcinku, później odpalałam sobie ten serial do snu).

    4. Nie da się lubić żadnego bohatera! Są tak potwornie napisani, że no nie da się. Nawet jak dzieje się jakaś tragedia, ktoś zostaje ranny, ktoś ginie - nie czuję żadnych emocji, bo bohaterowie nie zasługują na moje współczucie po prostu... Ich bezmyślność i brak jakiejkolwiek wyobraźni w momencie gdy jeden z drugim wskakuje do wody... Nie, po prostu jedno, wielkie, dupne NIE.

    Wielkim skrótem. Potencjał był przeogromny, wykonanie dramatyczne. Bo pomysł jest bardzo dobry. Zaraz mi się biblia przypomina i jak to aniołowie upadli na ziemię ;).
    Wytrzymam jakoś do drugiego sezonu, który ponoć jest lepszy, ale jakoś tego nie widzę.

    • Trzeci to dopiero dramat i niebywała głupota zwłaszcza na finiszu. No i pojawiają się homoseksualiści, bez tego nie ma serialu, jak wiadomo.

      • Będą spojlery.

        Właśnie doszłam do trzeciego sezonu. Czy tylko ja miałam wrażenie, że zaczynał się lekko z du...? Ta dziewczyna, co ma romans z Bellamy to kto niby? Nie wiem, może to wina tego, że the 100 puszczałam sobie do spania (ale na następny dzień i tak wracałam do przespanych minut) i coś mi gdzieś umknęło, ale kurczę... Jakoś mi się nie wydaje, bo pewne wątki pojawiają się nagle i to samo tyczy się umiejętności (na przestrzeni całego sezonu). Biegle zaczynają władać obcym językiem, potrafią włamać się do systemu, który przecież nie powinien im być znany i eliminują tym wroga, stają się wojownikami, zabijają (pff, a co to takiego?)...

        Nie powiem, drugi sezon zaczął się fajnie. No wkręciłam się, przyznaję. Szkoda, że to uczucie wyparowało po pierwszym odcinku. Twórcy gnają z fabułą strasznie, lecą na złamanie karku, jakby stali pod ścianą, a ktoś przykładał im broń do skroni. Szybciej! Szybciej! Jak na mój gust sezon pierwszy powinien być o poznawaniu Ziemi (zagrożeniem powinny być zwierzęta), drugi o ziemianach, trzeci o ludziach z gór. Mogłyby się pojawiać jakieś wskazówki, jakieś poszlaki, które zmusiłyby widza do jakichkolwiek refleksji, ale nie. Wywalili wszystko na tacę, napychając sezony niby zwrotami akcji, które dzieją się po kilku minutach albo nawet w tej samej scenie. W dalszym ciągu pojawiają się fochy o nic i dramaty też o nic. Nie wiem, czy ich celem było wzruszenie, czy zdenerwowanie widza, bo jeśli o to drugie chodzi, to wyszło im znakomicie.

        A ludzie z gór. Fajną mieli bazę. Zastanawia mnie czy robili cokolwiek innego prócz eksperymentowania, oddawania się sztuce i napychaniu brzucha. Gdzie są pracownicy? Gdzie ekspansja podziemnych stref? A, znając życie będzie super mega zwrot akcji w połowie trzeciego sezonu, bo potrzebujemy JESZCZE więcej akcji. Element też całkiem zmarnowany. Poza tym mogli wychodzić na powierzchnie w kombinezonach, więc mieli dostępne wszelkie surowce na odpowiedni rozwój.

        Obecnie jedynym ciekawym motywem jest hologram, ale nie jestem pewna czy aby twórcy już nie powiedzieli jaka była jego rola w przeszłości. Problem w tym, że pozostałe wątki są tak nudne i z czapy, że nawet i tego nie chcę się dowiedzieć. Odpuszczam. Myślałam, że coś się zmieni, ale to było tylko chwilowe wrażenie. Trzeba będzie znaleźć coś innego.

    • "2. Ten chłopak w okularach oberwał a'la dzidą. Wyglądał na martwego" - to widać jest dość popularne we współczesnych serialach, mógłbym przytoczyć przypadek ostatniego odcinka Kronik Shannary - główny bohater zostaje przebity mieczem na wylot, magicznym mieczem ząbkowanym dodam (bo to dość ważne, ze względy na rozmiar obrażeń jakie zadaje taki miecz), po czym nie dość, że bohater własnoręcznie zabija swego przeciwnika wpychając weń swój miecz Shannary, to jeszcze potem sam z siebie powolutku wyciąga ów ząbkowany miecz magiczny i nie widać na jego twarzy właściwie większych emocji, trochę tylko jęczy. A potem sobie chodzi i rozmawia, praktycznie bez oznak bólu, bo wszak musi powiedzieć swoje zanim w końcu wskoczy do wody-źródełka. Poziom żenady równie maksymalny i drwina z widzów.

    • Wiezniami byli indywidualisci. W społeczeństwie arki indywidualizm był gorszy od niechodzenia do kościoła.

  • Serial faktycznie jest w wielu miejscach bez logiki. Całość ciągnie się za motywem żeby "przetrwać" i widać w nim ludzi, którzy robią okropne rzeczy żeby tylko dożyć kolejnego dnia. Możemy sobie wyobrazić siebie w ich sytuacjach i okaże się że w większości z nich zrobilibyśmy dokładnie to samo. Dlatego serial jest dość ciekawy. Ukazuje prawdziwą ludzką naturę, gdy ich życie staje się zagrożone.

    SPOILER

    Szczególnie podobał mi się pod tym względem sezon 6
    Gdy ludzie zamknięci w bunkrze musieli jeść ludzkie mięso, czasem mięso swojego brata lub kolegi.
    I Octavia, która wiedziała co się stanie jeśli ludzie odmówią, dlatego zabijała niektórych
    żeby w innych wyzwolić strach i zmusić ich do jedzenia. Nie była taka twarda, sama zmuszała się do
    takich rzeczy żeby wszyscy mogli "przetrwać"

  • Mnie "urzekł" trzeci sezon (odpuściłem oglądanie), bo to co piszesz o pierwszym, to podstawa scenariusza i jakieś głupoty musieli wymyślić. Natomiast w trzecim sezonie myślałem, że padnę - w jednym odcinku, w ciągu 40 min. siedem razy jedni atakują drugich, piętnaście razy zawiązują sojusze (Moda na sukces), sto razy ci sami są wrogami i dwieście przyjaciółmi. Scenarzysta nie wiem co brał, ale musi ryć beret wzorcowo.

    • 3 był akurat najciekawszy z tym miastem światła. Za to 4 bije wszystkie poprzednie nielogicznością na głowę. Np w 1ep. bellamy rusza na ratunek komuś ale pada radioaktywny deszcz i okazuje się że nie ma szczelnych kombinezonów w arce parzy go i odpuszcza ratunek. Za 2 ep Monty paraduje po arce w pełni sprawnym kombinezonie...Albo jak na koniec zamykają się w bunkrze żeby "uratować populacje ludzką" zajmując 400 z 1200, po otworzeniu Jaha pluje się że ich pozabijają, dalej twierdząc że nie dba o przetrwanie ludzkości. A wiadomo że nawet 1200 osobników jest genetycznym wąskim gardłem - im więcej ludzi tym większa szansa że przetrwają...
      Nie mówiąc o takich głupotach jak rakieta załogowa na 10 beczek (200l) w sumie 2 tony paliwa xD albo jak okazało się że organizm Luny jest odporny na promieniowanie - ale po czasie, dostawała poparzeń jak każdy, a podczas igrzysk śmierci stała sobie w radioaktywnym deszczu niby odporna na promieniowania (a Roana parzyło)

  • Po 20 minutach okazuje się że bez problemu można ściągnąć opaskę ktora potrafi analizować szczegółowo funkcje życiowe ale nie rozróżnia zgonu od ściągnięcia/ zniszczenia opaski z nadgarstka. W drugim odcinku wpada na to jakaś laska która jest spawaczem i przekonuje o tym tych decydentów ze statku pokrytego rusztowaniem...

  • Owszem, ten serial ma sporo naprawdę głupich wpadek, ale też zawiera pewne prawdy, które powinny dać do myślenia:
    1. Jako ludzie, nie potrafimy ze sobą współpracować. Prędzej się pozabijamy, niż sobie pomożemy (brzmi znajomo, prawda?)
    2. Kiedy w obliczu zagrożenia, sytuacja przyciśnie człowieka do muru, wtedy jest wstanie zrobić wszystko, by przetrwać (patrz- punkt pierwszy)
    3. Rzecz najważniejsza - obojętnie, ile razy dostaniemy szansę na lepsze życie, to zawsze to spieprzymy. A dlaczego? Bo nie potrafimy uczyć się na swoich błędach. A przede wszystkim dlatego, że nie potrafimy szanować tego, co dostajemy - zero szacunku dla Ziemi, na której żyjemy (patrz - zakończenie każdego sezonu).

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: