Mam wrażenie, że ci wszyscy, którzy narzekają, że serial wieje nudą i "nic się nie dzieje", pomylili gatunki. To nie jest film akcji, tylko studium żałoby. No tak, jest takie uczucie, naprawdę. W tym serialu, dość hollywoodzkim, przyznaję, z widoczkami (pięknymi) i czasem banalnymi jak z Paula Coelho (rzadko) przemowami, jest autentyczne przeżycie i gdzie wy tu widzicie tandetę i przerysowane postacie... . Jest jedna rada dla niezadowolonych, dla których to nuda o niczym - po prostu nie oglądajcie. Po co się męczyć.
Nie wszyscy mogą mieć takie odczucia jak Twoje, może to i faktycznie studium żałoby ale w wydaniu tych bogatych przewartościowanych ludzi mam ciągle wrażenie sztuczności. Krzyk w restauracji po telefonie zbyt egzaltowany, przeżywanie wspomnień już na miejscu w Montanie tak podlewany alkoholem że w końcu zaczęłam to liczyć. Romansik z przystojnym szeryfem kompletnie się tu nie wpisuje - bo albo żałoba albo figlowanko.
Jak na razie - jestem na 5 odcinku - mam mieszane uczucia, nie ma ani zachwytu ani większego rozczarowania ale muszę się zgodzić, że pewne sceny i emocje są bardzo powtarzane i to nuży.
39 lat razem, umiera Twój najważniejszy kompan, partner, bratnia dusza, a krzyk w restauracji zbyt egzaltowany...? Wow, o się ludźmi stało, że już naprawdę nie wiemy jak wygląda przeżywanie prawdziwych emocji. Szok.
Czyli chlanie nawet na stypie własnego męża, tej wieloletniej "bratniej duszy" to prawdziwe emocje? Aha.
Akurat natężenie krzyków nijak nie stanowi odzwierciedlenia "prawdziwych emocji". Ja stoję na stanowisku, że zagranie emocji w inny sposób niż krzyk, wrzask, ostentacyjna demolka otoczenia to większe wyzwanie dla aktora i wymaga znacznie lepszego warsztatu. Aczkolwiek IMO w tej scenie Michelle zagrała bardzo dobrze i w stonowany sposób - ale to jest doskonała aktorka i wie, co robi.
Akurat żałoba żony jest odczuwalny a w krzyku nie widzę nic sztucznego. Wręcz przeciwnie. Dla mnie nieporozumieniem jest starsza córka. Bogata nabzdyczona i wywyższając się niemiłosiernie. Ten jej romans z policjantem zupełnie nietrafiony. Ona wygląda jak jego matka, jest niemiła i nie ma żadnych wartości. Zero chemi między nimi. Zresztą pokażcie mi córkę co dzień po śmierci ukochanego ojca całuje się i myśli o romansowaniu. Przyjaciółka jak umarł jej tata to nie była w stanie się ubrać a ta...brak slow
No ok, mogę się zgodzić, że ten krzyk jest kwestią subiektywną, dla mnie jest akurat dość pompatycznie sztucznym okazywaniem emocji tak osobistych i głębokich jak strata, tym bardziej, że towarzyszy temu splot zachowań kompletnie do żałoby nie pasujących.
Natomiast to jest tylko jeden przykład jaki wymieniłam a który mnie razi, drugi to właśnie starsza córka i zgadzam się, że ten romans jest od czapy i ze względu na sytuację i ze względu na widoczny rozdźwięk między bohaterami - wiek, inna mentalność i wartości.
Dla mnie ten ich romans był tak tam niepotrzebny że zespół mi odbiór filmu. Ok. Może w następnym sezonie inaczej by to się oglądało ale nie dobę po śmierci ojca. No błagam. Za to młodsza córeczkę mogę bardziej zrozumieć. Zyskuje z każda scena. Czekam na drugi sezon. Pozdrawiam.
Gdzie konkretnie widze tandetę: w stosowaniu uproszczonych przekazów, szablonowych przedstawień i budowania narracji na szeregu stereotypów. Już od pierwszej sceny- bohaterka idzie 5thAv obładowana torbami z najdroższych butików w różowej sukienuni i szpileczkach, otoczona szaro-czarnym tłumem. Serio - jako jedyna ma strój w kolorze innym niż bury, zeby widz na pewno zauważył jak bardzo, bardzo jest Wyjątkowa i Taka Inna Niż Wszystkie. OCZYWIŚCIE, że ostaje napadnięta. OCZYWIŚCIE, ze wszyscy filmują, a nikt nie pomoże - taki jest przecież NY - szary, obojętny, brutalny. Prawda? Prawda...? I OCZYWISCIE, ze mając "ranę na 6 szwów" od lepy na twarz nie roni się nawet jednej kropelki krwi, a poniewaz bohaterka jest taaaaak bardzo chatty i sassy, to będzie nadawać i wiercić się przez cały czas, kiedy biedny chirurg usiłuje założyć te szwy na otarty naskórek i siniak... A w Montanie jest tak pięknie - nikt nie jest zależny od kuponów na żywnosć, wszystkich stać na insulinę i opiekę dentystyczną, mają nawet włąsne samoloty i w ogóle jest pięknie... Widoczki - tak, śliczne, ale są to widoczki naklejone na kartonie...