Sezony

Jak dla mnie najlepszy był sezon pierwszy. Boone jako główny bohater sprawdzał się dużo lepiej niż kosmita Liam. Drugi sezon też był jako taki, natomiast z trzeciego i czwartego wyciąłbym połowę odcinków, i zrobił z tego jedne sezon zamiast dwóch osobnych. Piąty...Gdyby nie fatalne zakończenie byłby OK.

  • Zgadzam się :) Wolałam agenta Boone'a. Był i bardziej rzeczywisty, wiarygodny. Za dużo zrobili odcinków na siłę to również prawda. Gdyby postawili na jakość dalszych części to by było o wiele lepsze niż dotarcie do okrągłej ,,setki''. Jednak serial ten do tej pory wspominam z sentymentem i uważam, że jest świetny :) Poszczególne odcinki były naprawdę pełne akcji i poruszone zostały ważne kwestie, jak chociażby granice ingerowania w genetykę, czy eksperymentowanie na ludziach. Zwykle skutki okazywały się odmienne od zamierzonych ( jeden wynalazca miał dobry pomysł, ktoś inny to zmienił, wykradł lub/i przeinaczył), czyli taki w sumie temat rzeka i na czasie.

  • użytkownik usunięty

    Bez Boone'a to już zupełnie inny serial :(
    Teoretycznie Liam jest OK, ale pojawił się w mgnieniu oka i momentalnie został opiekunem Da'an'a. Raz tylko Da'an stwierdził, że Liam nie musi mieć implantu i już nikt do tego nie wraca. Bardzo to wszystko naciągane - już nawet argument, że Liam jest w 1/3 kosmitą nie jest wystarczające, aby uzasadnić tak wiele "cudownych zbiegów okoliczności".
    Szczerze pisząc dopiero oglądam ten serial (początek 3 sezonu) i jestem ciekaw jednej rzeczy - czy w ogóle padnie odpowiedź na pytanie CO robią Taeloni na Ziemi? Dlaczego przylecieli? Czy tez może fabuła pójdzie w tak abstrakcyjną stronę, że w pewnym momencie przestaną zadawać to pytanie i okaże się, że oni wszyscy chcą się dowiedzieć czegoś zupełnie innego?

    • Dostaniesz swoje odpowiedzi jakoś w czwartym sezonie jeśli dobrze pamiętam ;).

      Zgadzam się, że Boone był najlepszy. Zabolało mnie też późniejsze odejście Lili. Zastanawiam się dlaczego było tu tyle zmian w obsadzie. Jedynym serialem z podobnymi zmianami jaki kojarzę w tym momencie jest Seaquest ale tam nie bolało to aż tak bardzo (może dlatego, że nowe postacie były równie dobre).

      • użytkownik usunięty

        Dzięki za odpowiedź :)
        Oglądam sobie ten serial na spokojnie. Na początku miałem większe przerwy, ale teraz oglądam jeden odcinek na dzień - żeby zbyt szybko nie 'skonsumować' tej przyjemności ;D Dosłownie wczoraj oglądałem odcinek 3x09 "In Memory" (mam nadzieję, że to nie jest ostatni odcinek z Lili ?!?). Podobał mi się. Jak dotąd moim ulubionym jest 2x10, gdzie pokazano przyspieszoną ewolucję człowieka, aż do poziomu "Boga" ;) Naprawdę ciekawe pomysły są w tym serialu.

        • Lili pojawi się jeszcze w chyba dwóch odcinkach - bodajże ostatnim trzeciego sezonu i pierwszym czwartego. Potem, jeśli mnie pamięć nie myli, nie będzie jej już w ogóle.

          • użytkownik usunięty

            Miło było ją zobaczyć jeszcze te dwa razy ;)
            Skończyłem sezon 4. W mojej ocenie był dobry. Rozpocząłem sezon 5 ..... zdobyłem się na oglądnięcie 3 pierwszych odcinków ... i nie do końca wiem co się dzieje (!) Sezon piąty to jakiś rodzaj kina klasy B, w kinie klasy B. Klimatem i poziomem znacząco odbiega od 4 wcześniejszych sezonów. Dosłownie zmusiłem się do oglądnięcia trzech pierwszych odcinków. Nie wiem co myśleć na ten temat. Czy w ogóle warto to oglądać? Jest tam coś wartościowego w dalszych odcinkach? Ostatnio się zastanawiałem czy 5 sezon też stworzył Gene Roddenberry....

          • użytkownik usunięty

            I jeszcze jedna rzecz - bardzo podoba mi się koncept ich komunikatora "Global". Komputer osobisty wszechstronnego użytku ^^

            • Wartościowy może być powrót Boone'a na chyba też dwa odcinki, za to jego ponowna "śmierć" to chyba największe dno z możliwych. Zakończenie jest natomiast przesłodzone, i marne.

              • użytkownik usunięty

                Dzięki za odpowiedź. Przekonałeś mnie, żeby pójść ciut dalej :)
                Boon pojawia się jeszcze w dwóch odcinkach 5x05 i 5x08. Ponad tydzień temu przypomniałem sobie, dlaczego w ogóle zacząłem oglądać ten serial - wyczytałem, że gra w nim epizodyczną rolę Rachel McAdams - jedna z Najpiękniejszych kobiet w naszym Układzie Słonecznym ;D Później sam serial mnie wciągnął.
                Koniec końców wreszcie znalazłem odcinek z Rachel - 5x12 "Avatus High". Miło było zobaczyć tą Ślicznotkę po raz kolejny:) Na tym odcinku kończę swoją "przygodę" z tym serialem. Szczerze pisząc nawet nie chcę wiedzieć jak się skończył ten sezon - jest on dla mnie kompletnym nieporozumieniem i nie wzbudza we mnie żadnej ciekawości.
                Pozdrawiam!

  • Dokładnie. Boone był na prawdę najlepszym, co spotkało tą serię. =) Drugi sezon nie był aż tak dobry jak pierwszy, ale jeszcze ciągle miał to coś. Natomiast reszta mi się za bardzo nie podobała. :( A szkoda, bo pierwszy sezon pokazał, że Ziemia: Ostatnie Starcie ma na prawdę wielki potencjał.

  • Popieram, pierwszy sezon rewelka, 2-8, a pozostałe 3-6,4-4,5 strasznie nierówny 7-3, a szkoda bo serial miał niesamowity potencjał który został zaprzepaszczony.

  • Jakoś tak z 10 lat temu jak oglądałem ten serial, stwierdziłem to samo =)
    Ale 4 i 5 sezonu nie oglądałem.

  • Wyjaśnienie dla "nierównej" jakości poszczególnych sezonów jest bardzo proste. Jak dobrze pamiętam Gene Roddenberry napisał w całości scenariusze do 2 pierwszych sezonów i części 3 sezonu. Po jego śmierci, resztę serialu nakręcono na podstawie jakichś notatek, które rzekomo zostawił.

  • Od tygodnia oglądam (znowu, ponad 10 lat temu oglądałam go w TV ale dość wyrywkowo). Pierwszy sezon za mną, zaczęłam drugi. Za pierwszy sezon daję 8,5. Ciekawa fabuła, dobre aktorstwo, fajne efekty specjalne. I ścieżka dźwiękowa jakoś tak mocno mnie czaruje ;). Szkoda, że Boona ubili, bardzo go lubiłam. Jedno co mnie zdumiewa o to, że Sandoval, mimo, że zdawał sobie sprawę, że wokół Boona istnieje dużo dziwnych zbiegów okoliczności, nigdy go o zdradę nie posądził. Cóż, może Sandoval był jednak po prostu za głupi żeby dostrzec szpiega na swoim podwórku. W ogóle ludzie z ruchu oporu (poza paranoicznym Doorsem) jakoś tak kiepsko dbali o konspiracje...
    Cóż, oglądam dalej. Po skończeniu kolejnego sezonu podzielę się wrażeniami. :)

    • Sezon drugi - dobry, a nawet trochę więcej niż dobry. Musiałam się przyzwyczaić do "złotego dziecka Ruchu Oporu" czyli Liama a potem jakoś poszło. Tłumaczenie niestety gorsze niż w sezonie pierwszym. Kwestia czemu nie zaimplantowali Liama jest dość mętna. To zrozumiałe, że Da'an nie nalegał bo szybko się przekonał, że młody jest pół-kosmita, a Zo'or chciał, żeby jego oponent miał słabszego i głupszego (w jego mniemaniu) obrońcę, żeby było łatwiej przeprowadzić zamach. Ale dawać Liamowi dostęp do poufnych danych bez zapewnienia sobie jego lojalności implantem? Głupie. Sandoval spuszczony ze smyczy był znacznie ciekawszy niż w sezonie pierwszym gdy był psem gończym ślepo oddanym Towarzyszom. Podobała mi się jego relacja z Lilli, stworzyli bardzo dynamiczny duet. Na plus była także relacja Liama i Da'ana, gdy po początkowej wzajemnej fascynacji zdali sobie sprawę, że jednak stoją po przeciwnych stronach barykady. No i muzyka jest wspaniała... Za sezon drugi daję 8. I kontynuuję oglądanie. ;)

      • Sezon trzeci - spadek formy. Dam 7. Liam bardzo fajnie, powoli przekonałam się do Renee (choć bardziej lubiłam Lilli). Doorsa szkoda, miał facet charakter. Ciekawie rozwinęła się postać Da'ana. Mam wrażenie, że połowa odcinków (no, może jedna trzecia) została zrobiona na siłę, jako zapychacze. Pociągnięto wątki sprzed roku czy dwóch ale niewiele wniosło to do akcji. Generalnie "made my day" dwa motywy: wiadomość, że Zo'or to potomek/dziecko Da'ana oraz wiadomość, że Lilli kochała się w Boonie (przez pierwszy sezon nie zauważyłam żadnych oznak owego uczucia...). Zaskakuje mnie też, ze członkom Ruchu Oporu tak długo udaje się pozostać w konspiracji - Towarzysze maja na prawdę skuteczny system pozyskiwania informacji. Liam hula sobie robiąc co chwila tajne akcje i nikt go nie przyłapał. Naciągane. Mam nadzieję, że w kolejnym sezonie sytuacja się nie pogorszy.

        • P.S. do sezonu 3. Sandoval "wymiata". Teza z pierwszego sezonu serialu, że jest takim draniem z powodu implantu (tzn. musi robić te straszne rzeczy bo Taeloni mu każą) ostatecznie padła. Sandoval jest po prostu inteligentny, odważny, zdecydowany i dba jedynie o własne interesy. Choć ciekawi mnie motyw z tą obrączką "zmarłej" żony, którą ciągle nosi (a także zdjęcie żony w portfelu). Czyżby mój ulubiony czarny charakter chował jeszcze coś w zanadrzu?
          Biorę się za sezon czwarty.

        • Sezon czwarty - 7. Nie odbiegał za bardzo poziomem od trzeciego. Trochę dłużyzn, trochę niejasności. Ale do wytrzymania. Przekonałam się do duetu Liam - Renee, z czasem nawet Juliet polubiłam. Szkoda, że tak mało Augura - to była barwna postać. Zakończenie wątku Lilli - delikatnie mówiąc dziwne. Doors wracający jako cyber-duch był świetnym pomysłem. Sandoval - cóż, otrzymałam odpowiedź na swoje pytanie o co mu na prawdę chodzi. Choć po odcinku 4x17 mózg mi mało nie eksplodował - wszytko wydawało się snem szaleńca. Może gdyby się ten odcinek jakoś inaczej skończył... Generalnie - podobało mi się. Zaczynam oglądać sezon piąty. Czas na "ostatnie starcie".

          • Sezon piąty. Brak mi słów. Seksi wampiry z kosmosu w lateksowych kombinezonach i z diamentowymi tipsami. Renee bawiąca się w Buffy, postrach wampirów, Juliet jako jej urocza asystentka-komandos (a wcześniej była podobno geniuszem informatycznym?), bredzące widmo Tealona i Zo'or po "operacji zmiany płci". Odcinki 5x14 i 5x21 pod hasłem "przeżyjmy to jeszcze raz" czyli streszczenie fabuły sezonów 1-4, nic nie wnoszące do akcji. Romanse międzygatunkowe (obsesja Howlyna na punkcie Renee oraz gorące uczucie Sandovala do Judy). Strzelaniny, pościgi, strzelaniny, pościgi, itd., itp. Niekonsekwencje w prowadzeniu akcji. Co się stało z Taelonami i Jarridianami po połączeniu? Na pewno nie przekształciły się w Atavusy bo te żyły na Ziemi wcześniej i po prostu przebudziły się ze stazy.

            A jakieś plusy? Fajnie, że choć na chwile wrócili Boone i Kincaid (uświadomiło mi to różnicę poziomów między sezonami w których oni grali, a sezonem ostatnim). No i wreszcie ktoś załatwił ostatecznie problem Sandovala - największej szumowiny w Układzie Słonecznym.

            Zakończenie? WTF? Za ten sezon mogę dać tylko 5,5. Lepiej by było zakończyć serial po 4 sezonach zamiast męczyć widza tym mocno nieświeżym, odgrzewanym kotletem. Jeśli będę oglądać ten serial powtórnie to tylko sezony 1-4 bo 5 to kompletny odlot w kosmos. A sielska scenka w której Renen, Liam, Tealon i Atavus odlatują w stronę gwiazd? To chyba wzięte z jeszcze zupełnie innego filmu. Po prostu nie rozumiem.

            Oceniając cały serial, pięć sezonów daje lekko naciągane 7 (gdyby piaty sezon nie istniał byłoby 7,5 lub 8). Mimo wszystko to na prawdę dobra produkcja.

            • Co do Jaridian i Taleon'ów, to Ra'jel powiedział w odcinku 14 że jest ich zbiorową świadomością. Generalnie, fabuła serialu jest strasznie poucinana, wiele wątków zostało porzuconych bez żadnego sensownego wyjaśnienia. Np. wątek Maiy, kobiety ze świata równoległego, która pojawiła się w sezonie 2, i znikła bez żadnego wyjaśnienia po kilku odcinkach, wątek Joshu'y Doorsa, syna Jonathana Doorsa, który pod koniec 3 sezony został zabrany na statek Taleon'ów i nigdy nie wrócił, wątek astronautów z przyszłości, których przechwycił i miał zamiar ożywić Zo'or w sezonie 4 itd. Sporo tego było. Zgadzam się, że 5 sezon był bardzo słaby (choć kilka odcinków trzymało w napięciu) i twórcy mogli by go sobie darować. Zwłaszcza sposób zakończenia wątków głównych postaci z pierwszych sezonów mnie zirytował (Lili Marquett i Will Boon zostali uśmierceni poza kadrem, o Augurze wspomniano tylko że wyjechał na Bahamy).

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: